Forum serialowe :)  Strona Główna Forum serialowe :)
O serialach, muzyce i wszystkim co nas interesuje :) :) :)

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  Chat  DownloadDownload
 Ogłoszenie 
Witaj na forum serialowym! Zarejestruj się już dziś!


Poprzedni temat :: Następny temat
[KRYMINALNI][NZ] Mimo wszystko...
Autor Wiadomość
Goldmoon
Nowa postać



Dołączył: 26 Gru 2008
Posty: 12
Wysłany: 2009-01-18, 22:56   [KRYMINALNI][NZ] Mimo wszystko...

* * *

Warszawa. Szary, ponury, październikowy dzień. Marek, po długim dniu ciężkiej, policyjnej roboty, wracał do domu. Bolała go głowa. Chciał przemyśleć to, co wydarzyło się w ostatnim czasie i postanowił przejść się. Myślał o swoim życiu, o Krzysiu, o związku z Patrycją.
”Dlaczego ona mnie nie rozumie? Przecież jak się poznaliśmy byłem w szkole oficerskiej. Wiedziała, czym będę się zajmował” – myślał Marek – „ To przecież dla niej i dla Krzysia próbowałem rzucić pracę w Policji. Chciałem stworzyć dziecku rodzinę, której tak naprawdę nigdy nie miało. Krzyś jest dla mnie wszystkim. A Patrycja? Po co właściwie wróciła? Czy ona mnie kocha? A ja? Co ja do niej czuję?”.
Takie oto najróżniejsze myśli krążyły mu po głowie. Zastanawiał się czy dobrze zrobił, wracając do służby. Kochał tę robotę, ale kochał też Krzysia. Chciał dla niego jak najlepiej. Wtedy też przypomniały mu się słowa Baśki, które mu wykrzyczała, gdy jeszcze pracował u Huberta.: „Jak się kogoś kocha to nie można go zmuszać, żeby rzucił pracę, którą kochał najbardziej na świecie. Jak ona może być szczęśliwa widząc Ciebie jak się męczysz?”.
Dopiero teraz uświadomił sobie, że miała rację, że Patrycja być może wcale go nie kocha. Tylko, po co wróciła?
Szedł zatopiony w myślach, aż zorientował się, że jest pod swoim domem. Spojrzał w okno mieszkania. Zobaczył coś dziwnego. Dwa cienie: mężczyzna i kobieta w objęciach. Całowali się namiętnie. Dopiero teraz spostrzegł, że to okno jego mieszkania, ta kobieta to Patrycja a ten facet to jak widać nie on. Nie wiedział, co zrobić, nie wierzył w to, co widział. Podszedł bliżej, ponieważ zaczęli rozmawiać, a okno było uchylone.
- Tak się cieszę, że przyjechałeś. Strasznie tęskniłam. Nie mogłam już wytrzymać. Kocham Cię...- mówiła ściszonym głosem Patrycja.
- Ja też Cię kocham. Myślałem, że już nigdy się nie zdecydujesz. Nie mogłem nawet myśleć o tym, że z nim jesteś! – odpowiedział mężczyzna.
- Przecież wiesz, że wróciłam tylko po to, aby odzyskać Krzysia. Nasz plan jednak się nie powiódł. Miałam wyjść za Marka i odebrać mu prawa do Krzysia. Nie mogę jednak dłużej udawać, że go kocham skoro to ty jesteś moją miłością.....

Brodecki stał pod oknem, nie dowierzając własnym uszom. Tego się nie spodziewał. Nie słuchał dalej. Poczuł coś dziwnego. Z jednej strony wściekł się, że tak dał się oszukać.
Z drugiej zaś poczuł ulgę. Nie rozumiał, dlaczego. Ruszył w tę samą stronę, z której przyszedł....

Tymczasem Basia, jak zwykle po służbie, brała kąpiel z ogromną ilością piany i słuchała ulubionej muzyki. Leżąc w wannie również rozmyślała o tym co jej się przydarzyło. Myślała o ciąży, która na szczęście okazała się pomyłką, o Leszku, a także o Marku. Od samego początku, gdy pojawiła się w zespole spodobał jej się. Zaimponował jej tym, że sam wychowuje dziecko. W miarę jak go poznawała lepiej lubiła go coraz bardziej. Rozumieli się w pół słowa. W pewnym momencie zdała sobie sprawę, że to, co czuje to nie jest zwykła przyjaźń, to coś więcej....
W tym czasie właśnie Marek oznajmił, że Patrycja wróciła i że chcą spróbować jeszcze raz. Wszystkie nadzieje zostały jej odebrane. Nie polubiła Patrycji i wcale nie, dlatego, że czuła coś do Marka. Ona po prostu nie dała się lubić. Marek pod jej wpływem przestał być dawnym Markiem.
Przypomniała sobie dzień, w którym Brodecki oznajmił, że odchodzi z policji. Tak strasznie była na niego zła, ale wiedziała, że to nie jest jego decyzja. Robił to przede wszystkim, dlatego, że Patrycja tego chciała. Zaczął pracować jako sprzedawca w sklepie jej brata.
Uśmiechnęła się do siebie wspominając widok Marka za ladą, otoczonego czajnikami, żelazkami i innym sprzętem AGD. Było to tak nienaturalne, jak to gdyby ona stała się nagle baletnicą. I te jego oczy ... Jakieś puste, bez wyrazu.
Marek bardzo się starał przekonać wszystkich, że jest OK. Ona jednak widziała jak bardzo jest nieszczęśliwy. Pewnego dnia zebrała się na odwagę i wykrzyczała mu to co leżało jej na sercu. Potem bała się, że obraził się na nią i nie będzie chciał jej znać.
Zastanawiała się czy to jej słowa sprawiły, że wrócił do Policji. Nie, nie mogła tak myśleć. Przecież ona się nie liczyła. To Patrycja była z nim, choć nie układało się między nimi najlepiej.
Rozmyślając o tym wszystkim usnęła w ciepłej, przyjemnej kąpieli i miała sen....


... Basia leżała na kwiecistej, pachnącej łące patrząc na błękitne niebo, po którym przewijały się drobne białe chmurki, wiał lekki przyjemny wiaterek. Dziewczyna zamknęła oczy i całą sobą starała się chłonąć zapach ziemi, trawy i świeżego powietrza. Nigdy nie czuła się szczęśliwsza. Nagle ktoś stanął nad nią zasłaniając słońce. Basia otworzyła oczy, spojrzała tam gdzie powinno ono być. Ujrzała zarys postaci, jednak nie dojrzała twarzy. Serce jej podpowiadało kto to jest. Nagle postać wyciągnęła do niej rękę nie odzywając się ani słówkiem. Basia z pewną nieśmiałością wyciągnęła swoją. Chwyciła ja delikatna ale stanowcza męska dłoń i pociągnęła do góry tak, że stanęła na równe nogi. Spojrzała w twarz postaci. Zobaczyła niebieskie, tak miłe jej sercu oczy. Spojrzała niżej – zobaczyła te aksamitne usta, których smaku nie mogła zapomnieć. Dopiero teraz zorientowała się, że się uśmiecha. Czuła się taka szczęśliwa. Przez moment wydawało jej się, że się unoszą nad ziemią. Stała tak wpatrując się w tę twarz, włosy rozwiewał jej wiatr. Nie umiała sobie przypomnieć kim jest ta postać. W tym momencie tajemniczy mężczyzna uśmiechnął się i bezgłośnie powiedział: „Kocham Cię!”.
Basia przymknęła oczy i nagłe poczuła, że świat się zatrzymał. Mężczyzna przyciągnął ja do siebie i pocałował delikatnie, ale jednocześnie z pasją. W tej chwili Basia przypomniała sobie kim była ta tajemnicza postać. W myślach miała tylko jedno imię: MAREK. Oddała pocałunek przepełniony miłością.
Nagle mężczyzna stał się bardzo natarczywy, wręcz brutalny. Basia otworzyła oczy i zobaczyła przed sobą nikogo innego tylko Leszka. Próbowała się wyrwać. Szarpali się chwilę i w końcu udało się. W dłoni poczuła zimną stal. To była jej broń.
Ciężko oddychając wycelowała mierząc prosto w niego. Leszek coś mówił ale ona nie słyszała. Nagle zaczął się śmiać - szyderczo, okropnie śmiać. Basi napłynęły łzy do oczu, ale nie spuszczała z niego wzroku. Leszek zaczął się cofać i po chwili uciekać. Dziewczyna krzyknęła: „Stój, bo strzelam!!!”. Jednak mężczyzna nie usłuchał. Strzeliła dwa razy. Uciekinier zatrzymał się, upadł na kolana i przewrócił się. Basia podbiegła do Leszka. Leżał na brzuchu, twarzą do ziemi. Podeszła bliżej i poczuła wielki strach. Coś było nie tak ...
Serce waliło jej jak oszalałe, łzy ciekły strumieniami po policzkach. Czuła, że stało się coś strasznego. Dwie czerwone plamy na koszuli mężczyzny szybko się powiększały. Basia przyklękła przy nim i odwróciła go na plecy. Świat zawirował. Dziewczyna patrzyła w te niebieskie oczy, tak miłe jej sercu, a teraz śmiertelnie puste, zapatrzone gdzieś w niebo.
Z kącika aksamitnych ust, których smaku nie mogła zapomnieć, ciekła cienka, czerwona stróżka krwi ...
„Zabiłam ...! Zabiłam Marka!” – te myśli wirowały jej w głowie, wirowały, wirowały ...
Zrobiło się lodowato zimno i zapadła ciemność .....

... Basia obudziła się w wannie, w której woda już dawno wystygła. Trzęsła się z zimna do tego stopnia, że dzwoniła zębami. Właściwie nie wiedziała czy to z zimna czy z przerażenia. Dopiero po chwili zrozumiała, że to był tylko sen. Cała roztrzęsiona wyszła z wanny, ubrała się w piżamę i wskoczyła pod kołdrę. Opatuliła się nią szczelnie, ale nadal dygotała. W myślach miała dwa zdania: „Zabiłam go! Zabiłam Marka!” Zaczęła cichutko płakać. Po jakimś czasie usnęła. Jednak spała bardzo niespokojnie. Nad ranem obudziła się i już nie mogła zasnąć. Poszła do kuchni i przesiedziała tam do momentu aż zadzwonił budzik oznajmiając, że czas wstawać do pracy.

Tymczasem u Zawady.
Była pierwsza w nocy. Adam po udanej kolacji z Izą wrócił do siebie. Wziął odprężający prysznic i zasiadł wygodnie na kanapie przed telewizorem. Co prawda miał nadzieję, że tę noc spędzą razem, lecz Iza miała dwa zaległe artykuły do napisania.
Praca, praca, praca ... Rozumiał to, przecież był gliną. Z zadumy wyrwał go dźwięk dzwonka do drzwi.
- Co do cholery? – pomyślał Adam – o tej porze?
Komisarz wstał i sprawdził gdzie jest jego broń. Wziął swój pistolet i podszedł do drzwi. Od czasu postrzału Adam był bardzo ostrożny. Nigdzie nie ruszał się bez broni. Tym bardziej teraz gdy nikogo się nie spodziewał.
Zajrzał przez wizjerek. Jego oczom ukazał się żałosny widok. Za drzwiami stał Marek. Stał to dużo powiedziane, ponieważ lada chwila mógł się przewrócić – tak chwiał się na nogach. Adam przeraził się myśląc, że kolega jest ranny. Natychmiast otworzył drzwi, spojrzał na niego i nagle wszystko zrozumiał. Brodecki trzymał w ręku butelkę z resztkami alkoholu i coś mamrotał.
- Adam! Naaaapijesssszzz się zzze mną?! Za kobiety!!! Te wredne su.....
Nie dokończył, bo ręka, którą chciał się oprzeć o futrynę mieszkania nie wiedzieć czemu w nią nie trafiła. Marek runął by jak długi wprost do mieszkania komisarza gdyby Adam go nie złapał i nie wciągnął do środka.
- Marek!!! Jesteś zalany!!! O co ci chodzi?!! Jakie kobiety?!!
Brodecki coś mamrotał. Komisarz zaciągnął chłopaka do łazienki i wpakował w ubraniu do wanny. Następnie przekręcił zawór prysznica na niebieski punkcik i odkręcił kran.
Podkomisarz krzyknął wyzywając Adama takim słownictwem, że ten doświadczony gliniarz, który przecież nie jedno w życiu słyszał, osłupiał ze zdziwienia.
- Zamknij się, bo pobudzisz sąsiadów!!! – krzyknął trzymając Marka za fraki i
polewając go lodowatą wodą. Gdy uznał, że ma dość zakręcił kran. Spojrzał na przyjaciela, wybuchnął śmiechem i wyszedł z łazienki. Po chwili jednak wrócił z ręcznikiem i jakimś ubraniem. Rzucił to na pralkę i zwrócił się do Marka:
- Przebierz się książę, a ja pójdę zrobić nam kawy.
Będąc w kuchni Zawada słyszał przekleństwa z łazienki i takie odgłosy, jakby ktoś próbował wyjść z wanny, raz po raz wpadając do niej z powrotem. Po kilku minutach wszystko ucichło. Do uszu Adama doleciał tylko głos Marka, który najwidoczniej gadał do siebie.
- Człowieku jak ty mogłeś doprowadzić się do takiego stanu? Przez kobietę? Przecież nawet jej nie ...
Reszty komisarz nie usłyszał, ponieważ Marek odkręcił kran i szum wody zagłuszył jego słowa.
Po jakiś 15 – 20 minutach podkomisarz wyszedł wreszcie z łazienki przytrzymując się ściany. Nie wiedzieć czemu podłoga się ruszała (ależ Adam ma nowoczesne mieszkanie ;)) .
Wszedł do kuchni i usiadł na stołku. Adam patrzył na niego z politowaniem i powiedział:
- Marek, co ty wyprawiasz?!! Przecież ty masz słabą głowę i nie powinieneś pić sam!!!
- A co ty komisarzu? Zbawiasz się w moją niańkę? – zapytał poirytowany Marek.
Adam nic nie odpowiedział, ale widać było, że słowa przyjaciela sprawiły mu przykrość.
- Cholera!!! Adam, przepraszam! Nie wiem co we mnie wstąpiło! To wszystko przez to czego się dziś dowiedziałem o Patrycji ... – kajał się Brodecki.
- To znaczy? Powiesz wreszcie co się stało? – wypalił podniesionym głosem Zawada.

Po chwili milczenia, podczas której Marek zbierał myśli (w jego stanie nie była to łatwa sprawa), opowiedział Adamowi co się wydarzyło.
Ten patrzył na Brodeckiego ze współczuciem. Wiedział ile go kosztowało aby wybaczyć Patrycji ucieczkę do Stanów, co czuł kiedy dla niej próbował rzucić policję. A teraz to ...
„Ależ ten chłopak ma pokręcone życie” – pomyślał.
Gdy Marek skończył swoją opowieść komisarz powiedział:
- Ja czułem, że do siebie nie pasujecie ... Nic nie mówiłem, bo to jest twoje życie i nie mam prawa się wtrącać. Ale Patrycja ... Patrycja to zła kobieta jest ...
Brodecki słuchał Adama w zamyśleniu, a po chwili patrząc w jeden punkt na podłodze rzekł:
- Szkoda, że mi tego nie powiedziałeś ... Może oświeciłoby mnie wcześniej. Adam ... – spojrzał na Zawadę – Przecież ja jej nie kocham ... i chyba nigdy nie kochałem!!! A ona? Tego jestem pewny! Nigdy jej na mnie nie zależało ... Po prostu nie umiała być sama...- zrobił chwilę przerwy i po chwili mówił dalej - Zacząłem sobie uświadamiać to dopiero, gdy nasza Basia mi wykrzyczała, że Patrycja mnie nie kocha ..
Zawadę zdziwiły słowa Marka i zapytał:
- Basia? A co ona ma z tym wspólnego?
- A widzisz bardzo dużo .. To ona uświadomiła mi, że nie tak postępuje kochająca kobieta .. (opowiedział komisarzowi scenę w samochodzie ...)

Marek: Odezwijcie się, jak skończycie śledztwo! A zresztą i tak za parę dni będę musiał się do was zgłosić po telewizor.
Basia: Marek co ty wygadujesz? O co Ci chodzi? Co? Przecież ty dobrze wiesz, że nie nadajesz się na sprzedawcę! Znam Cię i wiem, że to wiesz!........... Marek! Jak się będzie czuł Krzyś, jak za parę lat spojrzy na swojego sfrustrowanego ojca, no jak? A zobaczysz, że tak się skończy! Skończysz w knajpie, przy wódce, żałując wyborów których dokonałeś........ A poza tym, jak się kogoś kocha to nie można go zmuszać, żeby dokonywał takich wyborów, tak?
Marek: Jakich wyborów?
Basia: Jak się kogoś kocha, to nie można od niego żądać, żeby rzucił pracę, którą kochał najbardziej na świecie. Jak ona może być szczęśliwa, widząc Ciebie, jak się męczysz?

Komisarz wyglądał na zaskoczonego.
- Ja wiedziałem, że ona bardzo przeżywa twoje odejście, ale nie sądziłem, że jest zdolna do takiego zachowania. Wydaje mi się, że ... – tu Adam zawahał się i uśmiechnął pod nosem.
- Co? Co ci się wydaje? – spytał Marek wyraźnie zainteresowany.
- Wydaje mi się, że ... jej na tobie zależy! – dokończył.
- No tak, mi też na niej zależy, przecież jesteśmy przyjaciółmi i partnerami w pracy – odpowiedział Brodecki nic nie rozumiejąc.
- O rany Marek!! Czy ty naprawdę nic nie zauważyłeś? Przecież ja mówię o czymś innym!! – zdenerwował się komisarz.
- Nie mam pojęcia o co tobie biega! – krzyknął zdezorientowany podkomisarz.
- Cholera! Przecież to widać, że nie jesteś jej obojętny! Ale ty jesteś ślepy! Zresztą ja też dopiero teraz, po tym co mi powiedziałeś poukładałem to sobie. Tej jej spojrzenia, tęsknota, gdy odszedłeś ... – zamyślił się.
- Ej! Chyba nie wiesz co mówisz! Przecież miała Leszka dopóki ... no sam wiesz ... Nie! To nie jest prawda, przecież coś bym zauważył ... – niedowierzał Marek.
- No wiesz – najciemniej pod latarnią! – powiedział Adam i roześmiał się – A co do Leszka ... Chyba coś do niego czuła, ale nie wiem co to było. Może chciała nam pokazać, że ona też jest zdolna do miłości. Przecież zaczęła się z nim spotykać, gdy ty pogodziłeś się z Patrycją, a ja zaczynałam z Izą. Musiała się czuć samotna ...
- Jeśli tak stawiasz sprawę, to może rzeczywiście ... Cholera!!! Będę musiał coś z tym zrobić ... – zmartwił się Brodecki.
- Ale co? – spytał zaciekawiony komisarz.
- Teraz nie wiem, bo mam mętlik w głowie. Pomyślę jak wytrzeźwieję. Ale powiem co coś w sekrecie ... Jeszcze nikomu o tym nie mówiłem ...
- Marek! Nie strasz mnie! To zabrzmiało groźnie! – zaniepokoił się Adam.
Brodecki spojrzał na przyjaciela i zaczął mówić ściszonym głosem, jakby obawiając się, że ktoś usłyszy:
- Kiedy ty leżałeś w szpitalu po postrzale, ja z Basią sami prowadziliśmy sprawę. Wiesz, tych złodziei samochodów.
- A tak, przypominam sobie, no i? – niecierpliwił się Zawada.
- Ścigaliśmy tych łepków. Ja jednego, a Baśka drugiego. Ten jej wbiegł do stawu, a ona za nim. Goniąc tego swojego usłyszałem krzyki Baśki, więc zawróciłem, a koleś zwiał. Myślałem, że coś się stało, że grozi jej jakieś niebezpieczeństwo. A ona stała, a raczej podskakiwała w tym stawie, trzymając kolesia w kajdankach i krzyczała:
„Marek zrób coś, tu są pijawki!!! Jak ja nie cierpię tych pijawek!!! Marek noooo!!!”
Wszystko się we mnie zagotowało – kontynuował podkomisarz – Byłem wściekły, bo przez nią uciekł mi podejrzany, ty leżałeś w szpitalu, a ona dostała histerii z powodu jakiś pijawek! Wiedziałem, że muszę ją uspokoić. Słyszałem, że najlepszym sposobem na to jest wymierzenie policzka. Chciałem to zrobić i wszedłem do stawu. Gdy stanąłem naprzeciwko niej ... po prostu nie mogłem. Zamiast tego ku mojemu zdziwieniu pocałowałem ją! Uspokoiła się natychmiast. Ale to jeszcze nie byłoby takie dziwne, bo każdy sposób dobry. Adam ... ja coś poczułem ... jakieś łaskotanie w żołądku. To była bardzo krótka chwila, ale była. I powiem ci, że to było cholernie przyjemne – uśmiechnął się nieśmiało.
- No stary!!! Coś mi się wydaje, że nasza Basieńka tobie też nie jest obojętna ...- mówiąc to uśmiechnął się szelmowsko Adam.
- Mówisz? Sam nie wiem! Za dużo jak dla mnie na dziś! Jestem padnięty i jeszcze nie całkiem trzeźwy – mówiąc to wyjął telefon i już chciał zadzwonić po taksówkę, gdy Adam zabrał mu telefon.
- Hej! Kolego! Ty lepiej zostań dziś u mnie. Rano pojedziemy do ciebie to się przebierzesz. No i może Baśkę gdzieś zgarniemy po drodze – mówiąc to puścił oko do Marka.
- Oj! Adam! Daj spokój! – powiedział podkomisarz.
Zawada jednak zauważył, że na dźwięk imienia dziewczyny oczy się Brodeckiemu zaświeciły. Nic przecież nie umknie uwadze najlepszego policjanta w Warszawie.
Przyjaciele rozmawiali jeszcze chwilę i poszli spać. Adam szybko pożałował, że zaprosił kolegę na noc. Marek po pijaku strasznie chrapał, w rezultacie czego Zawada nie mógł spać. Przewracał się z boku na bok aż do rana przeklinając w duchu swoją dobroduszność.

***

Dzień w Warszawie powoli budził się do życia. Słońce nieśmiało przebijało się przez chmury. Pogoda tym razem była łaskawa – Polska Złota Jesień. Nawet Pałac Mostowskich wyglądał jakoś przyjemniej niż zwykle (tak na marginesie – teraz odnawiają elewację i po prostu będzie piękny). Wstające słońce odbijało się w szybach budynku i wszystko wyglądało tak jakoś bajecznie. Kto nie zna Warszawy nie przypuszczałby nawet, że w tym gmachu znajduje się Komenda Stołeczna Policji.
Nieopodal na skwerku pod kinem „Muranów”, na ławce siedziała dziewczyna. Siedziała z kolanami pod brodą i patrzyła na fontannę, którą akurat niedawno uruchomiono. Jak długo to trwało nikt nie wiedział. Gdy pojawili się pierwsi przechodnie ona już tam była.
Po chwili spojrzała na zegarek, który wskazywał 7:30. wstała i z rękami w kieszeniach spodni ruszyła w kierunku wejścia do Pałacu.
Gdy już miała wejść do środka usłyszała, że ktoś ją woła. Odwróciła się i zobaczyła wysokiego mężczyznę w mundurze.
- Baśka! Cześć! A co ty tak wcześnie? Myślałem, że dziś masz później służbę – zagadnął.
- Cześć Szczepan! Wiesz nie mogłam spać, więc nie chciałam marnować czasu. Mam jeszcze trochę zaległej roboty papierkowej.
- Oj! Widzę kurka, że jakoś kiepsko wyglądasz! Czemu nie mogłaś spać? Może przez tę pełnię, co? Ja to kurka normalnie zawsze źle sypiam jak jest pełnia i właśnie dlatego też dziś jestem wcześniej – uśmiechnął się „szczepkowato”.
- No może i przez tę pełnię ... to możliwe – skłamała Basia. Dobrze wiedziała, że nie mogła spać przez ten koszmar, który do tej pory nie dawał jej spokoju.
- To kurka co? Może kawki? – spytał Szczepan wyrywając koleżankę z zadumy.
- A wiesz, baaaaardzooo kurka chętnie!!! – uśmiechnęła się.
Oboje udali się do środka.

Tymczasem u Adama.
Komisarz był już dawno na nogach, zważywszy na to, że jego gość nie dał mu spać. Zrobił sobie kawę i włączył radio. Z głośnika usłyszał:
„...chcę ubrana w swe słabości
czerwień warg mych z twymi złączyć
czuć tak bliskość by
spijać z ust twych słowa
głód nasycić przed rozstaniem...”

Gdy piosenka się skończyła odezwał się głos spikera:
„Moi drodzy! Minęła 7.00. Mam nadzieję, że dobrze zaczął się dla was ten dzień, tak jak dla mnie. Bo czy jest coś wspanialszego niż obudzić się u boku ukochanej kobiety?”.
Adam na te słowa lekko się uśmiechnął i chwycił za telefon. Wybrał numer Izy i z komórką przy uchu podszedł do okna. Po kilku sygnałach usłyszał zaspany głos dziennikarki:
- Adam? Wiesz, która jest godzina? Czemu mnie budzisz? Poszłam bardzo późno spać prze te artykuły. Nie masz litości?
- Iza skarbie...chciałem ci tylko powiedzieć, że ... (tu zawahał się, bo nie był pewny co właściwie chce powiedzieć) ... chciałem po prostu usłyszeć twój głos i powiedzieć dzień dobry.
- Komisarzu, a coś ty taki od rana milusi?
- Wiesz Iza, tak sobie pomyślałam ...yyyyy (zająknął się) ... to znaczy chciałem powiedzieć, że dobrze, że cię mam. Pa!

Szybko zakończył rozmowę niedając kobiecie szansy na odpowiedź. Sam nie wiedział dlaczego zadzwonił. Przestraszył się tego co chciał jej powiedzieć i dlatego zakończył rozmowę. Stał tak jeszcze przez chwilę patrząc gdzieś w dal.
A Marek? Marek spał sobie nadal oczywiście chrapiąc ja stado niedźwiedzi. Komisarz wszedł do pokoju i patrząc na przyjaciela stwierdził, że wystarczy już tego chrapania i trzeba go obudzić.
- Marek! Marek! Budź się! – krzyknął i szturgnął chłopaka w ramię.
- Co jest? Ktoś ty? Gdzie ja jestem? Oooooo ... Adam? A co ty robisz u mnie o tej porze? O matko ... moja głowa ... – jęknął próbując wstać – Królestwo za wodę !!!
Adam patrzył na Brodeckiego z nieukrywanym rozbawieniem. Podkomisarz rozglądał się po pokoju próbując sobie przypomnieć co tu robi. Po chwili udało się.
- Oj! Książę! Ciężki dzień będziesz dziś miał. Ale dobrze ci tak! Musi być jakaś kara za to, że się nie wyspałem!!! Istnieje jednak sprawiedliwość na tym świecie nabijał się Zawada.
- Ala Adam, o co ci chodzi?! I proszę cię – nie krzycz tak! Głowa mi pęka!
- To kara za chrapanie! Przez ciebie nie zmrużyłem oka, ale cóż... sam jestem sobie winien. Zaprosiłem cię! – mówiąc to zajrzał do szafki i wyjął z niej butelkę z wodą.
Brodecki spojrzał na przyjaciela błagalnym wzrokiem.
- No dobra! Masz! Dziś jest kolejny dzień dobroci dla skacowanego kolegi – mówiąc to Zawada podał mu butelkę.
Marek przechylił ją i wypił zawartość jednym haustem.
- Dzięki! Jesteś prawdziwym kumplem! I nie chodzi mi o wodę. Chodzi mi o całokształt.
To mówiąc poklepał komisarza po ramieniu.
- E tam! Ja nic takiego nie zrobiłem ... – powiedział Adam i puścił do niego oko.
Marek uśmiechnął się i rzekł:
- Wiesz? nie pamiętam dokładnie co ja tu wczoraj naplotłem ... ale wszystko odwołuję, pijany byłem ...
- Ach tak? – ironicznie zapytał Zawada.
- A właśnie, że tak! Wszystko co do joty to bełkot zalanego głupka. Zapomnij o tym ... – powiedział Marek i uśmiechnął się znacząco.
- Akurat! Już ci wierzę! Ale niech będzie. Już nic nie pamiętam – odparł rozbawiony komisarz.
Obaj dobrze wiedzieli, co Marek miał na myśli. Chodziło mu o rozmowę na temat Baśki.
- No dobra! Koniec tego wspominania! Zabieraj się do łazienki, bo jeszcze przed służbą musimy przecież do ciebie wstąpić – powiedział komisarz i wyciągając ręcznik z szafki i podając go koledze.
- Dobra idę! Jeszcze raz dzięki za wszystko!
- Już przestań, bo zacznę sobie przypominać naszą wczorajszą rozmowę i ...
- OK.! Nie kończ! Już mnie nie ma! – to mówiąc wszedł do łazienki zamykając na sobą drzwi.
Po chwili słychać było szum wody spod prysznica. Zawada tymczasem przygotowywał coś na ząb.

W drodze do mieszkania Brodeckiego...
- Wiesz Adam, to dziwne, że Patrycja do mnie nie zadzwoniła – mówił Marek spoglądając na telefon – zawsze to robiła gdy nie wracałem na noc! Ale czego ja się spodziewam ... pewnie zajęli się sobą i tyle ...
Mówiąc to Brodecki ciężko odetchnął a potem zamilkł.
Adam nic nie powiedział tylko spojrzał kątem oka na przyjaciela. Pomyślał, że ten chłopak jak nikt inny zasługuje na szczęście.
- Na pewno wszystko się ułoży ...- próbował pocieszyć kolegę.
- Taaa! Jakoś w to nie wierzę!
Przez resztę drogi już się nie odzywali. Po 20 minutach dojechali wreszcie do mieszkania Brodeckiego.
Marek wbiegł do klatki, a Adam wysiadł z samochodu aby rozprostować kości. Nieopodal przechodziła piękna długonoga brunetka w kusej spódniczce i szpilkach. Adam chcąc nie chcąc (ale bardziej chcąc) obejrzał się za nią, a ona przechodząc obok posłała mu bardzo zmysłowe spojrzenie.
Komisarz uśmiechnął się do siebie i pomyślał: „Chyba jeszcze nie jestem taki stary?”. Zbudowała go ta myśl i poczuł, że mógłby teraz wyznać Izie co naprawdę do niej czuje. Kochał ją lecz tak trudno mu było jej o tym powiedzieć. Rzadko używał tego słowa. Ostatnio mówił tak do swojej tragicznie zmarłej żony ...
Nagle z zadumy wyrwał go krzyk Brodeckiego, który biegł w jego kierunku bardzo czymś zdenerwowany...

- Adam! Adam! - krzyczał przerażony Marek – Nie ma ich! Nie ma Krzysia !!!
- Ale uspokój się, o co chodzi? Jak to nie ma!
- No przecież mówię! Nie ma ani Krzysia ani Patrycji. Rzeczy też nie ma!
- A próbowałeś dzwonić do niej?
- Ma wyłączony telefon! Adam, k***a! Gdzie jest mój syn?!!
Wrzeszczał tak, że sąsiedzi powyglądali z okien. Jeden z nich nawet wyszedł przed klatkę i chciał coś powiedzieć do Marka lecz ten zupełnie go zignorował.
- Panie Marku... – zaczął sąsiad - ... ja widziałem pańskiego syna ...
Brodecki był tak zdenerwowany, że nawet nie zauważył starszego mężczyzny. Oczywiście Zawada musiał wkroczyć do akcji. Złapał kolegę za ramiona i solidnie nim potrząsnął mówiąc przy tym podniesionym głosem:
- Marek! Uspokój się! Twój sąsiad widział jak Krzyś z Patrycją spakowani odjeżdżają taksówką dziś wcześnie rano ...
- Co? Co ty mówisz? Jak to? - Marek był w szoku.
Spojrzał trochę błędnym wzrokiem na staruszka. Czuł, że kręci mu się w głowie. Zamknął oczy i odetchnął głęboko. Adam nadal go trzymał. Po chwili Brodecki otworzył oczy i spojrzał na sąsiada już w pełni opanowany. Policyjna natura wzięła górę. Zaczął zasypywać mężczyznę gradem pytań:

- O której godzinie widział pan mojego Krzysia? Czy był z nimi ktoś jeszcze? Z jakiej korporacji była taksówka? A może widział pan numery boczne lub rejestracyjne samochodu?
Staruszek trochę przerażony patrzył to na Zawadę to na Marka. Mimo szybkiego tempa zadawanych przez podkomisarza pytań starszy pan odpowiedział na wszystkie. Zapamiętał nawet fragment numerów rejestracyjnych taksówki. Okazało się, że sąsiad Marka nie tylko ma dobrą pamięć i wzrok, ale także bardzo dobrze słyszy.
- Usłyszałem jeszcze przypadkowo jak pani Patrycja mówi do taksówkarza: „na lotnisko, proszę”.
Brodecki podziękował sąsiadowi, wziął Adama pod rękę i pociągnął w stronę samochodu.
- Adam, słuchaj! Ja muszę znaleźć Krzysia! Powiedz Grodzkiemu, że biorę urlop. Nie wiem jak długi, po prostu muszę odnaleźć moje dziecko choćbym miał jechać na koniec świata!
- Jasne Marek! Ale jak chcesz ich znaleźć?
- Najpierw pojadę na lotnisko i sprawdzę czy to co słyszał ten staruszek to prawda. To co zrobisz to dla mnie?
- Nie martw się! Bierz samochód i jedź!
Na te słowa Brodecki krzyknął tylko do komisarza:
- Dzięki Adam! – i zniknął w swoim aucie. Odjechał z piskiem opon.
Adam tylko pokręcił głową i powiedział do siebie:
- Jeszcze i to!
Wsiadł zaraz do samochodu i pojechał na komendę.
 
   
Daisy 
VIP
Wiedź



Pomogła: 1 raz
Wiek: 27
Dołączyła: 15 Kwi 2008
Posty: 1657
Skąd: Łódź
Wysłany: 2009-01-18, 23:00   

NARESZCIE SIĘ DOCZEKAŁAM :D
Goldmoon wklejaj... dużo, dużo, dużo!
A potem nowe :D
_________________
...bo bywają takie dni, że uśmiecham się nawet do ściany.
 
 
   
Goldmoon
Nowa postać



Dołączył: 26 Gru 2008
Posty: 12
Wysłany: 2009-01-18, 23:07   

Komenda Stołeczna Policji. Godzina 10.00. Początek służby komisarza Zawady.
Adam wszedł do pokoju. Jego oczom ukazał się następujący widok:
Na biurku jego i Marka było czysto jak nigdy. Żadnych papierów, kartek, segregatorów i innych mniej lub bardziej potrzebnych rzeczy. Zdziwił się, ponieważ wydawało mu się, a raczej był pewny, że jak wczoraj wychodził sytuacja wyglądała inaczej. Rozglądał się dalej. Biurko Basi nie przypominało jednak pozostałych. Sterty teczek, segregatorów, papierów, włączony komputer. Pośród tych stosów z rękami pod głową spała sobie smacznie pani podkomisarz Storosz. Biedulka usnęła po tak ciężkiej nocy i nawet nie usłyszała, że ktoś wchodzi.
Adam popatrzył na koleżankę i uśmiechnął się pod nosem. Basia wyglądała bardzo słodko. Komisarz podszedł do ekspresu i zaparzył najbardziej aromatyczną kawkę jaką tylko umiał. Robił to bardzo cichutko. Po chwili postawił kubek z parującym napojem na biurku Storosz.
- Basiu! Basieńko! – mówił Adam głaszcząc ją po policzku i delikatnie odgarniając jej włosy z twarzy.
Podkomisarz uśmiechnęła się przez sen i powiedziała powoli otwierając oczy:
- Mamo, jeszcze troszkę! Już wstaję ...
Otworzyła oczy i podskoczyła na krześle zdziwiona tym gdzie się znajduje.
- Adam? Co ty tu robisz? Gdzie ja jestem?
Komisarz na te słowa zaśmiał się, ponieważ już coś podobnego dziś słyszał od Marka.
- Jesteś na komendzie, ale co ty tu robisz to pojęcia nie mam! Wygląda na to, że jesteś już tu od świtu, bo chyba mi nie powiesz, że moje akta same się wypełniły?
Zaspana patrzyła na kolegę i nie bardzo rozumiała o co chodzi. Spostrzegła a raczej zwąchała kubek z kawą i powiedziała:
- Oooo! Kawusia tego mi trzeba! Dzięki Adasiu!
- No dobra! Basia dzięki za ten porządeczek. Pójdę teraz do Grodzkiego a ty tymczasem porządnie się obudź! – puścił do niej oko i wyszedł.

Basia popijała kawę i kończyła wypełnianie papierków. Zastanawiała się czemu Adam tak długo nie wraca. „Pewnie będzie jakaś sprawa” – pomyślała – „Ale gdzie jest Marek? Już dawno powinien się zjawić!”.
W tym momencie otworzyły się drzwi i wkroczył Zawada.
- Basiu! Wyszukaj mi informacje na temat nijakiego Grzegorza Kamińskiego. Jest podejrzany o napad na ten sklep jubilerski w centrum. Potem pojedziemy z nim pogadać. Aha jeszcze jedno... przez jakiś czas będziemy tylko we dwójkę. Marek ... – zawahał się i wyraźnie posmutniał - ... Marek ma wolne – dokończył.
- Ale jak to? Co się stało? Adam, powiedz mi co z Markiem? Wiem, że coś się stało! – paplała Baśka, której w tym momencie stanęła przed oczami scena z jej koszmaru.
Zawada widząc jej reakcję trochę się zdziwił.
- Baśka! Co z tobą?! Nic się nie stało! Przynajmniej nic aż tak strasznego jak myślisz. Nie wiem tylko czy mogę ci powiedzieć!
- Ale Adam! Musisz mi powiedzieć! Po prostu musisz, bo jak nie to ... to...- nie dokończyła, ponieważ głos uwiązł jej w gardle, a do oczu napłynęły łzy.
Czując to podkomisarz odwróciła się do okna i próbowała się opanować. Nie chciała, żeby Adam domyślił się tego co skrywa głęboko w sercu.
Zawada jednak nie od dziś zauważył zachowanie Storosz względem Marka. Ta reakcja też nie umknęła jego uwadze. Podszedł do Basi i objął ją ramieniem.
- Basiu? Co się z tobą dzieje, co?
- Nic ... po prostu się nie wyspałam ... – powiedziała smutnym głosem. Po chwili dodała - Jak nie chcesz to nie mów, co się stało ...
Wzruszyła ramionami ale z jej oczu można było czytać jak z otwartej księgi. Adam zauważył jak bardzo się boi, jak walczy z tym, żeby nie zasypać go ponownie pytaniami. Bardzo starała się ukryć swój niepokój, ale te oczy mówiły wszystko. Zawada widząc to upewnił się w swoich wcześniejszych podejrzeniach – Marek nie był dla niej tylko kumplem z pracy.
Postanowił skrócić jej cierpienie i opowiedział dziewczynie co się wydarzyło. Pominął tylko nocną rozmowę z Markiem w swojej kuchni. Pomyślał, że jeśli coś ma z tego być to prędzej czy później samo się ułoży. On nie będzie się wtrącał. Nie chciał robić Basi nadziei, ponieważ nie był pewien co czuje Marek. Brodecki z resztą też.
Storosz wyraźnie uspokoiła się, ale była bardzo smutna a zarazem wściekła.
- Do cholery! Adam ! jak można coś takiego zrobić?! Co? Jak można skrzywdzić tak osobę, którą się podobno kocha?! To jest jakiś obłęd!!! Ona nie zasługuje na takiego ... – przerwała, bo zorientowała się, że się zagalopowała.
Zmieszała się trochę, ale nadal była zła. Usiadła z furią na krześle i zaczęła stukać w klawiaturę wyszukując dane o tym Grzegorzu K. Nie odezwała się już, ale widać było, że wszystko się w niej gotuje.
„Zachowuje się jak lwica broniąca swej rodziny” – pomyślał i patrzył na nią z rozbawieniem.
Przypomniał sobie jak broniła Marka, gdy zaczęła z nimi pracować Zuzia. Basia pomyślała, że przyszła na jego miejsce i .... dostało się wtedy komisarzowi, oj dostało.
Zawada uśmiechnął się na wspomnienie tamtej awantury. Jeszcze raz spojrzał na dziewczynę, usiadł za swoim biurkiem i zaczął przeglądać akta, które przyniósł od Grodzkiego.


Basia i Adam po uporaniu się ze sprawą napadu wrócili na komendę. Weszli do swojej kanciapki, a tam zapatrzony w jakiś bliżej nieokreślony punkt na podłodze siedział Marek. Gdy zobaczył wchodzących przyjaciół podniósł wzrok i spojrzał jakimś nieobecnym zamglonym wzrokiem. Basia poczuła, że serce jej się rozsypuje na tysiące kawałków gdy zobaczyła w oczach Brodeckiego taką bezgraniczną rozpacz. Miała ochotę podejść i mocno go przytulić, żeby wiedział, że nie jest sam, że ona zawsze będzie obok. Zrobiła już nawet krok w jego stronę ale zawahała się. Po sekundzie podeszła i po przyjacielsku chwyciła go za ramię. Spojrzał na nią i uśmiechnął się bardzo niepewnie.
- No i czego się dowiedziałeś? Co ci powiedzieli na lotnisku? – zapytał zdenerwowany widokiem przyjaciela w takim stanie Adam.
Brodecki przełknął ślinę i zaczął opowiadać:
- Patrycja z Krzysiem i z tym ... wyjechali do Włoch. Dokładnie wylecieli samolotem o 8.30 do Mediolanu. Hubert też to potwierdził – opowiadał Marek bardzo spokojnie, może dlatego, że cały czas czuł rękę Basi na swoim ramieniu i to dodawało mu otuchy i wiary.
- Zabukowałem bilet na jutro rano. Skontaktowałem się też z tamtejszą policją. Postarają się znaleźć Patrycję i naszego ... [zawahał się i poprawił]... mojego syna. Na pewno mi się uda! Muszę go odnaleźć!
Mówiąc to chwycił swoją dłonią dłoń Basi i uścisnął patrząc przy tym prosto w te wielkie brązowe oczy. Pomyślał przez jedną małą sekundę, że mógłby w nie patrzeć bez końca ...
Nagły dźwięk dzwonka komórki wyrwał go z zamyślenia. Natychmiast wstał i odebrał.
- Brodecki słucham? – zapytał zaniepokojonym głosem Marek – tak? Wielkie dzięki Jarek! Jestem twoim dłużnikiem – odetchnął głęboko.
Spojrzał na przyjaciół i rzekł:
- Namierzyli ich! Wiem gdzie ich szukać!


Następnego dnia rano ...
Marek spakowany wyszedł z klatki i podszedł do taksówki, którą wcześniej zamówił.
- Dzień dobry! Brodecki!
- Dzień dobry! – odpowiedział kierowca otwierając przy tym bagażnik.
Nagle z tyłu podjechał jakiś samochód i zatrąbił klaksonem. Marek odwrócił się i spostrzegł znajomą srebrną toyotę, z której wysiadła Baśka. Gdy ją zobaczył osłupiał ze zdziwienia, ale poczuł gdzieś w środku wielką radość.
- A co ty tu robisz? Stało się coś? – zapytał.
- Nie, nic się nie stało, po prostu przyjechałam po ciebie ...
- Aaaa ... Zamówiłem taksówkę... – odparł trochę zmieszany.
Spojrzał na Baśkę i zobaczył jaką jej zrobił przykrość. Nigdy nie wybaczyłby sobie gdyby ją skrzywdził w jakikolwiek sposób. Przeprosił taksówkarza, zapłacił i podszedł do srebrnej toyoty.
Wsiedli do samochodu. Nastąpiła chwila niezręcznej ciszy, w czasie której oboje próbowali zrozumieć co się z nimi dzieje. Czuli radość, a zarazem niepokój i niepewność. Bardzo nieśmiało spojrzeli na siebie i uśmiechnęli się. Potem Basia posmutniała i zapytała:
- Co i co? Trzymasz się jakoś?
Marek zastanowił się chwilę i ściszonym głosem powiedział:
- Bardzo się cieszę, że jesteś ...
Basia spojrzała mu w oczy i ujrzała coś czego nie śmiała nawet się spodziewać. Nie, nie mogła w to uwierzyć, to chyba nie możliwe, czyżby to była ...
„ Nie! Na pewno sobie cos wymyśliłam!” pomyślała. Speszyła się i spuściła wzrok. Odetchnęła głęboko i chwyciła Marka za rękę. Chciała coś powiedzieć, ale zrezygnowała. Zamiast tego uśmiechnęła się lekko i odpaliła silnik.
Przez całą drogę na lotnisko nie rozmawiali. Nie chcieli psuć tej chwili. Na miejscu Basia czekała w hali odlotów aż Marek się „odprawi”. Trwało to bardzo długo. W końcu miły damski głos wezwał pasażerów lotu 715 Mediolan do wejścia na pokład samolotu.
Marek podszedł do Basi, a ona pod wpływem chwili przytuliła go mówiąc:
- Wracaj szybko! Z Krzysiem oczywiście!
- Dzięki Baśka za wszystko!
Po tych słowach wymienili jeszcze spojrzenia i Brodecki odszedł.
Podkomisarz Storosz jakoś nie mogła wyjść z lotniska. Nie chciała się z Markiem rozstawać. Chciała być przy nim i wspierać w tych trudnych chwilach. Jednocześnie czuła strach przed odrzuceniem, ponieważ tak naprawdę nic nie wiedziała o uczuciach Marka. Bała się, bo nie stać jej było na kolejną porażkę.
Stała na tarasie widokowym i patrzyła za odlatującym samolotem ...
„ Już tęsknię za tobą!” – pomyślała Basia i po chwili udała się w stronę parkingu.


Marka nie było już od tygodnia. Adam i Basia martwili się, ponieważ nie mieli od niego żadnych wiadomości. Jego komórka była ciągle poza zasięgiem. Basia chodziła coraz bardziej przygnębiona. Im bardziej chciała to ukryć tym bardziej to było widać. Adamowi serce się ściskało jak na nią patrzył.
Tego dnia komisarz trochę spóźnił. Wszedł cicho do pokoju. Basi nie było na jej miejscu. Siedziała na krześle Marka przy jego biurku. Powtarzała swój codzienny rytuał – układanie flamastrów. Była przy tym tak skupiona, że nie zauważyła komisarza. Spojrzała w stronę drzwi i aż podskoczyła ze strachu. Zmieszała się i powiedziała;
- Adam! Ale mnie wystraszyłeś! Długo tak stoisz?
- Wystarczająco długo, żeby zacząć się o ciebie martwić!
- Nie wiem o co ci chodzi ... – starała się ukryć prawdę – lepiej powiedz co za sprawę mamy – szybko zmieniła temat.
- Oj! Baśka, Baska! Przestań się zamartwiać! Marek niedługo się odezwie, zobaczysz!
- Adam już mówiłam, nie wiem o co ci chodzi – wstała z furią z krzesła i zaczęła chodzić po pokoju.
- OK.! już nic nie mówię, tylko przestań tak łazić! Mamy sprawę i to bardzo poważną. Jedziemy na Śląsk. Znaleziono zmumifikowane zwłoki warszawianki, która zaginęła 10 lat temu. Nazywała się Magda Kumor. Wyruszamy za dwie godziny. Jedź do domu i spakuj się. Przyjadę po ciebie.
- Dobra! To lecę! Na razie!
Basia ucieszyła się z takiego obrotu sprawy. Nie wytrzymałaby dalszych pytań i pocieszania. Zdawała sobie sprawę, że długo nie będzie mogła ukrywać swoich uczuć. Zresztą domyślała się, że Zawada już się zorientował. Jakoś dziwnie się jej ostatnio przyglądał.
Złapała kurtkę i wybiegła z komendy.

WYDARZENIA NA ŚLĄSKU - PATRZ „TRYPTYK ŚLĄSKI”


Komenda Stołeczna Policji. Tydzień po powrocie kryminalnych ze Śląska.

Basia jak zwykle szukała czegoś w biuletynach policyjnych, tzn. tylko udawała, bo myślami była gdzieś indziej. Adam Zawada co chwila spoglądał na podopieczną znad sterty akt, które właśnie porządkował (wziął się za robotę wreszcie hehe). Martwił się o nią bardzo, ponieważ wciąż nie mogła dojść do siebie po wydarzeniach na Śląsku. Choć bardzo starała się to ukryć, ciągle myślała o tym jak bliska była śmierci ...
Ten kto nie był w takiej sytuacji nie może sobie wyobrazić co się wtedy przeżywa. Zawada rozumiał ją doskonale. Przecież i jemu śmierć zajrzała w oczy, gdy „Pawełek” go postrzelił.
Z zamyślenia wyrwał do dzwonek telefonu.
- Zawada, słucham?
- Cześć Adam! Co tam słychać w „fabryce”?
- Marek??? To ty? Skąd dzwonisz?
- Jestem już u siebie w domu. Wróciłem dziś w nocy.. tzn. wróciliśmy. Jest ze mną Krzyś. Patrycja i ten jej gach też niestety wrócili ...
- No to super! Czemu nie dałeś znaku? Przyjechałbym po was ... z Basią – zawahał się trochę.
- Nie chciałem cię fatygować w nocy. Ucałuj ode mnie podkomisarz Storosz. Jutro się zobaczymy to pogadamy. Trzymaj się, pa!
- No cześć!!! Do jutra!
Basia czekała na koniec rozmowy i zapytała:
- Kto dzwonił? – pytanie to właściwie było zbędne bo doskonale słyszała jak Adam wypowiada imię „Marek”
- No jak to kto? Marek wrócił z Krzysiem do Polski!
- To świetnie!
Ożywiła się trochę, ale oczy miała bardzo smutne. Był to efekt niedawnych koszmarnych przeżyć. Nawet powrót Marka nie ucieszył jej tak, jakby się można było tego spodziewać.
- Hej! Baśka! Co z tobą? Nie cieszysz się? – zdumiał się Adam.
- Cieszę, cieszę, ale ... sama nie wiem ... chyba nie umiem już się śmiać ... nie po tym co się stało ... – oczy zaszły jej łzami na wspomnienie koszmaru.
Adam widząc ją w takim stanie podszedł do niej i przytulił mocno. Potem ujął twarz Basi w swoje dłonie i pocałował ją w czoło mówiąc:
- To ode mnie na lepszy humor...
Po czym pocałował ją delikatnie w usta i powiedział:
- A to od Brodeckiego!
Basię zamurowało i oblała się rumieńcem.
- Adam! No co ty?! ... – krzyknęła zasłaniając wierzchem dłoni usta – Zwariowałeś??!!!
- No co? Ja tylko spełniam prośbę Marka!
- Co? To on cię prosił, żebyś mnie molestował w pracy, tak? – rozweseliła się trochę.
- No nie... prosił, żebym cię ucałował .. i jak widać osiągnąłem zamierzony cel! Wreszcie się uśmiechnęłaś! – ucieszył się Adam.
- Oj! Uważaj panie komisarzu, bo złoże skargę do prokuratury ... – śmiała się Storosz.
- Baśka, Baśka! Koniec wygłupów! Do roboty! –śmiejąc się zniknął w swojej kanciapce.

Podkomisarz z uśmiechem na twarzy powróciła do biuletynu. Jednak znów nie mogła skupić się na pracy. Jej myśli nie krążyły już jednak wokół koszmaru ze Śląska. Myślała o Marku. Chciała go już zobaczyć. Tak bardzo tęskniła, ale dopiero teraz zdała sobie z tego sprawę. Czuła, że gdyby tylko mogła pobiegłaby do niego natychmiast. Z całych sił się powstrzymywała mówiąc sobie pod nosem:
- Storosz! Cholera! Daj spokój! Do jutra wytrzymasz!!!
Późny wieczór w mieszkaniu podkomisarz Storosz.
Wszystkie światła w mieszkaniu Basi były zapalone. Po niedawnych koszmarnych przeżyciach bała się ciemności i ciasnych pomieszczeń. Nawet windą nie jeździła. Za bardzo kojarzyła jej się z trumną. Raz niespodziewanie została w niej sama, co skończyło się takim napadem paniki, że Zawada prawie wezwał pogotowie. Od tamtej pory unika wind jak ognia.
Tego wieczora Basia była w dobrym nastroju. Nie mogła doczekać się następnego dnia. Wciąż myślała o Marku. Zastanawiała się co teraz będzie? Jak on sobie poradzi sam z Krzysiem skoro jego mama wyjechała do siostry
Rozmyślała tak siedząc na kanapie i głaszcząc Kojaka. Nie mogła zasnąć, ponieważ rozpierała ją radość.
„ A gdyby tak ....” – pomyślała biorąc telefon do ręki –„ nie ... jest już późno ...Krzyś na pewno śpi... Zresztą, co mu powiesz, no co?”
Ostatkiem silnej woli powstrzymała się od wybrania numeru Marka, aż tu nagle ....
„ drrr, drrr, drrr” rozdzwoniła się komórka Basi prawie wypadając jej z ręki. Wyświetlacz pokazywał – „Marek dzwoni”.
Dziewczynie zrobiło się gorąco, potem zimno i znów gorąco. Drżącym palcem nacisnęła klawisz „odbierz” i najmilej jak umiała powiedziała:
- Halo?
- Cześć Baśka! – zaczął wesoło Marek – To ja!
- No przecież wiem, że to ty, co tam?
- Wiesz, nawet się za tobą stęskniłem! A co ty spałaś? Obudziłem cię? Sorry nie chciałem, ale musiałem ci to powiedzieć! – wyrecytował jednym tchem Brodecki.
- ...[cisza] – Basię zamurowało
- Baśka jesteś tam?
- Yyyyy...hmmm... tak, tak; nie obudziłeś mnie.... jakoś nie mogę spać...
- A coś się stało? Masz taki smutny głos. Myślałem, że się ucieszysz, że zadzwoniłem...
- Ależ cieszę się tylko ... Marek ja też ci muszę coś powiedzieć... widzisz ja...- pomyślała teraz albo nigdy!
W tym momencie telefon Basi zrobił „pi, pi pi” a na ekraniku pojawił się komunikat: ‘bateria rozładowana”.
- K***a! – krzyknęła Baśka tak głośno, że śmiertelnie wystraszyła Kojaka, który zwiał pod kanapę.
Podkomisarz podłączyła ładowarkę, ale już nie zadzwoniła. Odwaga ją opuściła.
„Jutro jakoś się z tego wytłumaczę” – pomyślała i wpatrując się w ładujący telefon usnęła. Sen miała bardzo niespokojny i płytki. Męczyła się tak aż do rana.

Następny dzień na komendzie.
Tego dnia, czyli jak zwykle, Basia była pierwsza w pracy. Nie czuła się najlepiej. Bolała ją głowa i chyba miała gorączkę. Siedziała na krześle z przymkniętymi oczami, a co jakiś czas jej ciałem wstrząsał dreszcz.
„ Oho...- pomyślała – Storosz chyba coś cię bierze...”
W tym momencie do kanciapy wkroczył Zawada.
- Oooo! A ty już jesteś? Ale co ja się dziwię, przecież ty zawsze jesteś pierwsza! Basia?! Coś źle wyglądasz.
- Dziękuję ci bardzo za komplement!!! Też się cieszę, że cię widzę! – uśmiechnęła się od niechcenia.
Adam przyjrzał się jej dokładniej i spytał:
- Koleżanko Storosz? Czy ty aby na pewno jesteś zdrowa?
- Nie wiem! Chyba dorwała mnie jakaś grypa, ale zaraz mi przejdzie. Musze tylko iść na chwilkę do apteki.
- No dobrze, a może ja pójdę? – zaproponował komisarz.
- Nie, nie, dzięki! Przejdę się! To mi dobrze zrobi!
- Jak chcesz! – rzucił do niej Adam kierując się do swojego biurka.
Basia złapała kurtkę i już miała wychodzić gdy zawahała się i odwróciła w stronę komisarza.
- Adam??
- Tak Basiu? Zmieniłaś zdanie? Mam ja pójść?
- Nie to nie to ... mam do ciebie ogromną prośbę ... mógłbyś ... mógłbyś nie mówić Markowi o tym co się wydarzyło na Śląsku?? Proszę cię ... – spojrzała na Adama tak smutno, że nie miał serca jej odmówić:
- Dobrze Basiu! Jak sobie życzysz, ale prędzej czy później to wyjdzie w jakiejś rozmowie więc ...
- Tak wiem – przerwała mu podkomisarz – powiem mu, ale muszę znaleźć właściwy moment ... Na razie!
Basia wyszła, a komisarz tylko pokręcił głową i westchnął, po czym zaczął przeglądać papiery na biurku.
Minął kwadrans gdy na komendzie pojawił się Marek.
- No cześć szefie!!! - krzyknął wesoło i uściskał przyjaciela.
- Marek! Cześć! Jak tam Krzyś?
- Super! Na razie został z Patrycją, ale muszę szybko znaleźć kogoś do opieki, bo nie ufam jej już za grosz!
Mówiąc to posmutniał, ale szybko się otrząsnął i zapytał z błyskiem w oku:
- A gdzie to się Basia podziewa? Mam dla niej prezent ...
- A ja to co? O mnie zapomniałeś?
- Adam! Jasne, że dla ciebie też coś mam!
Brodecki wyjął z torby pokaźne pudełko.
- To jest, proszę ciebie, oryginalny włoski likier. Możesz go wykorzystać na randce z Izą! – uśmiechnął się szelmowsko podając Zawadzie prezent.
- Ty! Brodecki! Nie bądź taki dowcipny! Już ja sam dobrze wiem co ja mam robić na randce Izą! – roześmiał się komisarz.

W tym uroczym nastroju zastała ich Basia. Weszła cichutko do pokoju. Wyglądała jak siedem nieszczęść: oczy podkrążone, nos czerwony, blada cera.
- O! Marek! Już jesteś? – oczka jej się zaświeciły (ale może to od choroby, a nie na widok Marka?).
- Cześć Basia! – Marek krzyknął w stronę koleżanki.
Podszedł do niej, spojrzał w te wielkie, teraz zaczerwienione brązowe oczy. Ujrzał coś co go zaniepokoiło. Coś się zmieniło. Zniknął gdzieś dawny blask, to ciepłe światełko, które tliło się w ich wnętrzu. Brodecki zawahał się, lecz po chwili pocałował Basię w policzek i przytulił. Storosz odskoczyła jak oparzona.
- Marek przestań! Zarazisz się! Dopadła mnie jakaś choroba, grypa czy coś! – usiadła, bo zrobiło jej się słabo. Przymknęła oczy.
- Basiu? Może powinnaś iść do domu i się położyć? Nie wyglądasz za dobrze – powiedział Marek przykucnąwszy przy niej.
Basię wzruszyła ta troska. Spojrzała na niego i powiedziała:
- Zrobisz mi herbatki z cytrynką?
- Oczywiście! Już pędzę! – Brodecki odwrócił się na pięcie i tyle go widzieli.
Adam wreszcie oderwał się od komputera (gadał z Izą przez Skypa ;) )
- Basia! Ja teraz wyskoczę na chwilę. Jakby coś się działo, to jestem pod komórką! Pa!
- No to pa! – odpowiedziała Storosz do pleców Adama.
Została sama. Czuła się coraz gorzej. Leki, które kupiła chyba nie zadziałały. Wszystko ją bolało i domyślała się, że ma gorączkę.
Nagle drzwi się otworzyły. Nikt jednak nie wchodził. Pojawiły się najpierw dwa żółte kubki z za nimi Marek. W zębach trzymał jakieś pudełko. Postawił herbatkę na biurku i padał Basi to pudełko.
- Masz! To od Zuzi! Na pewno postawi cię na nogi!
- Dzięki Marek! Kochany jesteś!
- Kochany mówisz ... hhmm ... – rozmarzył się Brodecki
Basia zarumieniła się, gdyż dopiero teraz zdała sobie sprawę co powiedziała. Nigdy nie zwracała się tak do niego. Nie chciała, żeby się czegoś domyślił. Nie chciała się przekonywać, że nie ma żadnych szans aby coś było między nimi. Na szczęście nawet rumieniec udało jej się ukryć, ponieważ miała już wypieki od gorączki.
Posłusznie zażyła tabletki do Zuzy i wzięła się za wypełnianie akt. Podkomisarz usiadł przy swoim biurku i patrzył na koleżankę. Coś mu się przypomniało.
- Basia? – zagadnął.
- Tak? – spojrzała na Marka znad akt.
- Wczoraj jak dzwoniłem ... chciałaś mi coś powiedzieć, co takiego?
- Co? Co chciałam powiedzieć?! – dziewczyna poczuła, że nogi ma jak z waty
Całe szczęście, że siedziała i dzięki temu Brodecki nic nie zauważył.
- No tak! Zanim rozładował ci się telefon mówiłaś, że chcesz mi coś powiedzieć. Teraz możesz.
- A tak! – zmieszała się Basia – wiesz co... właściwie nie pamiętam już... – skłamała – to nie było nic ważnego ...
- Aha, no ale może sobie jednak przypomnisz? – spytał z nadzieją podkomisarz.
W tym momencie wpadł Szczepan i zawołał:
- Mamy sprawę! Oooo! Cześć Marek! Już wróciłeś?
- No jak widzisz! Co to za sprawa? – trochę się zirytował wejściem Żałody w takim momencie.
- Dzieciaki znalazły w Parku Szczęśliwickim sztywnego!
- Dobra jedziemy! – krzyknęła Basia, oddychając z ulgą i dziękując w duchu Szczepanowi za odsiecz.
Zerwała się i złapała za komórkę. Zadzwoniła do Zawady i podała mu namiary.
- Lepiej się czujesz? Może zostaniesz tutaj, a ja pojadę ze Szczepanem i Zuzą? – zapytał Marek z troską.
- Nie, dzięki! Już mi lepiej! Pewnie ten specyfik Zuzy zadziałał.
- No dobra! Jak chcesz! Jedziemy!
Podkomisarze wybiegli z komendy i pomknęli srebrną toyotą na miejsce zbrodni.

Po 20 minutach byli na miejscu. Wśród tłumu gapiów kręcili się policjanci z „dochodzeniówki”.
„Zuchy” przeciskając się przez tłum podeszli do miejsca zbrodni. W krzakach leżał mężczyzna koło pięćdziesiątki z poderżniętym gardłem. Widok był nieciekawy, ponieważ musiał on już tam leżeć kilka ładnych dni. Basia zasłaniając ręką nos podeszła do zwłok. Obok niej stał Marek. Dziewczyna spojrzała na ofiarę, potem na Marka i znów na denata. Zrobiła się blada jak ściana. Poczuła, że zaraz zwymiotuje. Kręciło jej się w głowie.
- Baśka?! Co jest? – spytał zaniepokojony Brodecki
- Nic!!! Niedobrze mi ... – wybiegła z tłumu i zwymiotowała w pobliskich krzakach.
Marek po chwili podszedł do niej i objął ramieniem i poprowadził do samochodu.
- Basiu? Musisz mi coś obiecać!
- Zależy co? – spytała.
- Jak tylko z tym się uporamy pójdziesz do lekarza, bo jak nie to siłą cię tam zaciągnę!
- Oj Marek! Nic mi nie jest ... to tylko grypa! Zresztą już mi lepiej!
- Ładne tylko! Musisz się przebadać, obiecujesz?
- A jak nie obiecam?
- Już powiedziałem! Siłą cię zaciągnę!!! – zrobił groźną minę, ale za chwilę się uśmiechnął i puścił do niej oko.
- No dobrze! Niech będzie! Obiecuję! Nie mogę pozwolić, żebyś się aż tak wysilał!
- Baśka! Widzę, że już ci lepiej, skoro żartujesz!
Storosz uśmiechnęła się do niego lekko i ruszyła w stronę samochodu. Wcale nie czuła się lepiej. Wręcz przeciwnie. Tabletki Zuzi podziałały tylko na chwilę. Basia modliła się, żeby ten dzień wreszcie się skończył!


Po uporaniu się z „najczarniejszą robotą” wrócili na komendę. Marek widząc stan koleżanki niepokoił się coraz bardziej.
- Basiu? Jak się czujesz? – zapytał.
- Marek! Czuję się tak samo jak 5 minut temu kiedy mnie o to pytałeś!
- Po prostu martwię się o ciebie ...
- Dzięki! To miłe! Nikt się dawno o mnie tak nie troszczył ... poza mamą oczywiście!
- No więc! Skoro mama daleko to nie masz wyjścia i musisz się mnie słuchać, koleżanko Storosz! Herbatki z cytrynką?
- Taaak! Czytasz mi w myślach!
Marek spojrzał Basi głęboko w oczy i rzekł ściszonym głosem:
- Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał ...
Spojrzał na jej usta, dając znak, że ma zamiar ją pocałować. Zbliżył się do niej na odległość mniej więcej dłoni.
Podkomisarz zamurowało. Nie była w stanie nic zrobić, ba nawet pomyśleć. Gdy Marek był już bardzo blisko Basia kichnęła ... prosto na Marka.
Zmieszała się trochę, powiedziała „przepraszam” i zaczęła wycierać nos. W duchu myślała:
„ Ku**a! Że też musiałam kichnąć! Pier****ny katar!!!”
Brodecki roześmiał się i powiedział:
- Dzięki Basiu! Właśnie sprzedałaś mi to świństwo! Pójdę lepiej zrobić tej herbaty! – wyszedł.
Za drzwiami.
Marek oparł się o ścianę i zbierał myśli, bo dotarło do niego co chciał zrobić. Żałował, że nie było mu dane zasmakować po raz kolejny tych ust, które coraz bardziej mu się podobały.
Po drugiej stronie drzwi.
Basia stanęła oparta o ścianę w tym samym miejscu co Brodecki. Myślała dokładnie o tym samym.
Spojrzała na szafkę za biurkiem Marka. Zobaczyła na niej ozdobną torbę. Rozejrzała się na boki, podeszła i zajrzała do środka. Wyjęła piękny turkusowy szal wyszywany błyszczącymi cekinami.
„ Przepiękny!” pomyślała i nie zastanawiając się założyła go na szyję. Podbiegła do szklanych drzwi, które zastąpiły jej lustro. Tak była zajęta, że nie zauważyła wchodzącego z herbatą Marka.
- O! widzę, że znalazłaś swój prezent?
Basia na dźwięk głosu przyjaciela odwróciła się.
- Jejku! Marek! Ale mnie przestraszyłeś ... co powiedziałeś? Prezent? Dla mnie?
- No tak! Nie podoba ci się?
- Jest... jest cudowny... nigdy nie widziałam piękniejszego... Dzięki Marek! – podeszła do niego i pocałowała go w policzek.
Marek chciał objąć koleżankę w pasie i przyciągnąć do siebie, lecz zapomniał, że trzyma dwa kubki z gorącą herbatą i ... oblał sobie ręce.
- Ałłłłaaaaa! Sssssss! – syknął podkomisarz – Cholera jasna!
- Marek! Pokaż to ...Jezu...boli?
Brodecki widząc troskę i przejęcie Basi zaczął udawać, że boli bardziej niż w rzeczywistości.
- AŁŁŁŁAAA! Nie masz pojęcia!
Storosz podbiegła do apteczki i wyciągnęła „Pantenol”. Delikatnie spryskała pianką ręce chłopaka, leciutko przy tym dmuchając na nie.
- Ałła! Basia to boli... musisz mi chyba dać jakieś znieczulenie... ssss – symulował Marek
- Wyglądasz jak sierota! – skwitowała podkomisarz.
- No ładnie! Wyśmiewasz się ze mnie! To naprawdę boli... – dodał bardzo poważnym tonem i zrobił słodkie oczka.
Storosz się zastanowiła.
- Wiesz co Brodecki? Ale z ciebie symulant! Nie dam się nabrać – powiedziała przymrużając oczy.
Po chwili opadła na krzesło, bo zakręciło jej się w głowie. Gdy trochę lepiej się poczuła spojrzała na Marka.
- No co? Chora jestem!
- Baśka! Musisz iść do lekarza!
- O rany! A ten znowu swoje!!!
- Dobra! Już nic nie mówię...
- No! Weź się lepiej za akta ... no tak! – spojrzała na jego ręce – jak zwykle się wymigałeś!
Brodecki nic nie odpowiedział tylko szeroko się uśmiechnął.
W tym momencie do pokoju wkroczył Zawada. Był bardzo roztargniony.
- O! Zobacz Basiu! Zawada się odnalazł! – powiedział Marek wciąż się uśmiechając.
- Co? O co chodzi Marek? – zapytał Adam i spojrzał na niego jakimś dziwnym wzrokiem.
- Adam? Coś się stało? Dziwnie wyglądasz. – odezwała się Storosz.
Spojrzała na komisarza. Guziki koszuli były krzywo zapięte, włosy rozczochrane, a na kołnierzyku i szyi jakieś czerwone ślady. Basia przeraziła się i podskoczyła do Zawady.
- Co to jest? – zapytała i chciała pomacać kołnierzyk przyjaciela lecz ten odsunął się, uśmiechnął i zniknął w swojej kanciapce.
Dziewczyna uśmiechnęła się, bo w mig pojęła co to za ślady. Z początku pomyślała – „Krew!”, ale gdy podeszła bliżej...
- Baśka?! Z czego się śmiejesz? Co to jest? Krew? – denerwował się Brodecki.
- Nie... szminka... – uśmiechnęła się zalotnie.
Po chwili oboje się roześmiali.

Mieszkanie Basi. Noc.
Storosz oczywiście olała obietnicę daną Markowi i nie poszła do lekarza. Z godziny na godzinę czuła się coraz gorzej. Nie mogła spać. Miała wysoką gorączkę, mimo tego, że nafaszerowała się rozmaitymi specyfikami. Męczyła się pół nocy, aż udało jej się w końcu usnąć.
Rano, gdy zadzwonił budzik, Basia otworzyła jedno oko, potem drugie. Wyciągnęła rękę w kierunku nocnej szafki i chwyciła brzęczący przedmiot. Jednym sprawnym ruchem rzuciła nim o ścianę. Budzik roztrzaskał się w drobny mak, ale nadal dzwonił.
- K***wa! Ja to mam życie!!! – powiedziała do siebie i zaczęła zwlekać się z łóżka.
Kręciło jej się w głowie, ledwo widziała na oczy a nos wyglądał jak u clowna. Basia zrobiła sobie śniadanko w postaci garści tabletek różnego rodzaju i wybiegła do pracy. Miała nadzieję, że jakoś przechodzi tę chorobę.

Basia jechała metrem i rozmyślała. Nie była pewna czy zdarzenia wczorajszego dnia były prawdą czy tylko wytworem jej umysłu trawionego gorączką. Ale to chyba nie jest możliwe, żeby fantazja aż tak mieszała się z rzeczywistością. Czy wydawało jej się tylko, że Marek chciał ją pocałować i to dwukrotnie? Sama już nie wiedziała co o tym myśleć.
Podczas tych rozważań niw doszła do żadnych wniosków. Stwierdziła, że jest jej wszystko jedno. Źle się czuła i nie miała ochoty zagłębiać się w to dalej.
Wysiadła na stacji „Metro Ratusz” i ruszyła w stronę odpowiedniego przejścia, gdy nagle usłyszała krzyk starszej kobiety:
- Ratunku!!! Złodziej!!! Łapcie go!!! Ukradł mi torebkę!!!
Basia zareagowała natychmiast. W mgnieniu oka odwróciła się w tym kierunku, z którego dochodził krzyk. Jej bystry wzrok (nawet podczas choroby) dostrzegł uciekającego pośród tłumu mężczyznę.
Podkomisarz krzyknęła na całe gardło, choć sprawiło jej to ogromny ból:
- STÓJ!!! POLICJA!!! - puściła się (jak to brzmi hehe) biegiem za złodziejem krzycząc do podróżnych raz po raz:
- Z DROGI!!!
Zwinnie przeskoczyła przez bramki metra i pognała za złodziejem. Cały czas widziała do przed sobą, aż do momentu gdy wbiegł w labirynt podwórek na warszawskim Muranowie. Wtedy zniknął jaj z oczu. Po chwili znowu go zobaczyła. Wbiegał do jednej z klatek bloku przy ul. Nowolipie 1.
Basia była skrajnie wyczerpana. Pot wystąpił jaj na czoło i czuła, że zaraz zemdleje. Świat zaczął wirować. Ostatkiem sił wyciągnęła telefon i wybrała numer Adama.
- No cześć Basiu! Czemu cię jeszcze nie ma?
- Adam... – ciężko oddychała próbując złapać oddech.
- Co się stało? – z niepokojem w głosie zapytał komisarz.
- ....Adam.... on uciekł... goniłam go.... Nowolipie 1 ... – nic więcej nie mogła powiedzieć, gdyż zrobiło jej się ciemno przed oczami i osunęła się na chodnik...
- Basia?!! Baśka?!! Co z tobą?! Baśka! – wydzierał się do słuchawki Adam.
Brodecki z narastającym niepokojem obserwował rozmowę. Zerwał się z miejsca i podbiegł do Zawady.
- Co się dzieje?!! Co z Baśką? ADAM!!! – krzyknął
- Nie wiem! Zbieraj się! Musimy ją znaleźć!
Wybiegli z komendy tak jak stali, bez kurtek i innych zimowych akcesoriów, choć był początek grudnia. Pobiegli szybko pod wskazany przez Basię adres trzymając broń w pogotowiu. Wbiegli na podwórko, a po przeciwnej stronie stał wianuszek gapiów okalający jakąś postać leżącą na chodniku. Z oddali słychać było wycie syreny ratunkowej.
- Tam! Baśka! – krzyknął Marek do komisarza i rzucili się biegiem w stronę tej postaci. Przepchnęli się przez tłumek gapiów wołając:
- PROSZĘ SIĘ ROZEJŚĆ!!! POLICJA!!!
Marek przyklęknął z przerażeniem w oczach przy Basi. Była rozpalona, a jaj twarz pokrywały kropelki potu.
- Basia! Basiu?! Co z tobą? – podkomisarz gładził ją po policzkach, które wręcz płonęły.
Tymczasem Adam przesłuchał ludzi tam zebranych, jednak niczego się nie dowiedział. Wszyscy zjawili się już jak Basia leżała nieprzytomna na chodniku. Zawada kazał im się rozejść. W tym samym czasie przyjechała karetka. Lekarz pogotowia kazał odsunąć się Brodeckiemu i zaczął wykonywać swoje czynności. Po zbadaniu powierzchownym Basi krzyknął do policjantów:
- Zabieramy ją do szpitala! Stan jest dość ciężki! Wygląda na zapalenie płuc, ale nie możemy wykluczyć, że to coś gorszego. Pacjentka zapewne przy upadku uderzyła się w głowę. Ma ślad na prawej skroni. Miejmy nadzieję, że to tylko zadrapanie. Musi zostać na obserwacji. Jedziemy! – krzyknął.
- Mogę jechać z wami? – zapytał nagle Brodecki.
- Właściwie nie powinien pan, ale czego się nie robi dla miłości... – uśmiechnął się szeroko lekarz.
- Słucham? – pokręcił przecząco głową lekko zawstydzony Marek – ja i ona... my nie...
- Ja tam mówię co widzę... a zresztą nie moja sprawa... to co? Jedzie pan?
- Tak, tak! – odwrócił się do Adama, który nie wiedzieć czemu szczerzył zęby – jadę z nią! I nie próbuj mnie powstrzymywać!
- Czy ja coś mówię? – uśmiechał się dalej komisarz.
- Dobra! Jak będę coś więcej wiedział o jej stanie to zadzwonię ... pa! – Brodecki wsiadł do karetki i zamknął drzwi.
Odjechali na sygnale, a Adam stał jeszcze chwilę patrząc na znikający za zakrętem samochód.
- Pa! Moje zuchy! – powiedział już raczej do siebie i uśmiechając się ruszył w drogę powrotną na komendę.

[ Dodano: 2009-01-18, 23:27 ]
W karetce.
Marek cały czas trzymał Basię za rękę. Drugą gładził ja po policzku i po włosach. Sam nie wiedział czemu to robi. Bał się o nią. To uczucie go zaskoczyło. Nie zdawał sobie sprawy ile ta dziewczyna dla niego znaczy. W głowie zaświtała mu nagle niedorzeczna myśl. Jakiś wewnętrzny głos zapytał: „Brodecki, a może ty się zakochałeś?”. Usłyszawszy to pytanie w swojej głowie uśmiechnął się i odpowiedział: „Nie... to chyba nie możliwe... a może jednak?”. Z tego dialogu wyrwał go jęk Basi. Natychmiast przysunął się bliżej.
- Basiu! Basia! Słyszysz mnie?! To ja Marek!
Podkomisarz jednak chyba Marka nie słyszała. Zaczęła przewracać oczami i majaczyć
- ...Joachim... otwórz, proszę cię... przestań się ze mną bawić... to nie jest śmieszne ....Joachim – Basia rzucała się po noszach, a Marek nie wiedział o co chodzi, nie wiedział co ma robić.
Ścisnął tylko mocniej basiną rękę i powtarzał:
- Wszystko będzie dobrze! Zobaczysz!
Lekarz w tym czasie zaaplikował Basi kolejną dawkę medykamentów i powiedział:
- To nie są tylko majaki z gorączki proszę pana. Ona się czegoś boi. Dałem jej coś na uspokojenie. Zaraz powinno przejść.
Storosz była bardzo niespokojna. Wciąż rzucała się na noszach, a jej ciałem wstrząsał dreszcz. Marek patrzył na nią z przerażeniem. Nigdy nikogo nie widział w takim stanie.
- ... ja nie chcę umierać!...wypuść mnie... słyszysz!... Adam, Adam! Otwórz proszę cię... dusze się... Łukasz... pomóż mi.... Marek...Marek, nie zostawiaj mnie.... ja nie chcę...
- Basiu! Nie zostawię cię! Nie musisz się już bać! Będę przy tobie....
Po tych słowach jakby trochę się uspokoiła i lekko ścisnęła rękę Marka.
- ...Mamo... kocham cię ... przepraszam... Joachim!... czemu to robisz... Adam...otwórz ....powiedz.... powiedz Markowi...że go kocham....

Na te słowa podkomisarz zdębiał. Zamurowało go totalnie. Oblała go fala gorąca. Bardzo przyjemna fala gorąca. Uśmiechnął się, ale chyba nie do końca rozumiał co się właśnie stało.
„ Bardzo oryginalne wyznanie miłosne koleżanko Storosz...” – pomyślał. Czuł, że rozpiera go radość. Sam nie wiedział dlaczego. Nie dopuszczał do siebie myśli, że między nimi mogłoby być coś więcej, a jednak...
tymczasem karetka dojechała do szpitala. Basią natychmiast zajął się cała brygada lekarzy i pielęgniarek. Umieszczono ją na sali, podłączono do różnych urządzeń i kroplówek. Już nie majaczyła. Wyglądało na to, że śpi.
Marek cały czas przyglądał się jej jak zahipnotyzowany. Prawie nie zauważył lekarza przechodzącego obok
- Panie doktorze! – krzyknął za mężczyzną w białym kitlu.
- Tak? – lekarz odwrócił się.
- Jak ona się czuje? Kiedy z tego wyjdzie?
- Ach wy młodzi! Lekceważycie chorobę, a potem tak się kończy. To zapalenie płuc. Pacjentka ma bardzo wysoką gorączkę, stąd te majaki. Trochę niepokojące. Pana koleżanka musiała mieć jakieś straszne przeżycia ostatnimi czasy ...
Marek milczał. Nie wiedział przecież nic. Nikt mu nic nie mówił... Za chwilę jednak zapytał:
- Jeszcze jedno pytanie panie doktorze... Czy te majaki można traktować poważnie?
- ????? – lekarz spojrzał pytająco na Brodeckiego.
- To znaczy chodzi mi oto co mówiła.... czy to może być prawda?
- Trudno powiedzieć... ludzie różnie reagują na silny stres. Czasem bredzą i mówią od rzeczy a czasem to co mówią jest zgodne z rzeczywistymi odczuciami pacjenta. [nie wiem czy coś takiego jest możliwe, ale chciałam potrzymać Brodeckiego jeszcze trochę w niepewności ]
- aaaaa... – posmutniał Marek – dziękuję bardzo. Czy będę mógł przy niej posiedzieć?
- Tak. Proszę bardzo, tylko niezbyt długo.
- Dziękuję!
Przed wejściem na salę Marek zatelefonował do Adama, żeby go poinformować o stanie Basi.
- No cześć! To ja! Jesteśmy w szpitalu. Baśka ma zapalenie płuc i nie jest z nią za dobrze. Przez cała drogę w karetce majaczyła. Ciągle mówiła, że nie chce umierać, żeby ją wypuścić i powtarzała imię jakiegoś Joachima. Rozumiesz coś z tego Adam?
- ...[cisza]...- Adama zamurowało. Wszystkie wydarzenia ze Śląska stanęły mu przed oczami.
- Adam?! Jesteś tam? O co w tym wszystkim chodzi? – denerwował się Brodecki.
- Marek... mam do ciebie wielką prośbę! Nie zostawiaj jej ani na chwilę, słyszysz? Ona nie może zostać sama nawet na sekundę, rozumiesz? Lekarzom powiedz, że dostałeś rozkaz jej pilnowania! Musisz z nią być! – krzyczał zdenerwowany Zawada do słuchawki.
- Dobrze! Ale o co chodzi? Ja nic nie rozumiem! Możesz mi wyjaśnić?
- Marek, obiecałem Baśce, że nic ci nie powiem. Ona chce to zrobić sama. Muszę to uszanować. Pamiętaj! Nie spuszczaj z niej oka! Cześć!
- Cześć! – odpowiedział zdezorientowany Brodecki i wszedł do sali informując przy okazji lekarza, że będzie tu siedział, bo taki dostał rozkaz.


Brodecki przesiedział cały dzień u Basi. Zbliżał się wieczór. Niedługo miał go zmienić Adam. Całe szczęście, że mama przyjechała na parę dni, bo nie miałby co zrobić z Krzysiem. Nie musiał się dodatkowo o niego martwić.
Basia leżała sama na sali i spała. Dostała bardzo silny antybiotyk. Dzięki temu gorączka jej spadła.
Marek siedział przy jej łóżku i wpatrywał się w basiną twarz. Wyglądała tak spokojnie. Podkomisarz myślał o tym co usłyszał w karetce.
„ A jeśli to prawda?” – przeszło mu przez głowę. Jakoś dziwnie ucieszyła go ta myśl.
Patrzył na Basię i sekunda po sekundzie, minuta po minucie czuł jak staje się mu bliższa. Miał wrażenie, że widzi ją po raz pierwszy. Wodził wzrokiem po jej twarzy... patrzył na zamknięte w tej chwili oczy. Zachwycił się jej długimi rzęsami. Potem spojrzał na nosek podkomisarz. Kiedyś uważał go za zbyt duży. Teraz nie mógł sobie wyobrazić innego – ładniejszego. Później usta. Teraz były suche i spękane, lecz Marek przypominał sobie jak wyglądały i jak smakowały gdy je pocałował. Na to wspomnienie uśmiechnął się i dotknął dłonią swoich ust.
Patrzył teraz na jej dłoń smukłe, długie palce i spiłowane, zadbane paznokcie. Dłoń dziewczyny wydawała się być bardzo gładka. Nie mógł się powstrzymać, więc lekko ją pogładził, poczym przysunął ją do ust i delikatnie pocałował. Basia nagle zaczęła się ruszać i otwierać oczy...
Była niespokojna i przerażona, bo nie wiedziała w pierwszej chwili gdzie się znajduje. Wyrwała rękę z rąk Brodeckiego i rozglądała się po sali próbując sobie coś przypomnieć. W końcu zawiesiła wzrok na Marku.
- Basia, wreszcie! Strasznie długo spałaś... lepiej się już czujesz?
Kobieta patrzyła na niego ze zmarszczonym czołem.
- Kim jesteś? – odezwała się – nie znam cię! Co ja tu robię?
Podkomisarza przeraziły te słowa. Poczuł zimny dreszcz.
„ Czy to stało się od uderzenia w głowę?” myślał.
- Basia! To ja, Marek! Nie poznajesz mnie? Rozchorowałaś się i trafiłaś do szpitala. To zapalenie płuc...
Dziewczyna nadal patrzyła jak na obcą osobę. Widziała strach w oczach podkomisarza. Nie miała serca do dłużej oszukiwać. Uśmiechnęła się szeroko.
- Żartowałam! Odpłaciłam ci tylko! – śmiała się
Marek również się uśmiechnął, ale zaraz po tym spoważniał i udał obrażonego.
- To ja tu siedzę cały dzień, żebyś nie była sama i jak się obudzisz zobaczyła kogoś znajomego, a tymi taki numer? Nie spodziewałam się tego po tobie... – mówiąc to wstał i skierował się do drzwi.
Basię zamurowało, ale po chwili zawołała za nim:
- Marek! Przepraszam! Nie zostawiaj mnie!
Brodecki zatrzymał się przy drzwiach, uśmiechnął się szeroko i odwrócił do Basi.
- Mam cię! Ja też żartowałam – uśmiechał się zalotnie.
- Oszzz ty! Czekaj aż odzyskam siły i wyjdę stąd! Masz przechlapane!
- Już nie mogę się doczekać! – odciął się.
Spojrzał na nią. Była taka urocza w tej udawanej złości. Stał i patrzył na nią a ona na niego. W swoich oczach wyczytali bardzo dużo: wdzięczność, radość, strach, niepewność, ale również to , do czego oboje bali się przyznać ... miłość.
Tę metafizyczną chwilę ciszy przerwał nie kto inny tylko Adam. Wparował do sali jak do siebie.
- Baśką! Jak się czujesz? Wszystko w porządku? Wystraszyłaś nas!
- Już lepiej! Ale słaba jestem...
- No nic dziwnego. Miałaś prawie 49 stopni gorączki. Czemu nie poszłaś do lekarza?
- No właśnie? Czemu? - zapytał Brodecki – obiecałaś! Musisz teraz ponieść karę, skoro nie mogę cię do niego zaciągnąć, bo przyjechałaś sobie wygodnie karetką!
- No a co powiecie na przeprosinową kolację? Jak tylko stąd wyjdę to zapraszam was obu do siebie. Ale ostrzegam! Nie umiem gotować! Tylko spaghetti...
- Super! – odpowiedzieli chórem.
W tym momencie rozdzwonił się telefon Marka. Odszedł na bok i odebrał. Po chwili powiedział:
- Przepraszam, ale muszę lecieć! Krzyś marudzi, że chce do taty i mama nie może go uspokoić. Trzymaj się Basiu! Już nie mogę się doczekać tej kolacji – mówiąc to nachylił się, żeby pocałować ją w usta (zapomniał się), jakby to było oczywiste, ale w ostatniej chwili skierował usta na basiny policzek. Potem spuścił wzrok lekko zawstydzony i rzucił do Adama:
- No to na razie! Do jutra! – i wyszedł.
- Cześć! - odpowiedzieli Basia z Adamem.
Cała ta sytuacja nie uszła uwadze komisarza Zawady. Patrzył na koleżankę z głupkowatym uśmieszkiem
- Czy ja o czymś nie wiem? – zapytał.
- Ale co? Nie wiem o co ci chodzi? – odpowiedziała z równie głupkowatym uśmiechem
Oboje roześmiali się. Po chwili jednak Adam spoważniał i wziął Basię za rękę.
- Basiu! Musisz o czymś wiedzieć... W karetce majaczyłaś z gorączki i ...
- I co? – zaniepokoiła się
- Marek z tobą był... pytał mnie kto to jest Joachim i dlaczego mówiłaś, że nie chcesz umierać... Baśka! Musisz mu o tym powiedzieć, bo inaczej ja to zrobię!
Dziewczyna posmutniała i powiedziała:
- Tak, wiem o tym... powiem mu w czasie tej kolacji....
- OK.! Wiesz? Wyglądasz na zmęczoną... pójdę już, musisz odpocząć – pocałował ją w czoło i wyszedł
Storosz poczuła, że kręci jej się w głowie. Opadła na poduszkę i zamknęła oczy. Pod powiekami ujrzała ukochanego mężczyznę, który trzymał ją za rękę i uśmiechał się. Odwzajemniła uśmiech i usnęła.

Minęły dwa tygodnie pobytu Basi w szpitalu, gdy lekarz stwierdził, że może wracać do domu. Oczywiście dostała jeszcze tydzień zwolnienia co doprowadziło ją niemal do rozpaczy. Wynudziła się za wszystkie czasy, choć prawie cały czas ktoś u niej przesiadywał. Przyjechała nawet jej siostra Agata, ale na krótko. Musiała wracać do Przemyśla, ponieważ wygrała casting do reklamy biżuterii.
Codziennie odwiedzał ja Adam i Marek. Zauważyła, że Marek zachowuje się zupełnie inaczej w stosunku do niej niż jeszcze parę tygodni temu. Z początku myślała, że znów coś tam sobie ubzdurała, ale nie. Tym razem jednak było jakoś inaczej. Gdy na nią patrzył, sprawiał wrażenie jakby nic innego się nie liczyło. Tylko tu i teraz.
Zawsze był na każde zawołanie. Wystarczyło, żeby Basia odrobinę się skrzywiła, bo akurat zdrętwiała jej ręka, a Marek natychmiast poprawiał jej poduszki. W jego oczach był jakiś dziwny blask. Podkomisarz Storosz, aż zaczęła czuć się skrępowana tym nagłym wybuchem troski Marka. Szokowało ją to trochę ale było bardzo przyjemne – to musiała przyznać.
Teraz siedziała na szpitalnym łóżku i czekała na Zuzię, gdyż ona miała ją odwieźć do domu. Nie minęło 5 minut a aspirant Ostrowska była już w szpitalu. Pomogła Basi się spakować i wyruszyły w drogę do mieszkania Storosz.
Przez cała podróż Zuzia opowiadała Basi o wyczynach Szczepana. Śmiały się obie do rozpuku. Wreszcie dojechały na miejsce. Gdy już się uporały z bagażem, jego właścicielka zaprosiła Zuzię na herbatę. Ponieważ jutro miały obie wolne, pozwoliły sobie nawet na czerwone winko. Siedziały i gadały do wieczora. Przy drugiej butelce zaczęły poruszać bardziej intymne tematy....
- Wiesz Baśka.... ja to już chyba nigdy się nie zakocham... Po tym co się wydarzyło ostatnim razem to.. oj! Sorry! Ty miałaś jeszcze gorszą sytuację ode mnie... Całe szczęście, że jednak nie jesteś w ciąży. Myślisz, że będziesz mogła jeszcze komuś zaufać?
- ...[cisza]...- Baśka wpatrywała się w jakiś punkt na przeciwległej ścianie.
- Hej! Słyszysz mnie? Baśka!
- Tak, tak! Słyszę... myślę, że mogłabym... Ja nawet... Zuzka! Ja kocham od dawna... Leszek to był błąd, wielki błąd. Wiesz, nawet mi się podobał. Ujął mnie swoim wdziękiem, ale to wszystko. Ja go nie kochałam... przez chwilę tylko wydawało mi się, że jednak tak. Ja chciałam po prostu zabić w sobie inną miłość, ale mi się nie udało... - uśmiechnęła się – wiesz, teraz to się z tego cieszę...
- Czemu nic nie mówiłaś? Kto to jest?
- Zuzka! Nie mogłam ci powiedzieć, bo nikt o tym nie wie i nie mógł się dowiedzieć. On był z kimś związany! Planowali ślub! Przecież nie mogłam tego zniszczyć, rozumiesz? Nigdy jednak nie przestałam o nim myśleć...
- Teraz to już się domyślam o kim mówisz... Dlaczego właśnie on?
Basia spojrzała trochę zdziwiona na Zuzię, ale nic nie powiedział. Zatopiła się na moment w myślach o ukochanym. Uśmiechnęła się i zaczęła wymieniać:
- Dlaczego? ... bo jest troskliwy, dowcipny, przystojny... a te jego oczy! Mogłabym w nie patrzeć godzinami. A usta... Nigdy nie zapomnę jak smakują... Choć był to tylko krótki moment i raczej mało romantyczny, ja cały czas pielęgnuję to wspomnienie jak największy skarb.
Zuzia spostrzegła jak twarz przyjaciółki zmienia się gdy mówi o NIM. Biło od niej jakieś światło. Być może Zuzi tylko się wydawało, zważywszy na to ile wina wypiły. Widać było jednak, że Basia jest zakochana po uszy.
- Wiesz Zuziu... to najlepszy człowiek jakiego znam. Boję się, że jestem dla niego tylko dobrą kumpelą. Chociaż powiem ci, że ostatnio coś się zmieniło...
- Tak, tak! Widziałam jak on na ciebie patrzy, jak się troszczy. On jest zakochany Baśka! I to w tobie!
Podkomisarz zdębiała. „Skąd ona wie kto to?” – zastanowiła się.
- Ale zaraz ... o kim ty mówisz? – zapytała Zuzi.
- O rany! Baśka! Przecież ja mam oczy! Co prawda, ty się maskujesz doskonale. W końcu jesteś kobietą, a każda z nas to urodzone aktorka, ale on... znaczy Marek. Po nim widać jak na dłoni co czuje!
- E tam! Podpuszczasz mnie!
- A skąd! Od kiedy rozstał się z Patrycją widzę, że wrócił dawny Marek, tylko trochę smutniejszy. Baśka! Ja ci mówię – zakochany facet nie umie tego ukryć....
- Nawet nie wiesz jak bym chciała, żeby to była prawda... Marzę o tym aby się do niego przytulić, poczuć się bezpiecznie. Szczególnie po ostatnim koszmarze...
- Tak wiem. To musiało być straszne. Dobrze, że chociaż Adam był z tobą.
- Tak, całe szczęście...
- No dobra! Ja muszę już spadać obiecałam, że jeszcze dziś wpadnę do koleżanki zobaczyć jak się urządziła. Oczywiście wezmę taksówkę, bo trochę zaszalałyśmy...
Spojrzały na butelki: jedna pusta, druga prawie pusta (mocne głowy mają, nie ma co ). Roześmiały się.
- Mam nadzieję, że tym razem ci się uda. Zasługujesz na szczęście... zresztą oboje zasługujecie... Trzymaj się!
- Dzięki Zuzka! Nawet nie wiesz jak dobrze było komuś się wygadać. Chciałabym jednak, żeby ta rozmowa została między nami, ok.?
- Jasne! O to się nie martw. Pa!
- Pa!
Basia zamknęła za nią drzwi. Było już ciemno, więc jak to miała w zwyczaju ostatnio, pozapalała wszystkie światła w domu. Teraz czuła się bezpiecznej przebrała się i położyła do łóżka. Usypiała wyobrażając sobie, że wtula się w ramiona Brodeckiego.
Po chwili usiadła ...
„ A może by tak....?” – pomyślała i wzięła do ręki komórkę. Wykręciła numer Marka....

Tymczasem u Marka.
Brodecki siedział na fotelu z Krzysiem na kolanach. Oglądali „Gdzie jest Nemo?”. A raczej tylko Krzyś oglądał, bo tatuś był myślami zupełnie gdzie indziej. Bezustannie myślał o niej... Już się nie wzbraniał przed tymi myślami.
„Co będzie, to będzie!” – stwierdził w myśli. Wiedział, że zakochał się w tej drobnej blondynce z wielkimi brązowymi oczami. A może kochał ją już od dawna? To uczucie było cudowne. Już prawie zapomniał jak to jest... Gdzieś na dnie serca czaiła się jednak niepewność – „Czy ona też?” przez cały czas pobytu Basi w szpitalu robił wszystko, żeby pokazać jej co czuje. Jednak Basia reagowała zupełnie inaczej niż to sobie wyobrażał. Nic nie mówiła, tylko obserwowała jego poczynania coraz większymi oczami. To wprawiało Marka w jeszcze większy niepokój,
„ Chyba najlepiej będzie jak jej po prostu powiem...Niech się dzieje co chce byleby się działo!”
Bajka właśnie się skończyła, więc zabrał Krzysia do łazienki, z potem do spania. Rano odwoził go do Patrycji... Nie lubił spotkań z nią. Każde budziło wspomnienia... złe wspomnienia. Pomyślał jednak – „ To matka mojego syna i nikt więcej!”. Ta myśl uspokoiła go.
Krzyś usnął jak aniołek, więc Marek wrócił do pokoju. Usłyszał dzwonek swojego telefonu. Spojrzał na wyświetlacz i aż nogi się pod nim ugięły. „Basia dzwoni” – pokazywał ekranik.
- Halo?!
- No cześć! Co słychać?
- Hmmm... A kto mówi? – żartował Marek.
- Krystyna z gazowni! – złośliwie odpowiedziała
Oboje wybuchneli śmiechem, który rozładował napięcie i lęk.
- To jak się czujesz pani podkomisarz? – zapytał rozbawiony.
- Super! Nudzę się strasznie! Gdyby nie wy to...
- No ja myślę! My jesteśmy niezastąpieni!
- Nie, Marek! To ty jesteś niezastąpiony! Dziękuję ci za troskę i za to, że... jesteś.
- Basia, to nic takiego... Ja to robię, bo...[chciał powiedzieć „bo cię kocham” ale stchórzył – po raz pierwszy w życiu w takiej sytuacji obleciał go strach]...jesteś moją przyjaciółką, najlepszą! Wiesz o tym?
- Tak, tak... wiem! Ty też jesteś moim najlepszym przyjacielem – trochę smutniej dodała Basia – tak właściwie to chcę cię zaprosić na tę obiecaną kolację. Może być w piątek o 19? Czy macie może służbę?
- Nie, nie mamy! Będę na pewno! Dzięki! Cieszę się, że już dobrze się czujesz, choć teraz nie będę miał się kim opiekować... – powiedział Marek z udawanym smutkiem.
Baśka w mig pojęła o co mu chodzi i zaczęła kasłać.
- Wiesz co? Czuję, że mama gorączkę... i słabo mi... Chyba musisz się mną zaopiekować znowu... – powiedziała ledwo powstrzymując śmiech.
- Zaraz u ciebie będę... – zażartował.
- Marek! Wariacie! Żartowałam!
- Wiem, wiem! Niestety.... – westchnął.
- Jeszcze raz dzięki za wszystko. Do zobaczenia w piątek. Dobranoc!
- Pa! Dobranoc! Śpij dobrze...
Rozłączyli się. Każde z nich opadło na swoje łóżko i z błogim uśmiechem usnęli.
 
   
El 
VIP



Pomogła: 1 raz
Wiek: 31
Dołączyła: 19 Kwi 2008
Posty: 1823
Skąd: Mazury
Wysłany: 2009-01-19, 14:16   

Ja też się niezmiernie cieszę, że mogę to jeszcze raz czytać :lol:
Opko jest takie... takie ciepłe... :-)
Masz już gotowe kolejne części, więc proszę o szybciutkie cedeczki :lol:
_________________
Ze swojej drogi zejdę,
Będę z Tobą.
I w najlepszej z chwil i najgorszej też
Będę z Tobą.
Jak i w pierwszym, tak i w ostatnim dniu
Będę z Tobą...
Z Tobą.
 
 
   
Goldmoon
Nowa postać



Dołączył: 26 Gru 2008
Posty: 12
Wysłany: 2009-01-19, 20:54   

No to jedziemy dalej ;)

W piątek Basia była od rana w świetnym humorze. W dwie godziny uwinęła się ze sprzątaniem swojego gniazdka. Chciała by ten wieczór był idealny. Nie mogła sobie pozwolić na to żeby jakaś zakurzona półka rozproszyła jej uwagę, a co gorsza zawstydziła. Sprzątanie szło jej bardzo zwinnie. Może dlatego, że robiła to przy muzyce podśpiewując i kołysząc się w jej rytm. Potem pobiegła do sklepu. Postanowiła, że upiecze ciasto. To, które przywozi od mamy i które tak smakuje chłopcom. Gdy wszystko już zakupiła zabrała się za pichcenie. Przez kolejne 2 godziny nie wychodziła z kuchni. Nie myślała, że pieczenie ciasta to taka skomplikowana operacja. Wszystko zrobiła wg przepisu [przynajmniej tak jej się wydawało] i ciasto siedziało już w piecu. Basia zajrzała do szafki w poszukiwaniu cukru pudru i wtedy krzyknęła:
- Cholera! Proszek do pieczenia! Zapomniałam dodać! K***a!
Minęło 30 min. Oczywiście jak się można było spodziewać ciasto się nie udało. Niezłomna podkomisarz postanowiła zrobić go jeszcze raz. W między czasie udało jej się na szczęście upichcić sos do spaghetti.
Siedziała i prawie modliła się, żeby wreszcie się udało. I sukces! Pierwsze w życiu ciasto ala Basia Storosz!
Wyjmując je z pieca usłyszała dzwonek do drzwi. Odruchowo spojrzała na zegar i ...
- K***a! Już siódma!
Z tego pośpiechu oparzyła się. Zrzuciła fartuszek i pobiegła do drzwi. Otworzyła i zobaczyła swojego ukochanego. Wyglądał tak, że aż ja zatkało: jasnoniebieska koszula (jakoś mi do niego pasuje), ciemne dżinsy i jego ulubiona skórzana kurtka. A ten zapach... Jej ulubiona męska woda toaletowa...
Marek przyglądał się Baśce z uśmiechem. Miała potargane włosy i mąkę na twarzy. Stali tak chwilę, po czym Brodecki wyjął zza pleców bukiecik stokrotek (skąd on w zimę wziął stokrotki?? Nie mam pojęcia ;) ) i zapytał:
- Czy ja i moje stokrotki możemy wejść?
Podkomisarz uśmiechnęła się szeroko zapominając nawet o bólu oparzonej ręki.
- No pewnie! – odsunęła się od drzwi robiąc mu miejsce do wejścia.
Wprowadziła Marka do pokoju.
- Wiesz? Ładnie wyglądasz z tą mąką na buzi... Stokrotki są dla ciebie.
Podał jej bukiecik, a drugą ręką dotknął basinego policzka chcąc zetrzeć biały proszek. Patrzyli sobie w oczy, świat się zatrzymał... Marek zbliżył się do Basi. Ona przymknęła oczy i wtuliła się w jego dłoń. Już miał ją pocałować, gdy ona z uśmiechem odsunęła się i powiedziała:
- Pójdę się trochę ogarnąć... Rozgość się...
- Oj! Baśka, Baśka! – powiedział do siebie Brodecki.

Storosz zamknęła za sobą drzwi i oparła się o nie. Zamknęła oczy. Nie mogła uwierzyć, że „to” miało się zdarzyć, a ona stchórzyła. Tak długo o tym marzyła, a teraz....
Czuła, że nogi ma jak z waty, serce o mało co nie wyskoczyło jej z piersi. Tyle razy wyobrażała sobie ich pierwszy prawdziwy pocałunek i postanowiła, że będzie idealny. Nie mogła więc pozwolić na to, żeby Marek pocałował ją, gdy ona nie była gotowa. Szybkim ruchem ręki odkręciła kran i obmyła twarz. Włosy spięła w mini-kok i zrobiła delikatny makijaż. Stwierdziła, że wygląda dobrze. Jeszcze tylko sukienka. Nie lubiła tego typu garderoby, ale czego się nie robi dla wywarcia lepszego wrażenia... Na szczęście miała ją [tzn. sukienkę] przygotowaną w łazience. Założyła pończochy i krótką „małą czarną” z aksamitu. Na szyję zarzuciła turkusowy szal – prezent od Marka. Spryskała się ulubionymi perfumami i wyszła z łazienki. Założyła jeszcze szpilki, które stały pod drzwiami i ruszyła do pokoju...

Tymczasem Marek po wyjściu Basi opadł na fotel i próbował uspokoić rozszalałe serce. Czuł, że następnym razem nie uda mu się powstrzymać (nie będzie musiał hehe).
„Czemu ta kobieta tak na mnie działa?” – myślał – „Czy będę mógł się opanować w pracy?”.
Po chwili usłyszał w głowie głos: „Do cholery Brodecki! Będziesz musiał, albo załatwią ci przeniesienie!”
Uspokoił emocje i wstał. Włączył muzykę. Rozejrzał się dopiero teraz po pokoju. Basia lubiła siedzieć wieczorami przy świecach i słuchać muzyki, więc w całym pokoju porozstawiane były świece i świeczki różnej wielkości i różnego koloru. Marek znalazł na stoliku zapałki i zapalił wszystkie świeczki. Pokój nabrał romantyzmu. Brodecki uśmiechnął się pod nosem podziwiając swoje dzieło. Zadzwoniła jego komórka: „Adam dzwoni”. Odebrał i stanął tyłam do drzwi oglądając widok z okna.
- No hej! Adam, co tam? Gdzie się podziewasz? Już po siódmej! Wyrecytował podkomisarz.
- No cześć! Marek, nie mogłem się dodzwonić do Baśki. Proszę cię, przeproś ją, ja nie mogę do niej wpaść. Coś mi wypadło -[„skończę w piekle za te kłamstwa!” – pomyślał Zawada]- muszę pomóc Izie. To ważna sprawa...
- No wiesz co? Ale z ciebie kumpel. Myślałem, że... - odwrócił się, bo usłyszał jakiś szelest
Na widok tego co zobaczył zatkało go i telefon wypadł mu z ręki
- [Marek, Marek!] – dolatywał gdzieś z podłogi głos Adama.
W drzwiach pokoju stała Basia. Ta sama, ale jakby inna. Takiej jej jeszcze nie widział. Była taka... taka kobieca i piękna. Brodeckiemu aż spociły się ręce. Storosz spuściła wzrok widząc spojrzenie Marka. Spodobało jej się jak na nią patrzy. Tym razem nie ucieknie...
Podeszła bliżej i zapytała z zalotnym uśmiechem:
- Kto dzwonił? Adam może?
- ....[cisza]... – Marek stał i nadal się gapił.
- Marek! Dobrze się czujesz? Może chcesz wody, albo coś?
- Co? Ach tak.... co mówiłaś? Tak, wody.... – gadała bez ładu i składu Brodecki.
- Zaraz ci przyniosę – poszła uśmiechając się do kuchni.
Widząc reakcję Marka była pewna, że nie jest dla niego tylko zwykłą przyjaciółką.
Wróciła ze wodą do pokoju, z Marek stał dokładnie w tym samym miejscu, w którym go zostawiła. Podeszła i podała mu szklankę. Cały czas gapił się na nią. Wypił trochę, szok minął. Mała kropelka wody zawisła mu na górnej wardze. Basia dotknęła dłonią tego miejsca i starła ją delikatnie, jednak dłoni nie cofnęła. Gładziła go po policzku cały czas patrząc mu głęboko w oczy. Marek złapał rękę dziewczyny i nie spuszczając z niej wzroku pocałował wewnętrzną część basinej dłoni. Basi zaszkliły się oczy. Nie bała się już. Wiedziała, że kocha tego mężczyznę całym sercem. Tym razem to ona zbliżyła się do Marka i to ona widząc konsternację w oczach chłopaka wykonała pierwszy ruch. Dotknęła delikatnie ustami jego ust, poczym spojrzała na Brodeckiego. Otworzył oczy i chciał coś powiedzieć:
- Basia... ja...
Podkomisarz Storosz położyła mu palec na ustach i powiedziała:
- Cisza Brodecki! Przejmuję dowodzenie!
Oboje uśmiechnęli się. Marek przyciągnął Basię do siebie, a ona go pocałowała. Z początku był to bardzo delikatny, badawczy pocałunek. Z każdą jednak chwilą oboje coraz bardziej się w nim zapamiętywali. Nie bali się już niczego. Byli pewni swoich uczuć, choć niewypowiedzianych. Po dłuższej chwili oderwali się od siebie, a Basia z uśmiechem powiedziała:
- Świetna robota podkomisarzu Brodecki!
- Baśka! – uśmiechnął się do niej nie wypuszczając z objęć. Patrzył na nią jak zaczarowany.
- Wiesz co? Trochę zgłodniałam. Chyba nie będziemy już czekać na Adama. Będzie jadł zimny makaron skoro się spóźnia...
- Adam.... a Adam do mnie dzwonił i powiedział, że mu coś wypadło i nie przyjdzie – uśmiechnął się znacząco.
- To ja pójdę przygotować kolację...
Mówiąc to wyrwała się z objęć Marka i pomyślała „Dzięki Adasiu!”.
Ruszyła do kuchni gdy poczuła, jak szal zsuwa się jej z szyi. Spojrzała na jego koniec. Tkwił w dłoni Marka.
- Pięknie wyglądasz... – powiedział i przysunął szal do twarzy wąchając perfumy Basi. Ona nic nie odpowiedziała. Uśmiechnęła się słodko i wyszła do kuchni.

Zjedli pyszną kolację. Cały czas rozmawiali. Chcieli wiedzieć o sobie jak najwięcej. Po kolacji usiedli blisko siebie na kanapie z kieliszkami w dłoniach i w milczeniu patrzyli sobie w oczy. Pierwszy odezwał się Marek:
- Wiesz Basiu? jesteś moją najlepszą przyjaciółką, więc muszę ci się do czegoś przyznać...
- Tak? Ciekawe co tam masz na sumieniu?
- Ja... Nie sądziłem, że to jest jeszcze możliwe, ale zakochałem się... Jak szczeniak, obłędnie i szaleńczo...
- To ciekawe? – rzekła Basia udając z bijącym sercem, które podpowiadało jej kim jest ta szczęściara – a któż to jest wybranką twojego serca? Co? Znam ją?
- Być może, nie wiem... Może ją widziałaś, ale chyba rzadko kręci się po mieście. Często za to pojawia się jej siostra bliźniaczka. Sam już nie wiem, która podoba mi się bardziej...
Może ton głosu Marka jakim mówił te słowa, może to wciąż czająca się w jej sercu niepewność i niedowierzanie, a może jeszcze coś innego sprawiło, że Basia nie zrozumiała o kogo chodzi. Brodecki przecież mówił o niej i o jej dwóch wizerunkach. Pomyślała, że Marek z niej zadrwił, że kocha kogoś innego.
„ Jak mogłam być taka głupia???!!!” – myślała – „ Jak mogłam uwierzyć w to, że marzenia się spełniają??!!!”.
Wyraz jej do tej pory szczęśliwej twarzy zmienił się natychmiast. Posmutniała. Marek na nią jednak nie patrzył. Utkwił wzrok w kieliszku i z błogim uśmiechem opowiadał dalej:
- A jak całuje! Mama wrażenie, że czas staje w miejscu gdy nasze usta się spotykają. To kobieta, z którą chciałbym spędzić resztę życia, wiesz?
Dopiero teraz spojrzał na Storosz. Siedziała smutna, a po policzkach ciekły jej łzy, łzy bólu i rozpaczy.
- Tak? To świetnie! Bardzo się cieszę, że jesteś szczęśliwy – mówiła przez łzy – szkoda tylko, że mówisz to dopiero teraz, po tym co się między nami wydarzyło!!!
Wykrzyczała to i wybiegła do łazienki zamykając drzwi na zamek. Nie chciała go więcej widzieć.
- Baśka! Ale przecież... – zawołał za nią Marek nic nie rozumiejąc
Kolejny raz tego dnia dał o sobie znać tak zwany pech....
Zgasło światło w całym bloku....
Baśka utknęła w ciasnej i ciemnej łazience....
Poczuła ogromny strach... Jak wtedy....

Wszystko wróciło... Twarz Jaochima... Muzyka Erica Satie dudniła jaj w uszach. Wpadła w panikę. Krzyczała, wzywała pomocy, waliła pięściami w drzwi
- Wypuść mnie!!! Ja nie chcę umierać!!! Marek!!!! Maaaaarrrrrek!!!!
Brodecki gdy usłyszał krzyk Basi natychmiast podbiegł do drzwi łazienki. Nie miał pojęcia co się dzieje. Wiedział tylko, że jego Basia jest śmiertelnie przerażona i musi jej pomóc. Szarpał za klamkę. Próbował wypchnąć drzwi, ale nie udało się. Ani drgnęły. Po drugiej stronie Storosz szlochała. Bezradnie osunęła się na podłogę próbując złapać oddech.
Wreszcie Brodecki znalazł jakiś metalowy przedmiot (chyba łyżkę do butów) i przy jego pomocy udało mu się wreszcie otworzyć drzwi. Wpadł do środka niemal przewracając się o siedzącą na podłodze Basię. Cała się trzęsła. Była w szoku. Marek wziął ją na ręce i zaniósł do pokoju. Tam paliły się świece i nie było już tak ciemno. Podkomisarz chciał posadzić dziewczynę na fotelu lecz ona tak mocno trzymała go za szyję, że sam usiadł i posadził ją sobie na kolanach cały czas mocno przytulając. Czuł jak drży, jak szybko bije jej serce. Nie mówili nic. Siedzieli tak dopóki Basia się nie uspokoiła.
Storosz opanowała się i wstała z kolan Marka. On nadal trzymał ją za rękę.
- Przepraszam cię Marek... zaraz ci to wszystko wytłumaczę...
- Basiu.. strasznie mnie przestraszyłaś...
- Przepraszam – podeszła do stołu i nalała sobie wina, poczym usiadła na kanapie.
W tym momencie włączyli prąd.
Basia zamyśliła się i zaczęła opowiadać przyjacielowi wszystko to co wydarzyła się na Śląsku. Co jakiś czas popijała wino dla otuchy. Z każdym jej słowem Marek był coraz bardziej przerażony.
- ...myślałam, że umrę... tam było tak ciemno i ciasno... zaczęłam się dusić... – po policzkach płynęły jej łzy.
Brodecki usiadł koło niej, objął ramieniem, przytulił i pocałował w skroń
- Już nigdy cię nie zostawię, rozumiesz? – po jego policzku także spłynęła łza – to wszystko moja wina... Gdybym tam był z wami, na pewno nie doszłoby do tego... Już zawsze będę przy tobie! Nic złego cię już nie spotka! Obiecuję...
- Marek? A ta dziewczyna... ta, w której jesteś zakochany.... co z nią?
- Zrobię wszystko żeby była szczęśliwa... – ujął jej twarz w swoje dłonie i spojrzał w zapłakane oczy – Baśka! Głuptasie! Przecież ja mówiłem o tobie! Gdy zobaczyłem cię dziś pomyślałem, że to chyba twoja siostra bliźniaczka, bo nigdy wcześniej ciebie takiej nie widziałem. Jesteś cudowną, wspaniałą i ciepłą dziewczyną. No i do tego świetną policjantką... Jak słowo daję, nie mam pojęcia dlaczego tak długo byłem ślepy... To z tobą chcę spędzić resztę życia, chcę abyś była zawsze przy mnie... Kocham cię!
Basia słuchała tego wszystkiego bez słowa. Tyle razy wyobrażała sobie tę scenę i to wyznanie. Tym razem wyobraźnia ją zawiodła. Rzeczywistość okazała się dużo bardziej cudowna.
Nawet nie czuła, że na policzkach znowu pojawiły się łzy. Tym razem łzy szczęścia. Nie mogła ich pohamować. Marek ocierał dłonią policzki dziewczyny szepcząc:
- Moja Basia... najukochańsza Basia – przytulił ją mocniej.
Siedzieli tak jakiś czas bez ruchu. W końcu Basia usnęła w ramionach Brodeckiego, tak jak zawsze tego pragnęła.
Chłopak bał się poruszyć, żeby jej nie obudzić. Musiał jednak to zrobić, gdyż strasznie zdrętwiała mu ręka. Dziewczyna nie obudziła się lecz uśmiechnęła słodko przez sen. Podkomisarz wziął śpiącą Basię na ręce i zaniósł do sypialni. Ułożył wygodnie na łóżku i przykrył cieplutkim kocem.
Potem jakiś czas stał i patrzył na spokojną, uśpioną twarz ukochanej.
Wrócił do pokoju i posprzątał po kolacji. Dopiero teraz spostrzegł kota, który najwyraźniej siedział do tej pory w sypialni. Pogasił świeczki, wziął Kojaka na kolana i rozmyślał. Nie potrafił sobie nawet wyobrazić co ta biedna dziewczyna przeszła. To wszystko nie mieściło mu się w głowie. Winił się za to co się stało. Gdyby tam był...
Zmęczony przeżytym niedawno stresem Marek również usnął.

SOBOTA godz. 6.30.
Basia otworzyła oczy. Ciepłe promienie zimowego słońca otulały jej twarz. Mrużąc oczy rozejrzała się próbując sobie przypomnieć co ona tu robi.
„ Miałam taki piękny sen... usnęłam w jego ramionach...” – pomyślała.
Uśmiechając się zaczęła się przeciągać. Zauważyła, że spała w sukience, w której spędziła wczorajszy wieczór. To pozwoliło jej zrozumieć, że nie śniła. Z bijącym sercem wstała i weszła do łazienki. Obmyła twarz, na której znać było ślady wczorajszych łez. Uczesała włosy.
- Zaraz, zaraz! – powiedziała do siebie – a gdzie Marek?
Po cichutku wyszła z łazienki do pokoju. Właśnie zobaczyła jak spełnia się jej największe marzenie. Ze łzami w oczach patrzyła na śpiącego Marka. Przy jego nogach leżał Kojak i odprawiał rytuał porannej toalety.
Basia wróciła do sypialni, wzięła koc i przykryła chłopaka. Sama przycupnęła obok na kanapie i przyglądała się śpiącemu. Starała się zapamiętać każdy szczegół na jego twarzy w obawie, że to wszystko zaraz się skończy. Bała się, że wszystko pryśnie jak bańka mydlana.
Najdelikatniej jak potrafiła pogładziła Marka po policzku szepcząc:
- Jesteś tu.... to nie sen... Kocham cię Marku Brodecki, całym sercem...
Pocałowała go delikatnie, żeby się nie obudził. Już chciała odejść gdy poczuła uścisk silnej, męskiej dłoni na swoim nadgarstku. Marek nie spał i wszystko słyszał. Przyciągnął ją do siebie i teraz to on pocałował. Po chwili oderwał się od niej i z uśmiechem powiedział:
- Dzień dobry koleżanko Storosz... Miałem nadzieję, że to usłyszę z samego rana... Ja też cię kocham, bardzo....- ponownie pocałował „koleżankę”.
Tym razem był to bardzo namiętny i pełen pożądania pocałunek. Basi zrobiło się nagle gorąco. Fala pożądania spłynęła na nich oboje. Nie umieli i nie chcieli jej powstrzymywać.
Marek podniósł się do pozycji siedzącej nie odrywając ust od Basi. Ich ręce błądziły po nowych dla nich rejonach. Brodecki przesuwał ręką po plecach dziewczyny, aż zatrzymał się na jej pośladku. Basia odpowiedziała przesuwając paznokciami po jego plecach. Wzbudziła tym gwałtowny dreszcz na ciele Marka. Czując to lekko się uśmiechnęła. To dodało mu odwagi. Cały czas całując szyję „koleżanki” przesunął rękę na jej biust. Głaskał i pieścił piersi podkomisarz przez sukienkę. Czuł jak drży. Wydała z siebie jęk rozkoszy. Jej ręce błądziły teraz po klatce piersiowej Brodeckiego. Potem znów po plecach. Przejechała palcami po jego kręgosłupie z góry na dół, aż dotarła do pośladków. Marek zamruczał z podniecenia.
Całował teraz jej piersi przez ubranie i wyczuwał, że ciało Basi reaguje na jego dotyk.
Przeniósł usta na usta Storosz. Nie chciał niczego przyspieszać. Czekała na jakiś ruch ze strony dziewczyny. Ona jakby to wyczuła i swoimi zwinnymi palcami zaczęła rozpinać mu koszulę. Gdy uporała się już ze wszystkimi guzikami przeniosła swoje pocałunki na klatkę piersiową. Całowała zapamiętale każdy jej centymetr. Rękami bawiła się jego włosami. Schodziła niżej i niżej aż doszła do pępka. Poczuła jakie wrażenie to na nim robi. Ciałem Marka wstrząsnął kolejny dreszcz pożądania. Oderwała się na moment i spojrzała w jego niebieskie oczy. Brodecki wykorzystał okazję i pocałował ją. Podczas gdy jego usta błądziły po szyi Basi, ręce szukały zapięcia sukienki. Powolutku rozpiął suwak i zsunął z ramion dziewczyny „małą czarną” patrząc jej przy tym głęboko w oczy. Ona uśmiechnęła się. Zwinnym ruchem pozbawiła do koszuli. Wyswobodziła też swoje ramiona z sukienki, która opadła jej teraz na biodra.
Podkomisarz błądził teraz rękami po prawie nagim ciele Storosz. Całował jej dekolt i piersi. Już miał zabierać się za zapięcie koronkowego czarnego biustonosza, gdy Basia powstrzymała go przed tym. Pocałowała do delikatnie. Wstała, na skutek czego sukienka zsunęła się na podłogę.
Oczom Brodeckiego ukazał się nieziemski widok. Dziewczyna miała na sobie piękną, czarną koronkową bieliznę i czarne pończochy. Nie miał pojęcia, że jego „koleżanka” jest taka kobieca. Nigdy nie przyszło nawet na myśl, że zobaczy ją w takim stroju. Dopiero od niedawna zaczął traktować ją jak kobietę. W tym momencie wszystkie jego zmysły oszalały....
Podkomisarz Storosz wyciągnęła do niego rękę i szepnęła:
- Chodź...

Machinalnie złapał wyciągniętą do niego rękę. Podkomisarz zaprowadziła Marka do sypialni. Stanęli przy łóżku w objęciach. Ponownie obsypywali się pocałunkami. Basia wsunęła rękę za spodnie Marka, na co on zadrżał i zabrał się za zapięcie biustonosza. Po chwili piersi Basi były oswobodzone. Storosz w tym czasie rozpięła mu spodnie i zsunęła je z pośladków. Widok ukochanego w samej bieliźnie wywołał u dziewczyny dodatkową falę uniesienia. Nie mogła się powstrzymać i zaczęła głaskać jego pośladki.
Marek natomiast popchnął ją na łóżko, a potem położył się na niej. Pieścił piersi Basi, na skutek czego drżała z rozkoszy. Gdy jego ręce zajmowały się biustem dziewczyny, usta całowały brzuch coraz niżej i niżej. Chwilę później dotarł do basinych majteczek. Jednak ominął to miejsce. Usiadł i powoli zdejmował pończochy ze smukłych nóg podkomisarz. Potem zaczął całować jej stopy. Przemieszczał się coraz wyżej i wyżej. Marek delikatnie rozchylił jej uda i zaczął całować ich wewnętrzną stronę zbliżając się do łona dziewczyny. Storosz jęknęła z podniecenia. Ręce Marka powędrowały z powrotem na piersi Basi, natomiast usta coraz śmielej całowały „to” miejsce (sorry ale nie chciałam tu wchodzić w szczegóły anatomiczne ). Jej ręce wtopiły się we włosy kochanka, który zaczął zdejmować ostatnią część basinej garderoby. Teraz już bez skrępowania całował ją wszędzie. Basia jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżywała. Po chwili Brodecki powędrował w górę „przysysając” się do ust ukochanej. Spojrzał jej w oczy oczekując na pozwolenie. Zamiast tego poczuł, że Storosz zwinnymi palcami zsuwa z niego bokserki zaciskając dłonie na jego pośladkach. Oplotła go nogami. Zobaczyli uśmiech na swoich twarzach, a w oczach miłość. Ich ciała stanowiły teraz jedność. Poruszali się tak, aby dać sobie jak najwięcej rozkoszy.
Basia drapała Marka po plecach, co doprowadzało go do szaleństwa. Kochali się zapamiętale jakby chcieli nacieszyć się sobą na zapas.
Teraz Storosz przejęła inicjatywę. Przewróciła Brodeckiego na plecy i usiadła na nim. Mogła teraz obserwować jego twarz. Nie mówili nic – słowa były zbędne...
Miłosnym uniesieniom nie było końca. W pewnym momencie oboje poczuli, że to ta chwila... Marek krzyknął, Basia krzyknęła ....
Po chwili bezruchu przytulili się do siebie i usnęli zmęczeni rozkoszą.

Popołudnie w mieszkaniu Storosz.
Marek obudził się jako pierwszy. Nie otwierał oczu. Jeszcze raz chciał przeżyć w myślach wszystko co się rano wydarzyło. Czuł się tak, jakby dopiero teraz odkrył co to jest fizyczne zbliżenie z kobietą. Miał sporo dziewczyn, z którymi „to” robił, ale z żadną nie czuł się tak jak w tej chwili. Nawet z Patrycją, którą jak mu się zdawało kiedyś kochał. Z Basią łączyła go jakaś dziwna więź.
Po kilku chwilach otworzył wreszcie oczy. Storosz leżała twarzą do niego i wyglądała jakoś tak... magicznie. Bał się, że jeśli się poruszy wszystko zniknie. Nie wytrzymał jednak i odgarnął jej z policzka kosmyk włosów. Wpatrywał się w nią dłuższą chwilę błogo się uśmiechając.
- Kocham cię, wiesz? Moja Basieńka... –szepnął, delikatnie wstał, założył spodnie i wyszedł do kuchni zamykając za sobą drzwi do sypialni.
Po pewnym czasie pani podkomisarz również się obudziła. Powoli otworzyła oczy jakby obawiając się, że czar pryśnie. Spojrzała na miejsce gdzie powinien leżeć Marek. Jego niestety tam nie zobaczyła. Czuła jednak w pościeli zapach Brodeckiego co dało jej pewność, że to nie był sen. Leżała tak chwilę delektując się wspomnieniami spędzonych wspólnie chwil.
W tym momencie usłyszała jakieś hałasy z kuchni. Wstała czym prędzej, założyła leżący nieopodal szlafroczek i ruszyła do kuchni. Stanęła w drzwiach i po raz kolejny już tego dnia podziwiała widok. Marek stał tyłem do niej. Miał na sobie tylko spodnie. Patrząc tak na niego Basia rozmarzyła się. Sama nie wiedziała czemu tak bardzo działa na nią widok nagich męskich.... stóp (). Poza tym w ogóle uwielbiała patrzeć na Brodeckiego. Szczególnie teraz.... Zapragnęła jednak poczuć znowu ciepło jego ciała. Podeszła cichutko i przylgnęła swoim ciałem do pleców chłopaka mówiąc:
- Tak się cieszę, że jesteś... Kocham cię!
Brodecki trochę się wystraszył, ponieważ szum wody z kranu spowodował, że nic nie słyszał. Na dźwięk głosu Basi zadrżał. Poczuł ciepło jej ciała i ogarnęła go fala miłości. Uśmiechnął się do siebie słysząc słowa ukochanej, która tymczasem całowała go po plecach. Tego było już za wiele. Odwrócił się do niej i namiętnie pocałował. Gdy już zaspokoił nagłą chęć zasmakowania basinych ust zamruczał:
- ...mmmmmm.... chciałbym, żeby każdy dzień mojego życia tak się zaczynał, możesz mi to obiecać?
- No nie wiem, nie wiem! A co ja z tego będę miała?
- A to! – i w tym momencie jeszcze raz pocałował podkomisarz zręcznym ruchem rozwiązując jej szlafroczek.
- Ale Marek... – nie dokończyła, bo głos uwiązł jej w gardle.
Próbowała przez chwilę walczyć z tą kolejną falą pożądania, ale poddała się. Złapała Marka za spodnie i nie odrywając od niego ust ruszyła tyłem do łazienki. To co rozpoczęli w kuchni zakończyło się wspólnym prysznicem...

Godzinę później w łazience.
Basia suszyła włosy – na zmianę sobie i Markowi, gdy rozdzwoniła się jego komórka. Brodecki wstał i skradł całusa Basi. Wyszedł do pokoju aby odebrać telefon. Dzwonił Adam.
- No cześć gołąbeczku! Jak tam randka? Udała się? – żartował
- Ale o co ci chodzi? To była tylko ... zwykła kolacja...
- Taaa... Już to widzę... Raczej kolacja ze śniadaniem! Hehe – uśmiał się Zawada.
- No coś ty! Przed północą byłam w domu – wypierał się nadal podkomisarz.
- A to ciekawe... dziś do ciebie w południe dzwoniłem, do domu. Wyobraź sobie, że twoja mama cię tam nie widziała...
- ...ekhmm... – wyjąkał Marek – przyłapałeś nas...
- Spokojnie! Tylko żartowałem. Cieszę się bardzo. Już dawno przeczuwałem taki przebieg wydarzeń... nie na darmo jestem ponoć najlepszym psem w tym mieście.
- Phi... myślałby kto? a tak a propos kłamstw, to w czym musiałeś pomagać Izie komisarzu Zawado? – żartował Brodecki.
- Nie twój interes! Ty się lepiej zajmij Baśką! A tak poważnie... to jak sytuacja?
- Yyy... powiem ci, ale tylko dlatego, że jesteś moim przyjacielem i to najlepszym.... Nigdy w życiu nie byłem taki szczęśliwy... Teraz wiem, że to jest to... Chcę się przy niej zestarzeć... –mówiąc to cały czas uśmiechał się.
- No stary... Wpadłeś jak śliwka w kompot... Ja się cieszę, ale pamiętajcie, żeby w pracy zachowywać się profesjonalnie, jak dorośli, bo mogą zajść przykre zmiany
- Tak, tak... wiem. Będziemy się starać.
- No dobra! Jutro widzę was na komendzie.. to znaczy w poniedziałek... chyba, że będzie sprawa. No to pa! Gołąbeczki! – śmiał się Zawada.
- No to pa! Koteczku! – przedrzeźniał go Marek.
Ostatnie słowa Marka usłyszała Basia nieświadoma tego, że rozmawiał z Adamem.
- No tak! Koteczku? A co to za koteczek, co? Przed chwilą byłam ta jedna jedyna, a ty teraz .. KOTECZKU?
Brodecki był widocznie rozbawiony. Skrzyżował ręce i patrzył na Storosz, która w tym momencie mogłaby zabijać wzrokiem.
- Nie wiedziałem, że aż tak mnie kochasz... Jesteś zazdrosna...
- A co? Może nie mam powodu? Najpierw wyznajesz mi miłość, potem zaciągnąłeś do łóżka, potem ten prysznic, a teraz do kogoś... do jakiejś... koteczku? – krzyczał Basia [tak naprawdę to trochę udawała, bo chciała sprawdzić reakcję Marka].
- Po pierwsze to ty zaciągnęłaś mnie do sypialni i pod prysznic, a po drugie to był Adam! Mówiłem do Adama – śmiał się – chodź tu, ty moja zazdrośnico kochana. Kocham tylko ciebie!
Basi zapaliły się iskierki w oczach...
- Taaaak? Udowodnij to!
- Co masz na myśli? – zapytał
- To! – i tym razem ona pocałowała Brodeckiego tak, że aż mu nogi zmiękły.
- Baśka!
- No co? – zalotnie się uśmiechnęła.
Po chwili dodała:
- Głodna jestem jak wilk! Zrobimy śniadanie?
- Jasne! – powiedział Marek – ale chyba obiad, bo już po 14-ej.
Zaśmiali się oboje i w objęciach podążyli do kuchni celem konsumcji.

Minęło kilka dni, a podkomisarze nie mogli się sobą nacieszyć. Oczywiście w pracy zachowywali pełen profesjonalizm. Zdawali sobie sprawę czym może grozić niesubordynacja. Tylko czasami gdy byli sami pozwalali sobie na drobne gesty i szybkie pocałunki. Za to po pracy...spędzali czas ze sobą tak jak oni tego chcieli. Bez ograniczeń i zahamowań.
Był piękny, słoneczny, zimowy dzień. Poprzedniej nocy spadło sporo śniegu i Warszawa wydawała się piękniejsza. Tego dnia Marek umówił się z Basią w parku nieopodal swojego domu. Szedł szybko, ponieważ był już spóźniony. Nie chciał nikomu mówić, ale od jakiegoś czasu zaczął poszukiwania opiekunki dla Krzysia. Jego mama chciała już wrócić do siostry, a on nie chciał zbyt długo jej angażować. Pozostawienie Krzysia pod opieką Patrycji też nie wchodziło w grę. Nie był w stanie przewidzieć, co jej strzeli do głowy. Już raz go wywiozła....
Brodecki szedł i myślał, którą z kandydatek wybrać: Weronikę czy Natalię? Rozważał wszystkie za i przeciw. Tak się zamyślił, że nawet nie spostrzegł, że doszedł już do parku. Z owego zamyślenia wyrwał go wesoły śmiech jego synka...
Rozejrzał się dookoła i zobaczył ich... stanął za drzewem i obserwował sytuację...
Pani Brodecka siedziała na ławce i uśmiechała się szeroko patrząc na swojego wnuka i na osobę, która się z nim bawiła. Oczywiście była to podkomisarz Storosz. Przypadkiem obie panie spotkały się w parku.
Basia ganiała się z Krzysiem raz po raz specjalnie wykładając się jak długa i robiąc orła na białym puchu.. chłopiec zaśmiewał się do rozpuku i bombardował „ciocię” śnieżkami.
Na twarzy marka pojawił się szeroki uśmiech, a w oczach łzy. Łzy szczęścia. Poczuł, że znów ma rodzinę... W jednym miejscu były wszystkie osoby, które kochał. Nie mógł uwierzyć, że to prawda.
Po chwili postanowił dołączyć do zabawy. Ulepił śnieżkę i zbliżył się do swoich skarbów.
Basia spostrzegła Marka, który właśnie rzucił w nią śnieżką. Zdołała się uchylić, pokazała mu język i zabrała się za lepienie kulki aby się zemścić. W tym czasie Krzyś podbiegł do Marka krzycząc:
- Tata! – i rzucił się na szyję kucającemu podkomisarzowi.
Brodecki wziął malca na ręce i podszedł do Storosz. Ona zaś szykowała się już do odwetu gdy na widok tego słodkiego widoku śnieg sam wypadł jej z ręki.
Szedł ku niej uśmiechając się. Stanęli naprzeciw siebie, z Marek złapał Baśkę za podbródek i pocałował mówiąc:
- Kocham cię!
Ona uśmiechnęła się i szepnęła mu do ucha:
- Ja ciebie też!
Mały Krzyś był trochę zdezorientowany, ale cały czas uśmiechnięty.
Cała trójka była tak zajęta sobą, że nie zauważyła pani Brodeckiej, która „wyrosła” nagle obok nich...
- Ekmmm... – odchrząknęła dając im znak
- O! cześć mamo! – Marek pochylił się i cmoknął ją w policzek.
- Witaj synku! Czy pani Basia nie jest aby sprawczynią twojego ostatnio tak wspaniałego humoru? – zapytała bez ogródek.
Marek postawił Krzysia na ziemi i zaczął mówić:
- Yyyy...tak... Mamo, to jest chyba dobry moment żebyś się dowiedziała... Kocham Basię! Chcę z nią być na dobre i na złe. Jesteśmy szczęśliwi ze sobą,
Basia stała trochę zmieszana i nie wiedziała jak się zachować.
Pani Brodecka patrzyła raz na syna, raz na Basię. Poczym uśmiechnęła się, chwyciła dziewczynę za ręce i powiedziała jak do córki:
- Dziecko! Wierzę, że nie skrzywdzisz mojego syna...
- Obiecuję ... – odparła Storosz ze łzami w oczach.
- No dobrze! To ja pójdę do domu i przygotuję obiad. Pani Basiu? dotrzyma nam pani towarzystwa? – zapytała mama Marka.
- Z miłą chęcią, ale pod jednym warunkiem...
- Taaak? – zdziwiła się pani Brodecka - a jakim?
- Że będzie mi pani mówić po imieniu – uśmiechnęła się.
- Ach... dobrze... Basiu – odwzajemniła uśmiech i odeszła w stronę budynku.
Marek patrzył chwilę za oddalającą się mamą po czym odwrócił się w stronę Storosz, złapał ją w pasie, podniósł i zakręcił krzycząc:
- Jestem najszczęśliwszym facetem na ziemi!!
- Wariat! - krzyknęła Basia i pocałowała go.
Śnieg z racji tego, że był śliski, zrobił swoje. Podkomisarze runęli na ziemię śmiejąc się do rozpuku. Temu wszystkiemu przyglądał się Krzyś, który również się zaśmiewał.
Cała trójka spędziła jeszcze trochę czasu w parku m.in. lepiąc bałwana. Gdy dorośli zajmowali się szczegółami anatomicznymi śniegowego ludzika (), Krzyś wyruszył na poszukiwanie patyczków do miotły jegomościa. Nagle zatrzymał się, bo zauważył znajomą postać, która zza drzewa przyglądała się im.
- Mama?! – krzyknął chłopiec, lecz postać oddaliła się znikając za rogiem budynku.
- Mama! – ponownie zawołał malec i zaczął biec w tamtym kierunku.
Marek podbiegł do syna.
- Krzysiu? Co się dzieje? Czemu wołasz mamę?
- Mama, tam! – pokazywał palcem tam gdzie widział Patrycję.
- Synku! Chyba coś ci się wydawało. Tam nikogo nie ma! Pora do domu, co? Pewnie babcia czeka już z obiadem – wziął chłopca na ręce i zawołał do Basi:
- Mały ma już dość! Mówi, że widział Patrycję! Idziemy do domu...
- Ok. !- uśmiechnęła się do niego i pocałowała go jednocześnie się przytulając.
W objęciach poszli do domu.
Cała tę scenkę obserwowała zza rogu Patrycja. Postała tam jeszcze chwilę po tym jak podkomisarze weszli do klatki, poczym odwróciła się na pięcie i odeszła...

Dwa dni później na komendzie...
Podkomisarze siedzieli w swojej kanciapce i czekali na Zawadę, który był „na dywaniku” u Grodzkiego.
- Basiu? zrobisz mi kawki? – zapytał Marek z nosem w aktach.
- Kochanie, teraz nie mogę... jestem zajęta! – odpowiedziała również z nosem w aktach.
- Basiu? a czy ty mnie jeszcze kochasz? – kontynuował Brodecki.
- A cóż to za pytanie? – zapytała nie podnosząc nawet oczu znad akt.
- ... bo widzisz... ja nie mogę uwierzyć, że ciebie mam... Codziennie muszę się uszczypnąć, żeby się upewnić czy to aby nie sen... – rozczulił się Brodecki.
Basia na te słowa uśmiechnęła się pod nosem.
- Marek... przecież wiesz... ale jak chcesz to usłyszeć to zamknij oczy... i nie podglądaj!
Podkomisarz potulnie wykonał jej prośbę.
Baśka podeszła do drzwi i zamknęła je bezszelestnie na klucz, potem zasunęła żaluzje i ...
- ...cokolwiek by się nie działo nie otwieraj oczu i nie ruszaj się...
Odłożyła akta z biurka i usiadła na nim przodem do Marka. Musnęła ustami jego powieki, jedną po drugiej... Potem całowała każdy centymetr twarzy ukochanego. Palcami przesuwała po jego silnych ramionach.
- Baśka! Co ty za mną robisz? Zaraz zwariuję! – wyszeptał.
- Zamknij się! – powiedziała a on zrobił jak mu kazała.
Poddał się całkowicie. Storosz zbliżyła usta do ucha podkomisarza i cichutko zanuciła całując je przy tym zmysłowo:

„Tylko Tobie chcę powiedzieć to,
To co czuję dziś kiedy przychodzi noc.
Tylko Tobie, tylko Tobie dam,
Białą róże, wszystko to co mam,
Tylko Tobie dam wszystko to co mam

Tylko ciebie mogę kochać tak,
Tak do końca, jak kocha się tylko raz,
Tylko Tobie, tylko tobie dam skrzydła wiatru
I wszystko to co mam
Wszystko to co mam tylko Tobie dam...”


Gdy skończyła pocałowała go w usta najczulej jak potrafiła, spojrzała na jego bujającą gdzieś ,zapewne w siódmym niebie, twarz i szepnęła:
- Teraz możesz otworzyć oczy...
Podkomisarz spojrzał na nią szklistym wzrokiem, a ona patrząc mu głęboko w oczy powiedziała łamiącym się ze wzruszenia głosem:
- KOCHAM CIĘ i zawsze będę...
- Basia... Gdzie byłaś całe moje życie???
To pytanie pozostało bez odpowiedzi, a raczej odpowiedzią był długi i namiętny pocałunek...

Po 5 minutach do kanciapy wparował Adam... A tu wszystko wyglądało tak jakby nic przed chwilą się nie wydarzyło. W powietrzu unosił się tylko delikatny zapach miłości...
Podkomisarze nadal siedzieli z nosami w aktach ale jakoś tak dziwnie się uśmiechali. Adam tylko spojrzał na nich i też się uśmiechnął.
- Marek! Mam coś dla ciebie... Było w recepcji – podał Brodeckiemu kopertę, na której był napis :”Dla Marka Brodeckiego”.
- Dla mnie? A co to?
- Nie wiem, nie czytam cudzych listów – powiedział Zawada i zniknął u siebie.
Podkomisarz zabrał się za otwieranie koperty...
- Marek! Ostrożnie! Nie wiadomo co tam jest... – zdenerwowała się Storosz.
- Kochanie... Chyba nie sądzisz, że ktoś przysłał mi bombę w liście albo wąglika... – zażartował Brodecki
- To nie jest śmieszne! – krzyknęła Basia
Marek wyjął zawartość i zaczął czytać. Z każdą linijką przeczytanego tekstu jego twarz smutniała coraz bardziej. Storosz obserwowała jego reakcję z narastającym niepokojem....
Skończył czytać obie kartki, zamknął oczy założył ręce na kark i próbował się opanować.
- Marek! Co tam jest? – denerwowała się dziewczyna.
On jednak nic nie odpowiedział tylko otworzył oczy i spojrzał na nią takim wzrokiem, że aż ją zakuło w sercu. Była to radość, smutek, wzruszenie, złość. Wszystko w jednym spojrzeniu. Storosz przestraszyła się, a Marek nic nie mówiąc zabrał kurtkę i wyszedł.
- Marek! – krzyknęła za nim, ale on już nie słyszał.
- Co tam się dzieje? – zainteresował się wreszcie Zawada – co to za krzyki? Gdzie jest Marek?
- Nie wiem! Przeczytał to co było napisane w tym liście i... po prostu wyszedł!
- A co tam było? – zapytał.
- A skąd mam wiedzieć?! Nie do mnie było zaadresowane!- krzyknęła
- No już dobrze, nie denerwuj się tak! Może powinnaś przeczytać...
- Zwariowałeś?!! Cudzy list? – opadła na krzesło.
Przez następne kilka minut Basia siedziała i wpatrywała się w leżącą na biurku Marka kopertę..
„Przeczytać czy nie?” – biła się z myślami – „A jak to coś poważnego i niebezpiecznego? Jeśli jemu coś grozi?”
podeszła bliżej biurka, ale nie mogła się przełamać. Była sama w pomieszczeniu, bo Zawada gdzieś zniknął. Stanęła przy oknie... spojrzała na dziedziniec komendy i zobaczyła ukochanego siedzącego tyłem do niej, bez ruchu na ławce.
- O nie! Storosz, musisz się dowiedzieć o co chodzi! – powiedziała do siebie i złapała za kopertę.
Drżącymi rękami wyjęła jej zawartość. Jedna kartka to był list napisany kobiecą ręką, a druga to jakiś urzędowy druk ze stemplami. Na jednym z nich widniał czerwony napis: SĄD RODZINNY dla m. st. Warszawy. Basia przełknęła ślinę i zaczęła czytać list...

[ Dodano: 2009-01-19, 21:03 ]
„Kochany Marku!
Na pewno zdziwi cię ten list, ale tak już postanowiłam. Kiedy będziesz go czytał, ja będę już daleko. Wiem, ze bardzo Cię zraniłam, ale musisz wiedzieć, że zawsze Cię kochałam. Sama o tym nie wiedziałam dopóki Cię nie straciłam...” – Basię zakuło serce, ale czytała dalej – „...Bardzo żałuję tego co zrobiłam. Przyznaję, że wróciłam ze Stanów z zamiarem odebrania Ci Krzysia. Byłam zła, ale teraz wiem, że na siebie... za to, że w ogóle wyjechałam... Zraniłam Cię, wiem... i gdyby tylko można było cofnąć czas zrobiłabym to bez wahania. Ale cóż, tego nie zmienię. Ta cała sytuacja mnie przerosła. Pomyślałam sobie, że może jeszcze... może jeszcze raz byśmy spróbowali posklejać nasz związek. Przed wczoraj zebrałam się na odwagę i przyszłam Cię prosić o wybaczenie... W parku zobaczyłam Was: Ciebie, Krzysia i Basię. Bolało, nawet bardzo, ale wtedy właśnie zrozumiałam, że nie pozwolisz mi do siebie wrócić. Zrozumiałam co to jest miłość... Wy mi ja pokazaliście. Dlatego postanowiłam wyjechać na zawsze do Stanów.
Nie zrozum mnie źle... Kocham Krzysia, ale nie mogę krzywdzić ani jego ani Ciebie... Pomyślałam, że najlepiej zrobię jak wyjadę. Wycofałam sprawę w sądzie i zrzekłam się praw do Krzysia. Chyba nie nadaję się na matkę... Potrafię tylko ranić...
Mam jednak do Ciebie prośbę... Powiedz Krzysiowi, że zawsze go będę kochać. Może kiedyś go odwiedzę i chciałabym, żeby wiedział kim jestem. Nie pozwól mu zapomnieć...

Kocham Was
Patrycja”


Basia przymknęła oczy, a spod powiek pociekły łzy. Zrozumiała czemu Marek tak się zachował. Rozumiała też Patrycję (ależ ta nasza Basieńka wyrozumiała...). Czuła się bardzo niezręcznie.
- Storosz! Tylko tego nie spieprz! – powiedziała do siebie, złapała kurtkę i wyszła...

... podeszła do Marka od tyłu i objęła go za szyję i przytuliła bardzo mocno.
- Przepraszam! Przeczytałam... ale musiałam, gniewasz się?
- Basiu... jak ja mogę się na Ciebie gniewać? No jak? – uśmiechnął się smutno.
- Bardzo Cię kocham, wiesz? – szepnęła
- ... źle ją oceniałem... wiem, że nie pasowaliśmy do siebie, ale... pozbawiłem własnego syna matki, kochającej matki – skrył twarz w dłoniach – czy on mi to wybaczy?
Basia obeszła ławkę dookoła i przykucnęła przed nim.
- Kochanie... przecież to nie jest twoja wina... tak czasem życie się układa...Jestem pewna, że Krzyś będzie najszczęśliwszym dzieckiem pod słońcem... Jak dorośnie to zrozumie... W końcu to Brodecki – uśmiechnęła się do niego –a teraz chodź, bo mi tu zamarzniesz... Zrobię kawki... hmmm?
- Dobra z ciebie dziewczynka, koleżanko Storosz! – uśmiechając się powiedział Marek.
- ... dziewczynka...- odwzajemniła uśmiech, po czym ruszyli w stronę komendy.

Mijały dni, a sielanka trwała. Wydawało się, że nic nie zakłóci spokoju dwójki zakochanych. Ale były to tylko złudzenia. Późniejszy ciąg wydarzeń mógł na zawsze zmienić relacje między nimi....
Marek wziął parę dni urlopu, gdyż mama musiała już wracać do siostry. Zatrudnienie opiekunki, jak się okazało, nie jest takie proste. Te które wybrał nie podobały się Krzysiowi. Wstydził się ich i uciekał do taty. Brodecki nie miał już pojęcia co robić.
Wracał właśnie z Krzysiem z kolejnego spotkania z potencjalną nianią. Tym razem też się nie udało. Duży i mały Brodecki szli ulicą. Od jakiegoś czasu byli obserwowani. Ktoś ich śledził. Robił to tak dyskretnie, że nasz super glina nawet się nie zorientował. Mało tego, ten ktoś chodził za Markiem już od ponad miesiąca. Wiedział o nim wszystko. Brodecki stał się jego obsesją, a Krzysia traktował jak własnego syna. Zbliżał się dzień, który miał zmienić wszystko... Plan był dopracowany w najdrobniejszym szczególe. Nie mógł się nie udać... Potrzebny był tylko odpowiedni moment...

Niczego nie świadomy Marek rozmawiał z synem ( o ile można to nazwać rozmową) o kolejnej kandydatce.
- Krzysiu? Powiedz tacie czy pani Justyna była miła? Widziałeś jakie miała fajne kolorowanki?
- Nie, nie lubię jej! Chcę do mamy!
- Synku, wiem, że tęsknisz, ale mamy tutaj nie ma. Musiała wyjechać daleko i nie wiem kiedy wróci...
Krzysiowi słowa taty sprawiły przykrość. Usta wygięły się w podkówkę, a w oczkach pojawiły się łzy. Brodeckiemu serce się ścisnęło, przykucnął przy nim i ocierając łzy z jego rumianych policzków powiedział:
- Przykro mi! Mama cię bardzo kocha, ale nie może być z nami... Nie płacz już... Pójdziemy na ciacho? Tak?
Krzyś uśmiechnął się przez łzy i pokiwał głową akceptując propozycję taty.
- No dobrze! Jesteś bardzo dzielnym chłopcem, wiesz?
Weszli do cukierni i usiedli przy stoliku. Po chwili ktoś również wszedł tymi samymi drzwiami i usiadł pod oknem.
Chłopaki zamówili po wielkim ptysiu i zabrali się za jedzenie. Śmiechu było co niemiara, bo cali upaćkali się bitą śmietanką. W tym momencie zadzwonił telefon Marka.
- Brodecki słucham? - odebrał nie patrząc na wyświetlacz.
- Cześć kochanie! A co tam tak wesoło? – zapytał Basia.
- A to ty? Coś się stało? Przecież mamy się spotkać wieczorem? Zmieniłaś zdanie i nie chcesz?
- Marek! Co ty? [szum] ja po prostu [szum] stęsk [szum] się
- Czekaj... coś przerywa – wstał i odszedł na drugi koniec cukierni – o... teraz dobrze! Co mówiłaś?
- Że się stęskniłam za moim mężczyzną i już nie mogę doczekać się wieczora...
- Tak? No popatrz, myślałem, że o mnie zapomniałaś...
- Wiesz co Brodecki? Poczekaj no do wieczora! Ja ci pokaże!
- Już nie mogę się doczekać... A co mi pokażesz? – ściszył głos – tę koronkową bieliznę, która miałaś ostatnio?
- Oj ! podkomisarzu Brodecki! Co to za pytanie? – zaśmiała się - ...to będzie niespodzianka...
- Niespodzianka? Mmmm... ehh muszę cię zmartwić... Krzyś...
- Marek! O czym ty mówisz? Tobie tylko jedno w głowie... ale i tak cię kocham...
- Ale ja ciebie bardziej... do zobaczenia, papa!
- Pa!
Rozłączyli się. Po chwili Marek spojrzał w stronę stolika, przy którym siedział z Krzysiem. Chłopca nie było na krześle...

W pierwszej chwili Marek spanikował, ale już po paru sekundach uspokoił się, bo zobaczył Krzysia siedzącego na podłodze. Chłopiec próbował podnieść ciastko, które mu upadło. Cały się ubrudził i zaczął popłakiwać. Podkomisarz zauważył też młodą kobietę, która wycierała mu buzię chusteczką. Odziwo Krzyś nagle przestał płakać i uśmiechnął się szeroko. Marek podszedł do syna.
- Krzysiu, co się stało? – spytał nie spuszczając przestraszonego wzroku z dziewczyny.
Była to drobna długowłosa brunetka o niebieskich oczach. Miała na sobie tweedowe spodnie rybaczki, długie kozaki oraz czerwony golf, który podkreślał jej urodę.
- Krzyś? Tak masz na imię? - zwróciła się do chłopca.
- Tak! – odpowiedział z uśmiechem.
- Ja jestem Magda. Jesteś bardzo miłym chłopcem, wiesz?
- Co tu się stało? – powtórzył Marek
- To pana syn?
- Tak, ale... – trochę zniecierpliwił się Marek.
- Chciałam mu tylko wytrzeć buzię... przepraszam – powiedziała i już chciała odejść, ale mały złapał ją za rękę i zapytał:
- Chcies cistko? – po czym zaczął zbierać dalej ciastko z podłogi...
Marek i Magda nie mogli powstrzymać się i wybuchnęli śmiechem. Brodecki przykucnął przy synku i powiedział:
- Mistrzu? Ale może kupimy pani Magdzie ciastko, bo to już się nie nadaje do jedzenia.
Krzyś uśmiechnął się i przytaknął.
- Ach! Przepraszam! Jestem Marek – podkomisarz wyciągnął do niej rękę – miło mi panią poznać. To co? Jeszcze po ptysiu?
- Tak! – krzyknął Krzyś.
- Z przyjemnością! – powiedziała Magda.
Zamówili ciastka i usiedli. Mały Brodecki był zachwycony nową znajomą. Bardzo dobrze się z nim dogadywała.
- A czym się pani zajmuje? Jeśli można wiedzieć? – zagadnął Marek.
- Studiuję psychologię na III roku. Mam prośbę. Możemy mówić sobie po imieniu? Po co te ceregiele?
- No pewnie! Sam chciałem to zaproponować!
- A ty czym się zajmujesz? – zrewanżował się Marek.
- Ja...? jestem policjantem...
- Acha... To bardzo ciekawe. A czy mogę o coś zapytać?
- Chyba tak... – odpowiedział podkomisarz.
- Interesuje mnie to tylko ze względów zawodowych. Bo widzisz... mam zamiar napisać pracę magisterską na temat trudnych związków i kompromisów. Związek z policjantem chyba do takich należy... Czy mogę zapytać jak znosi twój zawód matka Krzysia?
- Hmmm... To bardzo osobiste pytanie, a my się znamy dopiero pół godziny...
- Przepraszam jeśli cię uraziłam ...
- Nie, no coś ty! Kto nie pyta ten nic nie wie! Jak już powiedziałem, znamy się krótko ale jeśli chodzi tylko o naukę to... powiem ci. Patrycja... czyli matka Krzysia wyjechała...
- Przykro mi...
- Tak czasem bywa... Nie pierwszy to raz...
Marek opowiedział Magdzie o swoim życiu. Nie wiedział dlaczego mówi to wszystko całkiem obcej dziewczynie. Tak dobrze mu się z nią rozmawiało. Ona słuchała, nie osądzała ani jego ani Patrycji. Mijały minuty a on mówił i mówił... Nawet nie spostrzegli jak Krzyś usnął na krześle.
Magda spojrzała na małego i uśmiechnęła się mówiąc:
- Jaki on słodki! Kochane dziecko! Takie grzeczne!
Widząc zaciekawione spojrzenie podkomisarza dodała:
- Uwierz mi, wiem co mówię. Wychowałam trójkę młodszego rodzeństwa, a później opiekowałam się bratanicą.
Marek słysząc to uśmiechnął się szeroko:
- No! To widzę, że spadłaś mi z nieba! Spytam wprost: Czy nie interesowałaby cię praca opiekunki tego oto małego aniołeczka?
- Hmmm... Zaskoczyłeś mnie, ale właściwie to... czemu nie. Polubiłam tego szkraba... i jego tatę – spuściła wzrok.
Marek zmieszał się trochę, ale tylko chwilowo.
- No to co? Może przeniesiemy się do mnie? Zobaczysz co i jak? Wtedy mogłabyś zacząć już od jutra...
- Ale ekspresowe tempo... – zdziwiła się Magda.
- Aaa... przepraszam... nie zapytałem od kiedy byś mogła. Ale to dlatego, że mam nóż na gardle. To co? Mogłabyś od jutra? – utkwił proszące spojrzenie w dziewczynie.
- A wiesz... jakoś nie umiem ci odmówić. Idziemy? – uśmiechnęła się
- Uff ... kamień spadł mi z serca.
Marek ubrał Krzysia, wziął go śpiącego na ręce i wyszli we trójkę z cukierni. Miejsce pod oknem również zostało puste...

Nadszedł wieczór. Podkomisarz Storosz zmierzała w kierunku bloku Marka. Taszczyła ze sobą jakąś wypchaną torbę. Uśmiechała się na myśl o tym jaką będzie miał minę Brodecki, gdy zobaczy co jest w środku. Niby nic specjalnego ale... zawsze to lubił.
Doszła już do bloku, w którym mieszkali jaj mężczyźni. Lubiła ich tak nazywać.
Wdrapała się na drugie piętro i stanęła pod drzwiami Brodeckiego. Już miała zapukać gdy usłyszała zza nich wesołe głosy. Zawahała się... była tam jakaś kobieta...
„Bardzo ciekawe... o tej porze?” – pomyślała Storosz i nacisnęła na klamkę...
Stanęła w drzwiach do pokoju stawiając torb ę na podłodze. Marek rozmawiał w najlepsze z jakąś kobietą i nawet jej nie zauważył (ślepak jeden!).
- ...Ekhmmm.. – odchrząknęła Basia.
Podkomisarz spojrzał w jej stronę i o mało co nie udławił się piwem.
- Oooo! Basia! Jesteś wreszcie! – podbiegł do niej i pocałował.
- Widzę, że jednak za wcześnie przyszłam... skoro jesteś tak zajęty... – trochę się zirytowała.
- Baśka! To jest Magda! Nowa opiekunka Krzysia. Zaraz ci opowiem... to naprawdę niezwykła historia..
- Jakoś nie jestem ciekawa!
Magda podeszła do nich.
- Cześć! Magda jestem! Miło mi. – powiedziała, ale jej wzrok pokazywał coś innego.
Basię coś zaniepokoiło w tym spojrzeniu. Intuicyjnie wyczuła, że cos jest nie tak...
- Cześć! – odpowiedziała bacznie jej się przyglądając.
Dziewczyna speszyła się, zabrała torebkę i powiedziała:
- To ja już pójdę! Nie chce przeszkadzać...
- No coś ty! Nie przeszkadzasz, zostań jeszcze... – prosił Brodecki
- Przeciwnie Marek! Przeszkadza! – Basia spojrzała na niego tak, że gdyby można było zabijać wzrokiem niewątpliwie leżał by już martwy na podłodze.
Marek zupełnie zgłupiał. Nie wiedział jak ma się zachować. Spojrzenie Basi nie uszło też uwadze Magdy, która popatrzyła na podkomisarz i powiedziała:
- Nie, nie! Marek jest już późno, a jeszcze muszę coś załatwić... Basia ma rację. Będę jutro o 7.30 tak jak się umówiliśmy. Cześć!
Wychodząc uśmiechnęła się ironicznie do Storosz. Tego było już za wiele! Podkomisarz zmrużyła oczy i z trzaskiem zamknęła drzwi za opiekunką.
- Marek! Możesz mi powiedzieć co to do cholery było? – wrzasnęła.
- Ale Basiu! nie wiem co masz na myśli? Chyba sobie nie pomyślałaś, że ona i ja... – uśmiechnął się szeroko – kochanie... jesteś zazdrosna!
- Ja? Chyba zwariowałeś! Zazdrosna! Też coś! Niby o co? Przychodzę do swojego faceta, mam dla niego niespodziankę, a on siedzi sobie jakąś lalunią i popija piwko! – spojrzała na stół, gdzie niedojedzone resztki na talerzach świadczyły o tym, iż niedawno ktoś konsumował posiłek - Ooo! I kolacyjka też była?
Brodecki nic nie powiedział tylko podszedł do niej, chwycił za głowę i namiętnie pocałował.
Storosz opierała się. Odepchnęła Marka, spojrzała na niego iskrzącym ze złości wzrokiem i spytała:
- Gdzie Krzyś?
- Śpi już! Koch... – nie dokończył, bo Baśka rzuciła się na niego całując tak, że aż ugryzła go w wargę.
- Ałłłą... Zwariowałaś?!! – krzyknął Marek
- Zamknij się! Obudzisz dziecko! – wycedziła przez zęby i wepchnęła go do łazienki ( jako, że ona była najdalej od pokoju Krzysia)
- Baśka! Co ty?
Ona jednak już nie panowała nad sobą spojrzała na Marka płonącym wzrokiem...

... i jeszcze raz go pocałowała rozrywając rękami koszulę podkomisarza tak, że guziki latały po całej łazience. Podkomisarz już się nie dziwił. Dzika namiętność z jaką Basia go całowała i pozbawiała kolejnych części garderoby udzieliła się także i jemu. Kochali się zapamiętale. Puściły wszystkie hamulce. Dali upust swoim najskrytszym pragnieniom...
Po pól godzinie było po wszystkim. Oboje zmęczeni i szczęśliwi leżeli nago na posadzce łazienki.
- Wariatka! – powiedział Marek – zazdrosna wariatka!
- Kto? ja? A żebyś wiedział! Powyrywam kłaki każdej, która będzie chciała mi ciebie odebrać... albo zamknę ją na 48 godzin do celi z lesbijkami...
Roześmiali się oboje.
- Kocham cię! Nie chce żadnej innej! Rozumiesz?
- Na pewno? – zapytała z ironią w głosie.
- Baśka! Tak! Chociaż z drugiej strony... jeśli twoja zazdrość tak się objawia, to muszę chyba codziennie przyprowadzać jakąś laskę do domu...
- Brodecki! Ty świnio! – uderzyła go koszulką, a on przyciągnął ją do siebie i pocałował.
Nagle:
- Tata?!! Dzie jesteś? – Krzyś zbliżał się do łazienki.
- O! cholera! – krzyknęła Baśka
- Zamknęłaś na zamek? – spytała spanikowany Marek próbując znaleźć swoje bokserki.
- Nie wiem! – krzyknęła Baśka zakładając koszulkę.
Oboje patrzyli jak Krzyś naciska klamkę i....

... i nic. Zamknięte.
- Uff! – odetchnęli oboje.
Podkomisarz owinął się ręcznikiem i wyszedł do syna.
- No co jest mistrzu? Czemu nie śpisz?
- Pić mi się chce! – odpowiedział mały – a co to? – pokazał na ramię Brodeckiego, który podążył wzrokiem za palcem malucha. Na skórze miał ślad po ugryzieniu, świeży ślad...
- Aaaa! To? Wiesz synku, taka jedna niegrzeczna lisiczka mnie ugryzła... – uśmiechnął się – choć idziemy się napić.
Marek dał Krzysiowi herbatki i ułożył go do spania.
W tym czasie Basia napuściła wody do wanny i nalała płynu do kąpieli. Gdy mały Brodecki już smacznie spał, duży wrócił do łazienki
- Baśka!!! Jesteś szczepiona na wściekliznę?? – żartował.
- Co? Zwariowałeś do reszty?
- Ja zwariowałem? To zobacz! – pokazał jej ślad na ramieniu, na którym można było policzyć wszystkie ząbki pani podkomisarz.
Dziewczyna zrobiła minę niewiniątka.
- No co? Nie moja wina, że z ciebie takie ciacho, które aż chce się zjeść... – uśmiechnęła się zalotnie i spojrzała w lustro wiszące za plecami Marka, bo coś przykuło jej uwagę.
- O k***a! Ale mnie poniosło! - powiedziała patrząc w lustro.
- Co? O co chodzi? – zainteresował się Brodecki.
- Spójrz na swoje plecy! – powiedziała lekko zawstydzona.
Marek zrobił jak mu kazała i spojrzał na swoje odbicie w lustrze. Na plecach miał podłużne, czerwone szramy po basinych paznokciach.
- O żesz ty! – powiedział – podrapałaś mnie do krwi! Ty diablico jedna! – zbliżył się do niej i zaczął udawać, że chce ją udusić, ale..
- Posuń się! – rzekł i wszedł do wanny zdejmując wcześniej ręcznik. Usiadł tyłem do Basi.
- Kochanie... przepraszam... – mówiła patrząc na „swoje dzieło”.
Lekko dotknęła jednej szramki pytając:
- Boli?
- Ałłła ...pewnie! – uśmiechnął się.
„ Symulant jeden!” – pomyślała i zaczęła całować go po plecach.
- A teraz lepiej? – spytała
- Ooo! Tak! Kocham cię, wiesz?
Storosz znieruchomiała na chwilę jakby nad czymś się zastanawiając. Przytuliła się do niego mocno.
- Wiem... – wyszeptała.

Gdy podkomisarze baraszkowali w wannie, ktoś stojąc po drugiej stronie ulicy wpatrywał się w okna mieszkania Brodeckiego. Wokół panowała ciemność, więc można było tylko zobaczyć czerwoną kropeczkę żarzącego się papierosa, którego ten ktoś palił. Po chwili punkcik wylądował na chodniku i zniknął pod czyjąś stopą. Wśród wieczornej ciszy dało się tylko słyszeć oddalające się kroki, które odbijały się echem od ścian okolicznych budynków.
Następnego dnia rano podkomisarze szykowali się do pracy. Mieli świetne nastroje. Krzyś jeszcze smacznie spał. Marek szedł właśnie do pokoju po skarpetki gdy zauważył torbę, którą Basia wczoraj przyniosła.
- Kochanie? Co tam masz w tej torbie?
- Upsss! Zapomniałam! – powiedziała i podeszła do Marka – to niespodzianka. Mój brat przejeżdżał wczoraj przez Warszawę i przywiózł mi wałówkę z Przemyśla.
Otworzyła torbę i wyjęła z niej trzy słoiki z ogórkami kiszonymi. Marek od razu jeden otworzył i zabrał się za jedzenie.
- Jezu! Baśka! Te twoje ogórki są po prostu... genialne! (nie mogłam się powstrzymać )
- Nie moje, nie moje! Tata zrobił – uśmiechnęła się.
W tym momencie usłyszeli dzwonek do drzwi.
- Ja otworzę! – wyrwała się Basia i pobiegła do przedpokoju.
To co zobaczyła po otwarciu drzwi odebrało jej chwilowo mowę. Na progu mieszkania Brodeckiego stała Magda. Ubrana była w czerwony, bardzo kusy kostiumik.
- Dzień dobry! – odezwała się dziewczyna lekko zaskoczona widokiem podkomisarz. Miała nadzieję, że otworzy jej Marek.
- A, to ty! Proszę wejdź! – powiedziała Basia i usunęła się aby wpuścić Magdę.
Znowu spojrzała na Baśkę. Storosz wyczytała, a raczej wyczuła, że jest to bardzo nieszczera osoba.
- O! Magda, już jesteś? – ucieszył się Brodecki.
- Tak! A co myślałeś? Że się przestraszę? – mówiąc to popatrzyła na Storosz – jestem na twoje rozkazy podkomisarzu! – uśmiechnęła się zalotnie do niego.
Marek nic nie powiedział tylko spojrzał na Baśkę, która starała się opanować. Przychodziło jej to z trudem, ale udało się.
„Poczekaj no! Powyrywam ci te czarne kłaczki jeśli go tkniesz!” – pomyślała.
- No dobra! Czas do pracy! Krzyś jeszcze śpi, ale myślę, że się ucieszy gdy cię zobaczy.
- Kochanie! Musimy już wychodzić...
- Ok.! Magda, to moja wizytówka, jak będziesz miała z Krzysiem jakieś problemy to dzwoń... Cześć! Będziemy koło 18.
Podkomisarze wyszli, a Magda została sama z Krzysiem, który właśnie się obudził. Przytuliła chłopca gdyż zaczął płakać.
- Cześć kochanie! Tatuś niedługo wróci, a mamusia się tobą zajmie.....

Na komendzie.
Nie było żadnej sprawy, więc podkomisarze siedzieli i nadrabiali zaległości papierkowe. Adam jak zwykle gdzieś się ulotnił.
Kolejny raz już tego dnia zadzwonił telefon Marka.
- Brodecki słucham? Ach to ty! Jest w szafce na środkowej półce po lewej stronie. No nic nie szkodzi, pa!
Tyle usłyszała Basia, w której aż się gotowało.
- Co? Znowu ona? Już chyba z pięć razy dzwoniła. Trzeba jej było wczoraj wszystko pokazać!
- Baśka, o co ci chodzi, co?
- Mi? O nic! Przeszkadza mi w pracy!
- Ach tak? Przyznaj się, że po prostu jesteś zazdrosna!
- Zazdrosna! Nie bądź śmieszny! Wkurza mnie tylko, bo ciągle mnie dekoncentruje! Trzeba jej było wczoraj pokazać co i jak, a nie szykować kolacyjkę!
Wstała z impetem.
- Idę się przewietrzyć! – wyszła z komendy.
- Baśka, Baśka! – westchnął Marek ze smutkiem.

Podkomisarz chodziła po ulicy bez celu. Spacerek dobrze jej zrobił. Przemyślała to i owo. Stwierdziła, że nie ma o co być zazdrosna. Sama nie rozumiała czemu tak się zachowuje. Intuicja jej podpowiadała, że Magda jest zła osobą, intrygantką. Ufała Markowi, ale jej za grosz. Postanowiła, że porozmawia z nim o tym. Po godzinie wróciła na komendę wstępując jeszcze gdzieś po drodze. Po cichutku weszła do kanciapy. Brodecki nawet nie podniósł wzroku znad akt.
- Marek? – stanęła przy jego biurku.
- Marek? Spójrz na mnie, co? – spytała delikatnie, jednak odpowiedziała jej cisza.
- Przepraszam cię... nie wiem co mi się stało... nie mam nic na swoje usprawiedliwienie poza tym, ze tak strasznie cię kocham...
Marek nadal nie podnosił wzroku, ale przestał pisać. Basia westchnęła i położyła mu na biurku bukiecik stokrotek (podobny do tego, który on jej dał).
Chciała już odejść, gdy Marek chwycił ją za nadgarstek. Spojrzał jej w oczy i powiedział:
- Basiu... już dobrze... co prawda nie wiem skąd u ciebie takie zachowanie, bo przecież nie dałem ci żadnego powodu do zazdrości (akurat...), to wybaczam ci. Proszę, nie kłóćmy się więcej, dobrze? – posadziła ją na swoich kolanach – kocham cię i nic tego nie zmieni (kłamca!). rozumiesz?
- Tak! – powiedziała ze łzami w oczach i pocałowała Brodeckiego – ale...
- Nie ma żadnego ale!
- Ale ja muszę z tobą o czymś porozmawiać....
- Tak?
W tym momencie do kanciapy wpadł Adam.
- Zbierajcie się! Mamy sprawę! W piwnicy, w jednym z bloków na Żoliborzu znaleźli zwłoki małego chłopca...
- O! cholera! – krzyknęli podkomisarze i wybiegli za Zawadą.
Mieszkanie Brodeckiego.
Krzyś spał jak aniołek, a jego opiekunka w tym czasie „rozglądała” się po mieszkaniu. Przebrała się w koszulkę Marka (tę, w której spał tej nocy...) i oglądała jego osobiste rzeczy. Zaczęła przeglądać zdjęcia znalezione w szufladzie. Gdy natknęła się na zdjęcie Basi zamyśliła się nad nim chwilę i powiedziała do siebie:
- Już niedługo... już niedługo będziesz należeć do przeszłości...
Następnie wzięła zdjęcie Marka z Krzysiem i schowała do swojej torebki.

Sprawa znalezionych zwłok dziecka nie należała do najprostszych. Po wstępnych przesłuchaniach nie mieli nic. Ludzie albo nic nie wiedzieli, albo nic nie chcieli mówić.
Było już późno, więc Zawada pozwolił podkomisarzom zmyć się. Oboje byli w podłych nastrojach, a ta sprawa jeszcze bardziej ich dołowała.
- Cholera! Nienawidzę takich spraw! Gdyby coś stało się Krzysiowi, to... – oparł czoło o kierownicę.
Basia położyła mu rękę na ramieniu i powiedziała:
- Wiem... i właśnie dlatego powinieneś uważać... chciałabym o czymś z tobą porozmawiać...
Marka zdziwiły jej słowa. Spojrzał na nią pytająco.
- Uważam, że ta opiekunka nie jest dobrym wyborem – powiedziała stanowczo.
- No tak... a ty znowu swoje! – przewrócił oczami Brodecki.
- Marek... Posłuchaj! Ona jest jakaś dziwna, nie ufam jej!
- Po prostu jesteś zazdrosna! Przyznaj się wreszcie do tego i skończmy z tym! – krzyknął podkomisarz.
Basia posmutniała ale kontynuowała:
- Nie, nie jestem! Przemyślałam to i zrozumiałam, że to nie jest zwykła zazdrość... Przecież ja taka nie jestem. Intuicja mnie ostrzega...
- Czy ty słyszysz co ty mówisz? – denerwował się Marek – przecież to jakieś bzdury!
- Nawet jej nie sprawdziłeś! Zdążyłeś ją poznać i już zaprosiłeś do swojego domu i do swojego życia! Taki z ciebie policjant? Zobaczysz, że będą przez nią kłopoty...
- Skończyłaś? Nie będę tego wysłuchiwał! Nie wiem co cię napadło? Czemu tak się uwzięłaś?
- Ty nic nie rozumiesz!! Ja wierzę w swoją intuicję! Jeszcze nigdy mnie nie zawiodła...
- Dobra! Nie będę dłużej z tobą gadać! Gdzie cię podwieźć?
- ...[cisza]....
- Baśka!
W tym momencie zadzwonił jej telefon.
- Storosz słucham? – powiedziała trochę drżącym głosem – co?!! Jak to się stało?!! Dobrze!!! Zaraz jadę! Dziękuję!
- Co się dzieje? - zaniepokoił się Marek
- Agata... miała wypadek... tzn. ktoś ją napadł... Zawieź mnie natychmiast na dworzec...
- Dobrze! Ale co z nią?
- Nie wiem! Możesz już jechać?
Marek nic nie powiedział tylko ruszył. Po 15 minutach byli na dworcu. Storosz rzuciła tylko zwykłe „cześć” i wybiegła z samochodu. Była zła na niego. Nie wierzył jej, ale teraz najważniejsza była Agata. Na szczęście autobus do Przemyśla miała za 5 minut.
Podkomisarz także był zły. Nie rozumiał czemu Baśka uwzięła się na tę przemiła dziewczynę. Gdy tylko Storosz wyskoczyła z samochodu ruszyła z piskiem opon nawet się nie oglądając.
Ona w ostatniej chwili odwróciła się, lecz jego już nie było. Westchnęła i wsiadła do autobusu.
 
   
El 
VIP



Pomogła: 1 raz
Wiek: 31
Dołączyła: 19 Kwi 2008
Posty: 1823
Skąd: Mazury
Wysłany: 2009-01-19, 23:24   

Kłopoty na horyzoncie. Facet, jak to bywa u facetów, ślepy jak nietoperz :roll: A Baśka to pewnie z pod znaku ryby, podobno mają takie osoby nadzwyczajna intuicję ;-)
Proszę o natychmiastowy, ponaddźwiękowy cedek :-D
_________________
Ze swojej drogi zejdę,
Będę z Tobą.
I w najlepszej z chwil i najgorszej też
Będę z Tobą.
Jak i w pierwszym, tak i w ostatnim dniu
Będę z Tobą...
Z Tobą.
 
 
   
3M 
VIP



Wiek: 26
Dołączyła: 18 Kwi 2008
Posty: 1509
Skąd: radomsko <-> kraków
Wysłany: 2009-01-20, 01:30   

mimo ze pamiętam co dalej mniej więcej chce jeszcze i pisz nowe potem wklejaj ;D
_________________

 
 
   
Goldmoon
Nowa postać



Dołączył: 26 Gru 2008
Posty: 12
Wysłany: 2009-01-20, 22:07   

Mijały dni. Kryminalni rozwiązali zagadkę śmierci chłopca bez pomocy Basi, która cały czas była z rodziną. Okazało się, że chłopca pobił na śmierć konkubent jego matki, który niedawno wyszedł z więzienia i zastraszył cała okolicę.
Natomiast Agata czuła się lepiej. Nic groźnego jej się nie stało. Lekkie wstrząśnienie mózgu i kilka zadrapań. Bandyta, który ją napadł i ukradł komórkę wpadł przy próbie jej sprzedaży.
Chociaż sprawa była wyjaśniona, Baśka postanowiła pobyć trochę z siostrą. Poza ty miała żal do Marka i nie chciała na razie się z nim widzieć. Wysłała mu tylko sms’a, że z Agatą wszystko OK. Brodecki odpisał, że u nich też wszystko w porządku. Później już się nie kontaktowali.
Choć oboje tęsknili, jednak żadne nie chciało włożyć dumy w kieszeń i wyciągnąć ręki jako pierwsze.
Marek podczas nieobecności Basi rzuciła się w wir pracy. Chciał w ten sposób zabić tęsknotę i poczucie winy, które w sobie nosił. Uważał, że za ostro ją potraktował lecz to ona powinna pierwsza go przeprosić i przyznać, że jest zazdrosna. Nie wierzył w tę jej tzw. „intuicję”.
„To jakaś kompletna bzdura!” – myślał.
Magda wyczuła w tym wszystkim szansę dla siebie. Od pierwszego spotkania w sklepie, wiedziała, że Marek to mężczyzna jej życia. Zawsze miała skłonności do przesady, a ostatnio zaczęło zmieniać się to w chorobliwą obsesję. Od kilku miesięcy, czyli od spotkania w sklepie, śledziła podkomisarza. Była sprytna i zwinna dlatego Brodecki się nie zorientował.
Po tygodniu wiedziała o nim wszystko. Wtedy to właśnie Patrycja go zostawiła. Magda była tam, przed jego blokiem gdy dowiedział się, że jego narzeczona wyjechała z kochankiem i zabrała Krzysia. Wymieniła nawet spojrzenia z Zawadą, który czekał na Marka (pamiętacie?)

{Marek wbiegł do klatki, a Adam wysiadł z samochodu aby rozprostować kości. Nieopodal przechodziła piękna długonoga brunetka w kusej spódniczce i szpilkach. Adam chcąc nie chcąc (ale bardziej chcąc) obejrzał się za nią, a ona przechodząc obok posłała mu bardzo zmysłowe spojrzenie.
Komisarz uśmiechnął się do siebie i pomyślał: „Chyba jeszcze nie jestem taki stary?”.}


I wtedy pojawiła się Basia w życiu podkomisarza. Magda od razu ja znienawidziła i nie dawała za wygraną. Dowiedziała się co nieco o niej i o jej rodzinie. Wystarczyło tylko zapłacić jakiemuś szczeniakowi za poturbowanie młodszej Storoszówny i na jakiś czas miała Basie z głowy. Szczęście zaczęło sprzyjać Magdzie. Jej pojawienie się w życiu dwójki zakochanych wprowadziło sporo zamieszania. Jako przyszły psycholog Magda dobrze wiedziała co Basia o niej myśli. Zorientowała się, że podkomisarz ją rozszyfrowała. Nie myślała jednak, że Storosz sama się pogrąży w oczach Marka. Do tego jeszcze ten wyjazd... Wszystko zaczęło się układać.
Postanowiła zdobyć Marka za wszelką cenę, a nieobecność Basi tylko jej w tym pomagała.
Dni mijały a ona coraz bardziej wkradała się w życie podkomisarza. Spędzali ze sobą i z Krzysiem bardzo dużo czasu. Zostawała na noc, gdy Marek pracował. Czuła się jak u siebie. Starała się jak najlepiej przypodobać chłopakowi. Gotowała, sprzątała, a nawet uprała jego rzeczy. To jednak nie spotkało się z aprobatą podkomisarza.
Sam czuł się świetnie w towarzystwie Magdy. Rozumiała go, wspierała i podnosiła na duchu. Nieświadomy niczego zwierzał jej się ze swoich smutków. Magda coraz bardziej wdzierała się w duszę podkomisarza. Dziewczyna myślała, że zdoła rozkochać w sobie Marka, lecz on cały czas myślał o Basi. Przedłużająca się rozłąka sprawiała, że cierpiał i tęsknił. Kilka razy prawie się przełamał by do niej zadzwonić, ale w ostatniej chwili rezygnował. Im dłużej to trwało tym było trudniej. Czuł się zraniony i nie zrozumiany. Szukał ukojenia w rozmowach z Magdą.
Ona natomiast udawała, że doskonale rozumie jego rozterki. Przy każdej okazji bardzo umiejętnie wzbudzała w Marku wątpliwości. Marek w to nie wierzył, ale ziarno wątpliwości zostało w nim zasiane i zaczęło kiełkować.
Tymczasem Basia też bardzo tęskniła. Każdego dnia ostatkiem silnej woli powstrzymywała się od telefonu do niego. Mijał właśnie drugi tydzień od wyjazdu, gdy Agata widząc w jakim jest stanie jej siostrą zażądała od niej aby natychmiast zadzwoniła do Brodeckiego. Basi nie trzeba było długo namawiać, gdyż potrzebowała tylko małej sugestii. Wybrała numer Marka i z bijącym sercem czekała aż usłyszy jego głos w słuchawce. Po kilku sygnałach ktoś odebrał ...
- Halo? – usłyszała damski głos. Od razu go rozpoznała.
- O! cześć Magda! – powiedziała trochę zaniepokojona Storosz- czy jest tam gdzieś Marek?
- Marek? Marek jest... pod prysznicem. Może ja coś przekażę?
- Powiedz mu tylko, że dzwoniłam, ok.?
- Ok.! Baśka? Marek mnie prosił, żebym Ci przekazała, że masz do niego nie dzwonić więcej. Rozumiesz? Daj nam spokój!
- Co? Nie wierzę ci! Niech mi to powie prosto w twarz, a nie wysługuje się kimś takim jak ty! Żegnam! – powiedziała Baśka i rzuciła komórkę na łóżko.
Po chwili wybiegła z domu i poszła do pobliskiego parku. Usiadła na ławce i próbowała opanować emocje. Czuła złość, rozczarowanie, niedowierzanie, a przede wszystkim żal.
Rozum podpowiadał jej, że to nie prawda. Przecież Marek taki nie jest. Z drugiej zaś strony serce krwawiło z żalu, tęsknoty i bólu. Basia czuła się jak w potrzasku. Nie umiała pogodzić serca z rozumem.
Próbując podjąć jakąś decyzję i znaleźć kompromis przesiedziała w parku do wieczora. Postanowiła tylko, że musi wrócić i porozmawiać z Markiem w cztery oczy. Decyzja ta sprawiła jej ulgę, choć bała się tego co może wyniknąć z tej rozmowy. Nie wierzyła w to co powiedziała jej Magda. Chciała to usłyszeć od Marka choćby się okazało, że to prawda.

W tym samym czasie w mieszkaniu Brodeckiego.
Marek rzeczywiście brał prysznic. Miał ciężki dzień, a noc zapowiadała się jeszcze gorzej. Chciał więc trochę się odprężyć. Podczas kąpieli podjął decyzję, że jeszcze dziś zadzwoni do Basi. Nie można dłużej się tak zachowywać. Gdy suszył głowę wydawało mu się, że dzwoni jego komórka.
Wyszedł z łazienki i od razu spytał Magdy:
- Czy mi się zdawało, czy mój telefon dzwonił?
Dziewczyna spojrzała na niego ze smutkiem i powiedziała:
- Tak... nie gniewaj się ale odebrałam, bo dzwoniła Basia. Nie chciałam, żeby sobie pomyślała, że nie masz ochoty z nią rozmawiać. Teraz myślę, że jednak źle zrobiłam.….
- Co? Basia dzwoniła? – złapał za telefon i już chciał oddzwonić, ale Magda chwyciła go za rękę i rzekła:
- Nie rób tego! Ona prosiła żebym ci przekazała, że między wami koniec i ... żebyś nie dzwonił... Bardzo mi przykro... wiem jak ci zależało...
Brodecki nie mógł uwierzyć w to co usłyszał. Otępiały aż usiadł na kanapie. Słowa „z nami koniec” odbijały się niczym echo w jego głowie. Serce mu jednak mówiło, że to nie prawda. W tej samej chwili gdy Basia podjęła decyzję o rozmowie z Markiem, on doszedł do tego samego wniosku.
- Muszę z nią porozmawiać... to nie może być prawda, może coś źle zrozumiałaś?
- Przykro mi... ale tak właśnie powiedziała... – podeszła do niego i objęła delikatnie – ona na ciebie nie zasługuje... czas żebyś to dostrzegł...
Marek nie chciał tego słuchać. Odepchnął dziewczynę i poszedł do łazienki. Obmył twarz zimną wodą, wyszedł i powiedział do Magdy:
- Przepraszam cię! Źle się zachowałem... jesteś dla mnie taka dobra i wyrozumiała [bllleee]
- Marek... to normalne zachowanie... przeżyłeś szok... nie gniewam się ...a teraz idź już bo się spóźnisz! Będę czekać rano ze śniadaniem... – uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Dzięki! – odwzajemnił uśmiech lecz bardzo smutny, po czym ucałował śpiącego już Krzysia i wyszedł.
Siedział jeszcze chwilę w samochodzie. Następnie ruszył z piskiem opon.

Magda była z siebie dumna. Jej plan powolutku się spełniał. Najtrudniejsze było już za nią. Teraz wystarczyło tylko zrobić coś aby nie dopuścić do rozmowy podkomisarzy.
To był prostsze niż początkowo sądziła. Wpadł jej do głowy pewien pomysł...

Popołudnie następnego dnia. Komenda Stołeczna. Kanciapa Kryminalnych.
Chłopaki mieli dużo pracy. Tego dnia doszło do potrójnego morderstwa. Zabójca musiał być w okolicy, ponieważ znał każdy ruch policji. Dzwonił na komendę z różnych automatów i zapewniał, że to nie koniec. Kryminalni deptali mu po piętach jednak on ciągle się wymykał. Teraz siedzieli w kanciapie opracowując plan działania. Koleś nie dzwonił już od dwóch godzin, więc mieli trochę czasu żeby zamienić parę słów ze sobą.
Zawada widział, że z Markiem jest cos nie tak. Miał smutne oczy i był bardzo nerwowy. Miał wyrzuty sumienia, ponieważ ostatnio zaniedbał przyjaźń z Brodeckim. Zajmował się swoim życiem osobistym. I to z dobrym skutkiem, bo oświadczył się Izie a ona go przyjęła. Wreszcie udało mu się wyznać jej co naprawdę czuje. Postanowił teraz zająć się przyjacielem i dowiedzieć się co tam u jego zuchów. Zapytał więc:
- Hej! Marek? Co ty dziś taki nie w sosie? Baśka zezłościła? – zażartował.
- Nie twój interes! – odpowiedział Brodecki nie odrywając wzroku znad akt.
- Oooo! Widzę, że sprawa jest poważniejsza niż myślałem. Pewnie tęsknisz za nią, co?
- Adam... daj spokój! Jestem zajęty!
- Aha! Czyli coś tu śmierdzi! Powiesz mi sam czy mam to z ciebie wyciągać na siłę?
Brodecki oderwał się wreszcie od pisania i spojrzał na Zawadę.
- Adam... doceniam twoją troskę, ale to nie jest twoja sprawa! Rozumiesz? To tylko i wyłącznie sprawa między mną i nią, więc skończmy już ten temat, dobrze?
- Ok.! nie denerwuj się! – zmartwił się Zawada.
Pomyślał sobie:
„I tak przyjdziesz z tym do mnie... żeby tylko nie było za późno...”

Gdzieś na Śląsku...
Płatki śniegu delikatnie opadały na pogrążony jeszcze we śnie park. Była taka cisza, że aż dzwoniło w uszach. W oddali zamajaczyła jakaś postać. W miarę upływu czasu była coraz bardziej widoczna. Mężczyzna ubrany w granatowy dres, czapkę zaciągniętą na uszy, grube rękawiczki biegł po alejce wysypanej piaskiem. Wśród ciszy dało się słyszeć chrupanie śniegu pod ciężkimi butami biegnącego oraz jego miarowy oddech. Gdy mijał pierwszego w tym dniu napotkanego przechodnia zadzwoniła jego komórka, zatrzymał się i próbując złapać oddech wyciągnął telefon z kieszeni. Zobaczył na wyświetlaczu jakiś nieznany numer.
- Łukasz Strzelecki...[tu odetchnął parę razy]... Słucham?

Komenda Stołeczna.
W kanciapie kryminalnych aż wrzało. Doszło do kolejnych morderstw, a oni kręcili się w kółko. Zawada był wściekły.
- K**wa! Nie po to zostałem psem, żeby kręcić się w kółko i wąchać swój ogon! Krew mnie zalewa! A ty Brodecki weź się w końcu do roboty, a nie myślisz o niebieskich migdałach!
- Cholera! Przecież robię za dwóch! O co ci chodzi?!! Możesz wyżywać się na kimś innym? To nie moja wina, że ten palant znów zabija!!! – wydzierał się Marek.
Podkomisarz podszedł do okna, bo nie chciał się kłócić. Sam był nieźle wkurzony całą tą sytuacją z Baśką, a teraz jeszcze ta cholerna sprawa.
Adam tylko spojrzał i nic nie mówiąc wszedł do swojej kanciapki trzaskając drzwiami.
Gdy Brodecki tak stał i patrzył na dziedziniec komendy wjechała super „wypasione” auto. Ku jego zaskoczeniu ze środka wysiadł nie kto inny tylko Basia. To ona prowadziła. Podkomisarz zrobił oczy w pięć złotych i obserwował dalej.
Drzwi od strony pasażera otworzyły się i wysiadł wysoki, przystojny blondyn. Podszedł do Baśki. Zaczęli rozmawiać. Niestety Marek nie słyszał nic a nic.
- Dzięki Marcin! Dobrze, że jechałeś do tego swojego Gdańska, bo oszczędziłam na bilecie hehe i mogłam poszaleć tym twoim cudem!
- Nawet gdybym nie jechał to i tak bym cię odwiózł. Nie pozwoliłbym, żeby moja mała siostrzyczka tłukła się autobusem, chociaż jest dzielną policjantką – uśmiechnął się szeroko.
- No nie! Wciąż traktujesz mnie jak małą dziewczynkę! Ale teraz już jedź, bo ta twoja nowa „narzeczona” się zniecierpliwi!
- Jaka narzeczona? Oszalałaś? Po prostu znajoma!
- Taaa! Ty się nigdy nie zmienisz! Trzymaj się i szerokiej drogi!
- Pa! Maleńka!
Marcin ucałował siostrę i mocno ja przytulił. Całą tę scenę oczywiście obserwował Brodecki. Trzeba dodać, że on nigdy nie widział nikogo z rodziny Storoszów poza Agatą.
Zacisnął szczęki ze złości, a dłonie w pięści. Zobaczył ja, swoją Basię, z innym facetem. Fala zazdrości spłynęła na niego jak grom z jasnego nieba. Odszedł od okna, usiadł przy biurku i z furią zaczął walić w klawisze komputera.
Basia zmierzała korytarzem do kanciapy. Tymczasem Marcin zdążył jeszcze zagadnąć jakąś piękną policjantkę (lowelas jeden). Stali przy samochodzie i flirtowali.
Storosz weszła do kanciapy. Spojrzała na Marka. Na odległość widać było, że siedzi zły jak osa. Zawada to samo.
- Oooo! Jesteś wreszcie! Przypomniałaś sobie o nas? Jak miło! – iskrzył Brodecki.
- Nie bądź złośliwy! Myślałam, że ci przeszło, ale widzę, że jest gorzej!
- No i po co ta gadka? Nie będę z tobą dyskutował! Lepiej wracaj do tego swojego przydupasa, który cię tu dziś przywiózł! Teraz wiem, że Magda miała rację! – grzmiał Marek.
- Wiesz co? Ty też masz rację! Cześć! – krzyknęła i wyszła.
- Baśka! Zaczekaj! – zawołał za nią Zawada, który wybiegł zza swojego biurka.
Ona jednak nie zamierzała wracać. Wybiegła z komendy i krzyknęła do Marcina:
- Dobrze, że jesteś jeszcze! Możesz mnie stąd zabrać?
- Ale coś się stało? Wyglądasz jakbyś miała zaraz mnie zabić?
- Nie pytaj! Jedź! – rozkazała.
- Ok.! – pożegnał się z tą laska i wsiadł za kierownicę.
Odjechali gdzieś w nieznanym kierunku.

Tymczasem w kanciapie.
- Coś ty jej zrobił? – zirytował się Adam.
- Ja? Nic a nic! To ona mnie zdradza! Sam zobacz! Przyjechała z jakimś gościem i obściskuje się z nim na ulicy!
Zawada na te słowa wyjrzał przez okno. Zobaczył chłopaka i wrzasnął:
- ty idioto! Przecież to jej brat!
- Cooo? Jak to brat?
- Normalnie! BRAT! Ogłuchłeś? Bożeee! Z kim ja pracuję?!! – krzyknął i zamknął się u siebie.
- Brat? – powtórzył z niedowierzaniem Brodecki.
Usiadł na krześle i dopiero to do niego dotarło.
- O ja pie***lę! Ale za mnie debil! – skrył twarz w dłoniach.


W samochodzie Marcina.
- Możesz mi powiedzieć co się stało? – zapytał zniecierpliwiony.
- Nic! Po prostu jedź... Jedź na bulwary wiślane! – wydarła się na niego.
- OK.! Nie wrzeszcz!
Po kilku minutach znaleźli się nad Wisłą. Marcin znał Warszawę, ponieważ tu studiował. Baśka wyleciała z samochodu niczym strzała. Szybkim krokiem poszła nad brzeg rzeki. Gotowała się w niej, a do oczu napłynęły łzy. Łzy bezradności, żalu i niesprawiedliwości.
„Boże! Czy to musi tak boleć?” – myślała – „Czy to możliwe, żeby ukochana osoba mogła tak ranić?”
W tym momencie poczuła na swoich ramionach męskie dłonie. Marcin mocno przytulił siostrę widząc w jakim jest stanie.
- Obiję mu gębę! Skrzywdził cię , więc sobie z nim pogadam w cztery oczy! Nikt nie będzie doprowadzał mojej siostrzyczki do łez! Nikt, rozumiesz?
- Marcin... to nie tak! On po prostu chyba mi nie ufa! Na pewno tego nie chciał!
Basia była w doskonałych relacjach z bratem, który wiedział o niej wszystko... no, prawie wszystko. O Brodeckim dowiedział się już dawno. Cieszył się wtedy razem z siostrą, a teraz razem z nią, a raczej za nią się wściekał.
- Przestań go bronić! Nie powinien się tak zachowywać!
- Ale.. ty nie wiesz wszystkiego o nim... Marek rozstał się z Patrycją, bo ... ona go zdradziła. Pewnie dlatego trudno mu jest teraz zaufać kobiecie... Ja to rozumiem... Martwi mnie jednak coś innego... Nie podoba mi się ta opiekunka. Ona jest jakaś dziwna...
- Mówiłaś o tym Markowi?
- Tak... ale on uważa, że po prostu jestem zazdrosna. Nie wierzy w moją intuicję...
- No tak! Szczerze mówiąc ja też bym nie uwierzył, gdybym już parę razy na własnej skórze nie przekonał się, że ona naprawdę działa – uśmiechnął się do niej szeroko – to typowe dla nas ...facetów. On po prostu tego nie rozumie. Chcesz, to z nim pogadam.
- Nie! Dzięki! Jeszcze zrobicie sobie krzywdę... – uśmiechnęła się.
Marcin zawsze działał jak balsam na jej duszę. Uspokoiła się. Znów poczuła, że wszystko będzie OK.
- Zawieziesz mnie do domu? – spytała niepewnie.
- Jasne! – uśmiechnął się, przytulił dziewczynę i w objęciach ruszyli w kierunku samochodu.
Byli już niedaleko ulicy, przy której mieszkała Basia. Jak dotąd siedziała zapatrzona w okno i nie odzywała się. Marcin stwierdził, że da jej chwilę na przemyślenia i także milczał. Po chwili Basia odezwała się:
- Marcin! Zatrzymaj się tutaj!
- Dobrze, ale o co chodzi?
- Chciałabym się trochę przejść, nie pogniewasz się?
- No coś Ty! Trzymaj się siostra! Dzwoń o każdej porze jakbyś chciała pogadać, OK.?
- Dobra! Dzięki za wszystko! - schyliła się i pocałowała brata w policzek, po czym wysiadła z auta i z rękami w kieszeniach skierowała kroki w stronę swojej ulicy.
W zamyśleniu doszła aż pod swoją klatkę. Oparła się o barierkę przy schodach. Była tak pogrążona w myślach, że nie zwróciła uwagi, że ktoś ją obserwuje. Ktoś podszedł do niej od tyłu i zakrył jej oczy dłońmi szepcząc:
- Zgadnij kto to?
Baśka przestraszyła się i sięgnęła po broń. Wyrwała się, odwróciła i wymierzyła do napastnika. Po chwili opuściła broń patrząc z niedowierzaniem.
- Łukasz? To ty? A co ty tu robisz? – pytała zaskoczona podkomisarz.
- Cześć! Przyjechałem do ciebie! – uśmiechnął się szeroko.
- Do mnie? Ale jak to? – pytała.
- Nie no! Żartowałem... mam w stolicy sprawę do załatwienia... prywatną. I pomyślałem, że odwiedzę ciebie – uśmiechnął się ponownie.
- Świetnie! Bardzo się cieszę!
- Ja też – powiedział i pocałował zaskoczona Basię.
Po kilku sekundach dziewczyna odzyskała panowanie nad sobą i odepchnęła Strzeleckiego mówiąc:
- Łukasz! Zwariowałeś? Co ty robisz?
- Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać... Wybacz...
- ...OK.! W porządku! Ale nie rób tego więcej! Wejdziesz na herbatę? Zimno jest...
- Dzięki! Z przyjemnością!
Storosz wyjęła klucze i oboje weszli do klatki.
Całe to zdarzenie obserwował jeszcze ktoś... Gdy Basia z Łukaszem zniknęli za drzwiami klatki schodowej, srebrna toyota ruszyła z piskiem opon z podwórka.
Kilka metrów dalej zwolniła, a przez okno wyleciał wpadając wprost do kosza na śmieci przepiękny bukiet ciemnoczerwonych róż...

Mieszkanie Storosz.
Basia robiła w kuchni herbatę. Łukasz tymczasem rozgościł się w salonie z Kojakiem na kolanach. Głaszcząc go przypomniał sobie tę dziwną rozmowę z obcą mu osobą...

„- Łukasz Strzelecki słucham?
- Dzień dobry! Panie Łukaszu pan mnie nie zna, ale ja za to pana bardzo dobrze z opowieści mojej przyjaciółki – Basi Storosz.
- Basi? A coś się stało? Coś z nią?
- Nie, nie, nie! Proszę się uspokoić! Wszystko OK.! to znaczy prawie... Dzwonię, bo nie mogę patrzeć jak ona się męczy... Jest zakochana i nie może sobie z tym poradzić...
- Ale co ja mam z tym wspólnego? Jak mógłbym jej pomóc?
- No właśnie do tego zmierzam. Ona pana kocha... Nigdy się do tego nie przyzna, ponieważ się boi... Boi się porażki. Dlatego ja postanowiłam zadzwonić w jej imieniu.
- Co? To jakiś żart? Basia mnie kocha? – pytał zaskoczony.
- Nie, to nie jest żart. Proszę pana, żeby pan coś z tym zrobił i pod żadnym pozorem nie może się pan wygadać, że pan wie. Wtedy już zupełnie zamknie się w sobie. Myślę, że najlepiej byłoby gdyby pan przyjechał do Warszawy.
- ...Yyyy... Zaskoczyła mnie pani! Nie spodziewałem się takiej nowiny, ale dziękuję! Przyjadę jak najszybciej się da...
- Dziękuję panie Łukaszu! Nawet pan nie wie jaką radość jej pan sprawi!
- Nie, to ja dziękuję! A jak pani ma na imię?
- ....... – rozłączyła się.”


Strzelecki uśmiechnął się pod nosem na wspomnienie tej rozmowy. Pamiętał, jakby to było wczoraj, gdy pierwszy raz ujrzał Basię. Te jej oczy... Zanim się zorientował wpadł po uszy. Nigdy jednak nie odważył się powiedzieć Storosz co czuje. Z resztą przeczuwał, że jej serce należy do kogoś innego. A teraz... Jak mógł się tak pomylić? Gdyby wtedy zebrał się na odwagę byliby już dawno razem. [pomarzyć każdy może , nie?]
„ To nic...” – pomyślał – „teraz wszystko się ułoży”

W tym momencie weszła Basia z herbatką i ciastkami. Postawiła wszystko na stole. Łukasz cały czas ją obserwował, nie odrywał od niej wzroku.
- Łukasz! Przestań tak na mnie patrzeć, bo zaraz coś wyleję... – uśmiechnęła się.
- Przepraszam... – zawstydził się - ... ale nie mogę... Jesteś jeszcze piękniejsza niż wtedy na Śląsku...
- To było tak dawno... Nie chcę o tym pamiętać... Rozumiesz, prawda?
- Oczywiście... nie wspominajmy o tym. Przyjechałem odwiedzić kumpla ze Szkoły Oficerskiej. Pracuje w Głównej. W związku z tym mam do ciebie ogromną prośbę...
- Tak? Jeśli tylko będę mogła, to ci pomogę. Tyle ci zawdzięczam... – zamyśliła się i łzy stanęły jej w oczach na wspomnienie wydarzeń ze Śląska.
- Ej! Basiu, Barbórko... – Łukasz objął ją i przytulił.
Ona wtuliła się w niego i zamknęła oczy. Przez chwilę siedzieli tak nic nie mówiąc. Dziewczyna uspokoiła się. Czując męskie ramię, które ją przytulało pomyślała:
„Boże... Marek jak ja za tobą tęsknię...”. odsunęła się od Strzeleckiego i spojrzała na niego.
- Przepraszam... – powiedziała – to co to za prośba?
- No właśnie... Chciałem odwiedzić kumpla, ale nie znam Warszawy więc... Chciałbym cię prosić, żebyś była moim przewodnikiem. Co ty na to?
- No jasne! To żaden problem! Mam nawet jeszcze trzy dni urlopu. A gdzie się zatrzymałeś?
- W hotelu „Czarny kot”.
- Zaprosiłabym cię do siebie, ale... wolałabym teraz być sama. Mam zły okres w życiu. Rozumiesz?
- Basiu, ja nawet nie śmiałbym cię prosić o to. Zresztą kumpel na pewno mnie ugości, więc nie ma problemu. A co się dzieje u ciebie? Coś nie tak?
„ Boi się mnie... nie chce zostać ze mną dłużej sam na sam. Boi się porażki. Widzę, że ją to męczy. To nic... poczekam jeszcze trochę i powiem po co tak naprawdę przyjechałem...” – pomyślał Strzelecki.
- A nie, nic, nic! Nie chcę o tym mówić – wymigała się podkomisarz.
Rozmawiali jeszcze jakąś godzinkę, a potem Łukasz zamówił taksówkę i wyszedł. Umówili się jutro pod hotelem.

Po wyjściu Strzeleckiego Basia opadła na łóżko i myślała. Myślała o Śląsku, o Łukaszu. Intuicyjnie czuła, że Łukasz traktuje ją inaczej niż zwykłą koleżankę.
‘Być może mu się podobam... może nawet się zakochał... Ale przecież ja... ja kocham Marka...” – ta ostatnia myśl wywołała u niej potok łez. Płakała i nie mogła przestać. Nie chciała dłużej być bez niego. Tęsknota bardzo ją bolała. Tak bardzo, że czuła ból nawet w koniuszkach palców. Nie mogła już tego znieść. Chwyciła za telefon i wybrała numer Marka. Po kilku sygnałach – cisza. Marek parokrotnie odrzucił rozmowę. W końcu wyłączył telefon.
Storosz była zrozpaczona. Tak bardzo chciała się do niego przytulić, albo chociaż usłyszeć jego głos. Siedziała na łóżku z podkurczonymi nogami kiwając się w tył i w przód. Tak źle nie było jej jeszcze nigdy. Przesiedziała tak chyba ze dwie godziny. Czuła, że zaraz zwariuje. Musiała go zobaczyć. Wstała, otarła łzy, ubrała się i wyszła z domu.

Tymczasem u Marka.
Brodecki po tym co zobaczył pod klatką Basi jeździł bez celu po ulicach Warszawy. Nie wiedział co się z nim dzieje... Nigdy nie czuł czegoś podobnego. Gdy zobaczył jak ten facet całuje Baśkę coś w nim pękło... Nie mógł sobie z tym poradzić.
„Dlaczego? Dlaczego znów muszę przeżywać to samo?” – myślał.
Z Patrycją było tak samo... Chociaż nie, to nie prawda. Gdy zobaczył Patrycję, wtedy z tym Jackiem, poczuł właściwie ulgę. Teraz miał wrażenie, że cały jego świat rozpadł się na tysiąc kawałeczków. Wszystkie jego plany i marzenia legły w gruzach. Czuł pustkę. Jeździł tak już ponad godzinę gdy zadzwonił jego telefon. Zatrzymał się na poboczu i spojrzał na wyświetlacz: „Basia dzwoni”.
Poczuł dreszcze. W pierwszej chwili chciał odebrać i zapytać: „dlaczego mi to robisz?”, ale po dwóch następnych sygnałach zrezygnował.
Poczuł złość i żal. Odrzucił rozmowę. Sytuacja powtórzyła się jeszcze dwa razy. W końcu Brodecki wyłączył komórkę.
Oparł głowę o zagłówek i zamknął oczy. Spod powiek pociekły łzy. Jak to się dzieje, że taka wielka miłość może w tak krótkim czasie przerodzić się w tak wielki ból?
Gdy Marek odzyskał panowanie nad sobą ruszył w dalszą drogę. Minął kilka skrzyżowań i zatrzymał się pod lokalem z napisem: „DISCO NIGHT CLUB”...


Basia w 30 minut znalazła się pod blokiem Marka. Weszła na górę i zapukała. Nic. Zapukała znowu. Po chwili usłyszała trzask odsuwanej zasuwki i w drzwiach ukazała się Magda.
- To ty? Mówiłam ci, daj nam spokój! Marek nie chce cię widzieć!
- Gdzie on jest? Muszę to usłyszeć od niego! – powiedziała Storosz i odepchnęła dziewczynę, po czym wparowała do mieszkania.
Zajrzała do pokoju, do kuchni, do łazienki i do pokoju Krzysia. Mały spał już słodko w swoim łóżeczku.
- Marek jeszcze nie wrócił – poinformowała ją opiekunka.
- Tak? Widzę przecież! Poczekam tu na niego! – mówiąc to usiadła w fotelu.
- Wiesz, nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł! Wolałabym, żebyś sobie poszła!
- A czy ja cię pytam o zdanie? Poczekam i koniec! Myślisz, że jestem taka głupia i nie wiem co knujesz? Może Marka udaje ci się oszukać ale ze mną nie pójdzie ci tak łatwo.
- Nie rozumiem o co ci chodzi? Ja tylko opiekuję się Krzysiem. Nić mnie z Markiem nie łączy. Ale ty za to masz chyba problemy ze sobą? Chyba masz jakieś urojenia. Basiu wiesz, że to się leczy? – powiedziała Magda kpiąc ze Storosz w żywe oczy.
- Zamknij się! Nie będę tego słuchać. To tobie potrzebny jest lekarz!
- Ależ skarbie... uspokój się, bo złość piękności szkodzi. Chociaż... – spojrzała na Storosz z góry na dół - ... tobie raczej nie zaszkodzi!
Basia nie wytrzymała. Wstała i strzeliła dziewczynę w twarz.
W tym momencie wszedł Marek...

Wyglądał żałośnie. Był po paru głębszych. Spojrzał na Storosz błędnym wzrokiem pełnym bólu. Potem spojrzał na Magdę. Dziewczyna trzymała się za policzek.
- Co tu się dzieje? – zapytał smutnym głosem.
- Dobrze, że jesteś! Ta Baśka to wariatka! Chciałam być miła, a ona uderzyła mnie w twarz...
- Marek... to nie prawda... ona mnie obraziła! Należało jej się!
- SPOKÓJ! – krzyknął Marek i usiadł na kanapie skrywając twarz w dłoniach.
Po chwili odezwał się:
- Magda, bądź tak miła i zostaw nas samych... Właściwie to możesz już iść do domu.
- Zostaję! Nie zostawię cię z tą wariatką. Będę u Krzysia.
Basia stała i zaciskała zęby. Jeszcze chwila i nerwy by jej puściły. Podkomisarz zamknęła oczy i policzyła do 10. gdy je otworzyła Magdy już nie było, a Marek nadal siedział i patrzył w jakiś punkt za oknem.
- Marek... Kochanie... co my robimy? – podeszła i kucnęła przy nim.
Podkomisarz milczał. Zbierał się na odwagę. Basia patrzyła na niego i nie wiedziała co myśleć.
- Basiu! nie wiem... nie wiem jak mogłaś mi to zrobić... nie zniosę tego...
- Co? O co ci chodzi? Nie wiem o czym mówisz... Ten chłopak, którego widziałeś to mój brat, Marcin...
- Tak, brat. A ten pod twoją klatką, z którym się całowałaś to też twój brat? Doprawdy, dziwnie okazujecie sobie uczucia w rodzinie... – spokojnie (dziwne??) mówił Marek.
- Co? Skąd o nim wiesz? To był... Łukasz Strzelecki. Ona uratował mi życie na Śląsku!
- Tak, a ty w podziękowaniu musiałaś mu wleźć do łóżka!
- Marek, ale co ty mówisz? Nic takiego nie zaszło... Skąd ci to przyszło do głowy? Nie ufasz mi?
- Nie wierzę ci! Kłamiesz... Wszystkie jesteście takie same!
- Marek... Ja cię nie zdradziłam... A ten pocałunek... To on mnie pocałował! Naprawdę nie wiem czemu to zrobił!
- Wiesz co? Tylko winni się tłumaczą! Chyba będzie lepiej jak się rozstaniemy... Nie będziemy się ranić... Trudno, nie wyszło... – mówił to z wielkim trudem, głos mi drżał.
- Kochanie! Ale co ty mówisz? Ja nie chcę! Kocham cię! Marek! – krzyknęła przez łzy Storosz.
- Już postanowiłem.. a teraz proszę, wyjdź... – spojrzał na nią ostatni raz.
W jego oczach ujrzała rozczarowanie i ogromny ból. Czuła się tak, jakby patrzyła w lustro. Całe jej ciało zdawało się krzyczeć: „Nie, to nie prawda!”
Patrzyli tak na siebie dłuższą chwilę. Storosz powiedziała poruszając tylko ustami: „Kocham cię” i wyszła. W przedpokoju natknęła się na Magdę, która uśmiechała się z triumfem. Storosz spojrzała na nią z pogardą i wyszła.
Magda nie mogła stracić takiej okazji...

Usiadła obok Brodeckiego i przytuliła go. Pod nosem jednak uśmiechała się.

Basia wróciła do domu. Nie pamiętała jak i czym. Gdy znalazła się za drzwiami mieszkania nie potrafił już powstrzymać łez. Płakała i znów nie potrafiła przestać. Po kilku godzinach łez zabrakło. Storosz leżała na łóżku i patrzyła się nieobecnym wzrokiem w żyrandol. Po pewnym czasie usnęła.
Magda przytulała podkomisarza. Siedzieli tak jakiś czas. Marek sprawiał wrażenie jakby nic go nie obchodziło. Nie zapytał nawet o Krzysia. Powiedział tylko:
- Idź już. Chce być sam......
- Nie chcę cię zostawiać samego. Nie możesz być teraz sam...
- Nic mi nie będzie. Proszę idź już! – powiedział z naciskiem.
- Dobrze... Przyjdę rano... – powiedziała, pocałowała Marka w policzek i wyszła.
Brodecki nawet się nie ruszył. Siedział, obojętnie patrząc się na światło latarni za oknem.

Magda szła ulicą i nuciła swoją ulubioną piosenkę. Wyglądało na to, że nawet nie musiała zbytnio się wysilać. Wszystko układało się po jej myśli... Była pewna, że Marek wkrótce będzie jej...

Dzień leniwie budził się do życia. Słońce nieśmiało próbowało przedrzeć się przez gęste chmury. Po krótkiej walce przegrało z ciemnymi i ciężkimi obłokami, z których lunął rzęsisty deszcz. Wydawało się, że cały świat opłakuje rozstanie Basi i Marka. Cały świat pogrążony był w smutku i rozpaczy razem z nimi.
W mieszkaniu Brodeckiego wszystko wyglądało tak, jak poprzedniego wieczora. Ona nadal siedział w fotelu. Miał zamknięte oczy, ale nie spał. Całą noc próbował odpowiedzieć sobie na pytania: „Jak ja mam bez niej żyć? Jak to będzie w pracy? Czy wytrzyma ten ból??”. Nawet spora dawka alkoholu, którą wczoraj wypił nie przyniosła snu.
Powoli otworzył oczy. Po chwili usłyszał dzwonek do drzwi. Wstał z wielkim trudem, gdyż cały zdrętwiał na tym fotelu. Otworzył drzwi i zobaczył w nich nikogo innego jak panią Krysię, czyli swoja mamę.
- Cześć synku! Boże jak ty wyglądasz... Spałeś w ubraniu?
- Cześć mamo! A co ty tutaj robisz? Wejdź! – odsunął się od drzwi, żeby wpuścić panią Brodecką.
Weszli do pokoju.
- Marek... przyjechałam, bo czuje, że coś jest u ciebie nie tak. Czuję, że jesteś nieszczęśliwy. Coś się stało? Matki nie oszukasz...
- Mamo... Nic się nie stało... Po prostu znów jestem sam...
- Ale jak to? Co się stało? Basia to taka kochana dziewczyna...
- Mamo, nie pytaj! Rozstaliśmy się, ale nie chcę o tym mówić – miał łzy w oczach.
- Dobrze synku, nie będę nalegać... Zachcesz to sam mi powiesz. Widzę jednak, że moja intuicja mnie nie zawiodła.
Marek na te słowa zamyślił się.
- Intuicja? Co wy wszystkie tą intuicją! Przecież to jakaś bzdura! Nie ma czegoś takiego! – krzyknął nagle Brodecki.
Pani Krysia zdębiała na ten wybuch. Usłyszała płacz wnuka, więc poszła do niego.
Podkomisarz zaklął pod nosem i poszedł do łazienki. Gdy wyszedł, jego mama siedziała z Krzysiem w kuchni i szykowała śniadanie.
Brodecki usiadł na stołku, uśmiechnął się do synka i westchnął:
- Przepraszam mamo! Nie chciałem... Nie jestem sobą ostatnio. Wybacz mi, proszę.
- Już dobrze synku. Wiem, że przeżywasz ciężkie chwile i chciałabym ci pomóc, ale nie wiem jak...
- Dzięki mama, ale nie możesz mi pomóc. Dobrze, ze przyjechałaś... mały się stęsknił.
Brodecka przytuliła syna i pocałowała go w głowę.
W tym momencie usłyszeli dzwonek do drzwi.
- To pewnie Magda, opiekunka Krzysia – marek wstał i poszedł otworzyć.
Gdy zobaczył ją uśmiechniętą w drzwiach przyszło mu na myśl jedno słowo: „intuicja”. Jednak szybko wyrzucił to z głowy.
- Czeeeść! Wejdź. Właściwie to możesz dziś wracać do domu, bo moja mama przyjechała.
Magdzie mina zrzedła. Myślała, że pobędzie z nim sam na sam. Starała się nie dać po sobie nic poznać. Weszła do kuchni i przywitała się:
Dzień dobry! Jestem Magda! Miło mi panią poznać... no nic, to ja rzeczywiście już pójdę...
- Mada... cekaj! – krzyknął Krzyś – mamy dziś budować zamek!
- Krzysiu... Babcia z tobą zbuduje ten zamek. Ja muszę już iść.
Krzyś wygiął usta w podkówkę i oczki mu się zaszkliły.
- nie płacz Krzysiu. Jeśli pani Magda się zgodzi to możemy razem zbudować ten zamek – powiedziała pani Brodecka i uśmiechnęła się do wnuczka.
- Oczywiście skarbie... Zostanę – powiedziała nieśmiało dziewczyna.
Krzyś był szczęśliwy. Wszyscy uśmiechali się z wyjątkiem Marka. Brodecki ucałował syna i mamę poczym wyszedł nie powiedziawszy nawet słowa. Przypomniało mu się jak ostatnio budowali zamek z klocków we trójkę... On, Krzyś i Basia... Byli tacy szczęśliwi...

Basia tego dnia nie chciała się obudzić. Nie miała siły nawet wstać z łóżka. Leżała patrząc się w sufit i modlą się, żeby to wszystko okazało się snem, choć wgłębi serca wiedziała, że to jednak prawda. Po dłuższej chwili zadzwonił telefon.
Odebrała nie patrząc na wyświetlacz.
- Storosz, słucham? – powiedziała, jednak nie poznała swojego głosu. Brzmiał jakoś obco...
- Basia? To ty? Jakoś dziwnie mówisz – powiedział głos w słuchawce.
- Aaaa... Cześć Łukasz. Łukasz?!! Która godzina? – spojrzała na zegarek – cholera zaspałam! Przepraszam cię! Za pół godziny będę, ok.?
- Dobrze, nic nie szkodzi. Jeśli będzie trzeba to poczekam choćby całe wieki...
- ...Yyy.. OK., to na razie! – zmieszała się trochę.
Szybko wstała i wbiegła do łazienki. To co zobaczyła w lustrze przeraziło ją niesamowicie.
- Boże! Storosz! Jak ty wyglądasz?!! A właściwie... mam to w dupie! – powiedziała do siebie.
Umyła się i zrobiła makijaż. Niestety nie udało jej się zatuszować podpuchniętych oczu.
Jedynym ratunkiem okazały się okulary przeciwsłoneczne.
Uzbrojona w nie Basia wyszła z domu. Deszcz padał nadal, a ludzie których mijała dziwnie się na nią patrzyli.
Nie dbała o to. Przyspieszyła tylko kroku.
Gdy dotarła do hotelu Strzelecki już na nią czekał. Zmartwił się jej widokiem.
- Co się stało? Źle wyglądasz...
- Dzięki! Nie ma nic lepszego niż taki komplement z samego rana...
- Przepraszam, ale... – zamyślił się - ... po co ci te okulary? Pokaż oczy Baśka! – krzyknął i zdjął jej czarne szkiełka.
- Łukasz! Przestań!
- Baśka! Płakałaś? Powiedz, ktoś cię skrzywdził?
- Nie! To nie twoja sprawa! – krzyknęła i ruszyła przed siebie wzdłuż ulicy.
- Poczekaj! Nie chciałem cię denerwować! Po prostu martwię się...
- Niepotrzebnie... Ale skoro musisz wiedzieć, to przez nieszczęśliwą miłość! Nic więcej nie powiem! Chodźmy już! – odwróciła się i ruszyła w dalszą drogę.
- Nieszczęśliwa miłość? – uśmiechnął się Strzelecki.
„ Na pewno chodzi jej o mnie... (NAIWNIAK...) Już niedługo skończy się twoje cierpienie... obiecuję. Muszę tylko znaleźć odpowiedni moment” – pomyślał i ruszył za Storosz.
 
   
El 
VIP



Pomogła: 1 raz
Wiek: 31
Dołączyła: 19 Kwi 2008
Posty: 1823
Skąd: Mazury
Wysłany: 2009-01-21, 16:34   

Sytuacja nam się komplikuje, atmosfera się zagęszcza. Bohaterowie dalej błądzą w gąszczu niedomówień.
Proszę o cedek :-)
_________________
Ze swojej drogi zejdę,
Będę z Tobą.
I w najlepszej z chwil i najgorszej też
Będę z Tobą.
Jak i w pierwszym, tak i w ostatnim dniu
Będę z Tobą...
Z Tobą.
 
 
   
Gasiora 
Gaduła
o tak o!



Wiek: 21
Dołączyła: 15 Kwi 2008
Posty: 216
Skąd: Legionowo
Wysłany: 2009-01-23, 18:25   

AAA! Ja to juz kiedyś czytaŁam! Ale boskie ;)
Dawaj dalej! ;*
_________________
to Koniec........ ;(
_____________

http://www.graphicguestbook.com/gasiora
 
 
   
Sfora 
Gaduła
Normalnie nienormalna



Wiek: 22
Dołączyła: 20 Kwi 2008
Posty: 261
Skąd: Wielka Dziura
Wysłany: 2009-01-26, 15:50   

Jeju!!!
Tom Magdę to bym najchętniej do psychiatryka wysłała, ni przecież ona powinna się leczyć...
A Łukasz niech przejży na oczy i wróci tam skąd przyszedł...
Niech Marek w końcu się obudzi i zobaczy że ta Magda to wariatka i niech pogada z Basią ale tak szczerze!!!
_________________

 
   
El 
VIP



Pomogła: 1 raz
Wiek: 31
Dołączyła: 19 Kwi 2008
Posty: 1823
Skąd: Mazury
Wysłany: 2009-01-31, 22:03   

Goldmoon, a co to się zacięło? Proszę o ciąg dalszy opka :-)
Przecież masz już gotowego cedeczka.
_________________
Ze swojej drogi zejdę,
Będę z Tobą.
I w najlepszej z chwil i najgorszej też
Będę z Tobą.
Jak i w pierwszym, tak i w ostatnim dniu
Będę z Tobą...
Z Tobą.
 
 
   
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template Acid v 0.4 modified by Nasedo


Ranking fora i stron www toplista, forum
Strona wygenerowana w 1,34 sekundy. Zapytań do SQL: 24


Załóż : Własne Forum lub Własną Stronę Internetową